№ 23 (180), 5 — 12 červienia 2000 h.
Krok u biezdań u "krainie, dzie ŭsio realna"
Darahi druža, prabač, što tabie daviałosia čakać, pakul nia skončyŭsia moj pracoŭny tydzień. Ja razumieju, što prosta siadzieć doma niekalki dzion – heta niepryjemna, ale...
Voś ža siońnia, u vychodny, prapanuju tabie fajny maskoŭski mužčynski adpačynak. Nie, u načny klub my pojdziem inšym razam. Siońnia my pajedziem na lotnaje pole. Navošta? Paźniej usio rastłumaču, ale adrazu mahu zapeŭnić – nie paškaduješ! Treba tolki ŭziać z saboju niešta pajeści i vopratku, jakuju nie škada trochi zapeckać.
Voś my i na Ryskim vakzale, nabyvajem kvitki da Vałakałamsku, dzie znachodzicca sakretnaja vajskovaja baza (heta, kaniečnie, žart). Praź niekalki hadzin na lotnym poli nas užo sustrakaje moj znajomy instruktar parašutnaha sportu! Voś moj siurpryz!
Niaŭžo ty nia rady?! A niejak ža kazaŭ, što voś kali b była mahčymaść pasprabavać niečaha ekstremalnaha, naprykład, z parašutam sihanuć... Nie, bracie, słovy svaje nazad užo pozna brać – voś jana – taja samaja mahčymaść! Nu, pačałosia: "Ja nie mahu, ja nia ŭmieju..." Zaraz ciabie vyvučać nieabchodnamu minimumu parašutysta, a kali potym nie zachočaš vyjści z samalotu, dyk i dapamohuć!
Što ž, ty ŭžo viedaješ, jak vyhladaje parašut, jak jaho nadziavajuć, jak treba vychodzić z samalotu, što rabić u palocie, jak kiravać parašutam, navošta "zapaska" i jak joj karystacca, i – hałoŭnaje, jak pryziamlicca tak, kab nie pałamać sabie nohi. Usio heta adbyłosia za hadzinu. Teoryja skončyłasia, chacia... Ci nia treba raskazać pra paru niaščasnych vypadkaŭ, kab dadać adrenalinu... A, baču, što ŭ ciabie jaho ŭžo chapaje. Ničoha, ja jašče nie sustrakaŭ nikoha, chto b na pieršy skačok išoŭ "iak u boj".
Adrenalin i mandraž adnačasova – heta vielmi pryjemna!
Nam dapamahli apranucca, raźmiaścili ŭ zaležnaści ad vahi. Trochi niepryjemna, viedaju – "systema" (padvieska) nia vielmi zručnaja reč, kab u joj chadzić pa ziamli – jana ž nie dla hetaha, dyj parašut važyć ažno 20 kh. Doŭhačakany momant – pahruzka ŭ samalot. Samalot – AN-2, uzoru 1949 h. (darečy, vypusku – taksama!) z ruchavikom ad vajskovaha Ła-7. Ty sumniavajeśsia, što jon uvohule zvaruchniecca ź miesca, nia toje što ŭźlacić? A darma. Parochkvajučy, naš "Kukuruźnik" pavoli pačynaje svoj raźbieh. Tvary ŭsich napoŭnilisia tryvožnym čakańniem, śmiech pieratvaryŭsia ŭ histeryčny, uśmieška "dla fota" stała, napeŭna, samaj idyjockaj za ŭsio žyćcio. Nu, ničoha – paźniej (ale jašče nie ŭ nastupny raz!) budzie lahčej.
