Archiŭ

Lavon Volski. Novaja kvatera Kazimiera

№ 51 (208), 18 — 26 śniežnia 2000 h.


 Lavon Volski

Novaja kvatera Kazimiera

 

Heta była zusim cichaja, navat dla našaha niašumnaha horadu, vułka. Pablizu nie było zavodaŭ, fabryk, tut nia jeździli tralejbusy, jakija skuholać, aŭtobusy, jakija dymiać, dy tramvai, jakija ŭ našym horadzie amal usie pensijnaha vieku, tamu, kali jeduć, skardziacca na žyćcio, kvochčuć, korchajuć, pierchajuć — jak bolšaść pensijaneraŭ. Adno što prajedzie jakajaś milicyjanckaja mašyna raz u paŭhadziny (dyj toje — bo pobač adździaleńnie milicyi). A zvyčajnyja kiroŭcy hetaj vulicy paprostu nia viedali — niejak jana ŭdała schavałasia, byccam by ŭ samym centry horadu j byccam by ŭ inšym vymiareńni.

Damy tut staryja, dvuchpaviarchovyja. Drevy taksama staryja, značna vyšejšyja za damy.

Voś ja j kažu: hetkaja vulica — sapraŭdnaja znachodka ŭ naš čas. Tamu, kali Kazimier atrymaŭ tut kvateru, usie jahonyja siabry vielmi ŭzradavalisia. Uzradavalisia za Kazimiera, a jašče tamu, što možna budzie zajści ŭ hości ŭ hetuju staruju kvateru ŭ starym domie na staroj cichaj vulicy, jakuju mała chto viedaje, jakoj nie znajści na mapie horadu siarod praspektaŭ, bulvaraŭ, parkaŭ, skveraŭ dy vialikich, zabudavanych 16-paviarchovymi damami, vulicaŭ imia hierojaŭ ajčynnaj vajny.

Dyj Kazimier byŭ vielmi zadavoleny. Jon byŭ zadavoleny dy ŭdziačny, kali siabry dapamahali jamu rabić ramont — kožnaha dnia jany razam z Kazimieram ździrali staryja špalery, kleili novyja, tynkavali ścieny, špaklavali j farbavali padłohu…

I voś adnojčy ramont skončyŭsia. I ŭsie ŭbačyli novuju kvateru Kazimiera — utulnuju, śvietłuju, ciopłuju… Za voknami — leta. Šapaciać drevy, hulajuć u klasyki dziaŭčatki, siadziać na łaŭkach staryja. Karcinka nibyta nia z hetaha času. Adno tolki parušajuć harmoniju milicyjanckija mašyny, jakija kursujuć z pastarunku dy ŭ pastarunak.

— Ja miarkuju, treba adznačyć hetuju spravu, — zaŭvažyŭ Kazimier, i siabry ažyŭlena pahadzilisia.

Jany schadzili ŭ kramu j prynieśli harełku, kiłbasu, sała, chleb, ahurki, kietčup, majanez. I pačali adznačać śviata novaje kvatery Kazimiera.

— Ja chaču vypić, — skazaŭ Aleś, — za hety dom, za hety rajon, za hetuju kvateru. Ja chaču vypić za toje, kab nieŭzabavie ŭsie my mieli hetkija kvatery, bo ŭsie my padobnyja adno da adnaho, u nas adny pamknieńni, padobnyja žyćciovyja mety j pryncypy. Voś za što ja chaču vypić.

I vypiŭ. I ŭsie vypili.

I hetak jany doŭha vypivali za ŭsio dobraje ŭ hetym žyćci. A potym praciahvali vypivać užo biaz tostaŭ, ale z doŭhimi ščyrymi razmovami.

— Što nas trymaje ŭ hetym žyćci? — kazaŭ Alesiu Źmicier. — Toje, što my razam. Voś bačyš, siońnia tre było dapamahčy Kazimieru, — dapamahli. A kali zaŭtra tabie spatrebicca dapamoha, źbiaromsia j dapamožam. Bo voś takija my ludzi — nia možam, kab nie dapamahać adno adnomu.

— A jak ža jašče žyć? — adkazvaŭ Źmicier. — Paasobku my zhubimsia ŭ hetym žyćci, u hetym varožym nam horadzie. Siarod hetych brutalnych vypivochaŭ, jakija štoranak sustrakajucca la piŭnoha šapika j navat zimoju ŭ 20-hradusny maroz pjuć z byłych u karystańni słoikaŭ raźviedzienaje piva. Siarod hetych mahazynnych pradaŭščycaŭ dy pradaŭcoŭ, jakija pačuvajucca haspadarami horadu, a ty dla ich — drobnaja pieraškoda na šlachu da ŭłasnaha ŭzbahačeńnia. Siarod hetych paholenych maładzionaŭ, prasiaknutych turemnaj ramantykaj. Siarod hetych paŭsiudnych błatnych piesień. Siarod… Dy što kazać… Ty sam usio viedaješ.

I jany vypili.

A Chryścina słuchała ŭsio heta, sama čas ad času ŭpliščvała važkaje słova, vypivała nia mieniej dy nia bolej za ŭsich i krajem voka nazirała za Franciškam.