Pakul my tak sprabavali razmaŭlać, bo z-za ruchavika i kaski heta davoli ciažka, naš samalot nabraŭ patrebnuju vyšyniu ŭ 600 m. Chutka my ŭžo pačniem davać kruhi nad "kropkaj" – miescam, adkul pa try-čatyry čałavieki nas pačnuć vypuskać z samalotu. Znajomaja syrena – syhnał taho, što treba padrychtavacca. Instruktar adčyniaje dźviery, i ŭ salon zalataje viecier – za bortam 140 km/h. Jašče syrena – pieršyja čaćviora stanoviacca ŭ čarhu, adzin užo zaniaŭ svajo miesca la vychadu i, hledziačy instruktaru ŭ vočy, čakaje słova-kamandy-kryku "Pajšoŭ!" Dačakaŭsia. Lohki šturšok, i, adpichnuŭšysia nahoju ad bortu, čałaviek źnik! A za im chucieńka źnikli astatnija. Ich pahłynuła hłybokaje, biazdonnaje i nieabsiažnaje nieba.
A my palacieli dalej – na druhi zachod, jaki dla nas z taboju siońnia budzie apošnim. Instruktar vybiraje fały z čachłami ad parašutaŭ i začyniaje dźviery. Usio paŭtarajecca znoŭ – syrena i h.d., tolki ciapier pierad lukam staim my. Pozirk uniz – na hieahrafičnuju kartu, što pad nami – i znoŭ na instruktara. Vizualny kantakt, kali sihaješ z prymusovym raskryćciom parašuta D1-5-U (desantny, kiravany), prosta nieabchodny. "Pajšoŭ!", šturšok. I voś my ŭžo stali čaścinkaju nieba. Hledziačy na instruktara i samalot, jakija chutka addalajucca, čakaješ, pakul raskryjecca parašut. Chacia "čakaješ" – nia toj vyraz dla pieršaha razu – usio nastolki chutka, što ničoha nie paśpiavaješ zaŭvažyć, pakul prosta laciš u biezdań.
Pryjemny chłapok – visiš u systemie – u hałavie eŭfaryja, "zapaska" nie spatrebiłasia, chacia heta jašče pytańnie. Nie, kupał raskryŭsia narmalova i pracuje fajna. Ciapier možna troški adpačyć i pahulacca, ŭ miežach razumnaha, kaniečnie, kab nie palacieć kudy-niebudź u les z hetym fajnym vietraziem, pachistacca trochi na hetych niezvyčajnych arelach. Ale nie paśpieješ nahulacca, jak užo treba rychtavacca da viartańnia na "hrešnuju ziamlu". Jość niekalki varyjantaŭ, ale, chutčej za ŭsio, pieršaja pasadka miakkaju nia budzie – ziamla, jak vyśviatlajecca, davoli ćviordaja.
Sustreča paśla pasadki. Nas padabrała specyjalnaja mašyna ("trupavozka"). A ty, ja baču, nie paśpieŭ pahasić kupał – vopratka ŭsia ŭ travie, praciahnuła ciabie pa poli. Ale ŭ hetym taksama jość kajf. Nu što ž, usie žyvyja, trochi padrapanyja, ale viasiołyja j poŭnyja novych uražańniaŭ. Pačynajecca zvykłaje – chto što adčuvaŭ, jak lacieŭ. Možna, viadoma, abmiežavacca adnym słovam – eŭfaryja! Ale ž ty razumieješ, što hetaha zamała. Doma, zaŭtra ty zrazumieješ, što ja padbiŭ ciabie na žudasnaje hłupstva, niepatrebnuju ryzyku, ale budzieš upeŭnieny, što heta taho kaštavała.
Tvoj pohlad na žyćcio trochi źmienicca, nia kažučy ŭžo pra prosty pozirk u nieba. Nieba, jakoje z hetaha momantu stała dla ciabie značna bolšym, čym raniejšaje nieba. Ty pračyniŭ tajamnicu jaho nieabsiažnaści i hłybini, źviedaŭ volnuju volu i hłynuŭ ź jaho kubku.
Heta narkotyk, ale nie atruta, chutka pačniecca łomka, budzie nieabchodnaja čarhovaja "doza". Vinšuju, zaŭtra ty stanieš parašutystam, a siońnia ŭ ciabie sapraŭdny Dzień naradžeńnia!
Chacia, traplajucca j takija, dla kaho adnaho razu dosyć – z roznych pryčynaŭ, ale bolšaść prosta nia moža bolš supraćstajać mahii Nieba. Vinšuju!
Dziadźka Antoś
Kamientary