A Francišak byŭ niepaŭtorny — jon žartavaŭ, deklamavaŭ vieršy, razmaŭlaŭ na roznyja hałasy, raspaviadaŭ pokazki — byŭ centram uvahi dla tych, chto nie zachapiŭsia, jak Źmicier dy Aleś, ščyrymi siabroŭskimi razmovami.

I tolki Vital vyłučaŭsia z ahulnaje viasiołaje kampanii. Jon braŭ udzieł u ahulnych razmovach, sprabavaŭ žartavać, padtrymlivać hutarku. I, tym nia mieniej, vyłučaŭsia. Jon nia piŭ. Jon kinuŭ pić z hod tamu, kali pačaŭ rehularna naviedvać carkvu.

— A ja prapanuju vypić za toje, — hučna pačaŭ Francišak, — što ŭ hetym brutalnym horadzie jašče zastalisia ludzi, ź jakimi možna pahavaryć. Ludzi, jakija adčuvajuć adno adnaho na ŭzroŭni padśviadomaści, jakim nikoli nia treba ničoha tłumačyć. Dla hetaje ziamli j dla ciapierašniaha času heta nastolki redkaja źjava, što ja paprostu ščaślivy… Kažu absalutna ščyra.

I ŭsie vypili.

Chryścina pahladzieła krajem voka na pryhožuju Franciškavu postać, što ŭzvyšałasia nad stałom, i vypiła za Franciška. I — kryšačku, adsotkaŭ 20 — za siabie.

Adznačali zakančeńnie ramontu doŭha. Heta byli surjoznyja ludzi. Napačatku jany surjozna papracavali, potym surjozna — nie adzin dzień — adznačali. Usio jak maje być.

Ale adnaho ranku ŭsie pračnulisia j zrazumieli: hodzie śviatkavać. Na dvare — budzionny dzień, pachnie vosieńniu. U adčynienuju fortku zalataje chaładnavaty vieraśnioŭski vietryk i pažoŭkłyja zmorščanyja listy.

— Zdajecca, jašče ŭčora było leta, — zaŭvažyŭ Aleś.

— Zdajecca… — niby recha, adhuknuŭsia Francišak. Jon nie žartavaŭ, nie deklamavaŭ vieršaŭ, nie razmaŭlaŭ na roznyja hałasy (Francišak mieŭ talent paradysta j časta demanstravaŭ jaho ŭ viasiołaj kampanii). Jon pačuvaŭsia kiepskavata j chacieŭ dadomu.

— Voś i skončylisia śviaty, — kanstatavała Chryścina. — Treba viartacca ŭ zvykłyja šeryja budni. U naš niaŭtulny horad.

Jany pavolna, panura sabralisia. Kazimier vyrašyŭ pravieści siabroŭ da prypynku.

Jany vyjšli na hanak, zajšli za roh domu, pašybavali pa cichaj žoŭtaj vosieńskaj vulicy j raptam asłupianieli.

Na tym miescy, dzie jašče niadaŭna, prynamsi da pačatku śviatkavańnia, tuliŭsia siarod vysokich drevaŭ milicyjancki pastarunak, ciapier uźniośsia da samych niabiosaŭ vielizarny śpičasty budynak.

— Što heta? — razhublena pieravodziła vočy z tvaru na tvar svaich siabroŭ Chryścina.

— A ja ŭsio dumaju, čaho heta miantoŭskija mašyny pierastali jeździć pa vulicy, — niedarečy zaŭvažyŭ Źmicier.

Bolej za ŭsio budynak nahadvaŭ niejki chram. Nie katalicki, nie pravasłaŭny. Niejki chram nieviadomaje relihii, pabudavany śmieła j sučasna. Da ŭvachodu viała vysokaja leśvica. Sa šmatlikich, nievialikich pamierami voknaŭ pramieniła śviatło. Kab ubačyć śpičastuju viaršyniu chramu, treba było adkinuć hałavu tak, jak my adkidajem jaje, kali hladzim na zornaje nieba.

— Chłopcy-dzieŭki, tut niešta nia toje, — zaniepakojena skazaŭ Vital. Za taki karotki termin niemažliva pabudavać hetkuju harharu. Chadziemcie adsiul chutčej, ja adčuvaju niebiaśpieku.

— Pačakajcie, a što heta za pabudova? Jakoje jejnaje pryznačeńnie? — zacikaŭlena zapytaŭsia Aleś.

— Padobna da niejkaha chramu, — azvaŭsia Francišak.

— Chadziemcie adsiul chutčej, — ćvierdziŭ Vital. — Jaki heta chram, kryžu niama, na viežy niejki niezrazumieły symbal. Ja vam kažu — tudy zachodzić niebiaśpiečna!

Kazimier, Aleś, Źmicier, Francišak dy Chryścina paciahnulisia da ŭvachodu ŭ chram. Vital išoŭ apošni dy ŭvieś čas havaryŭ pra niebiaśpieku, pra toje, što varta spačatku daviedacca pra hety budynak, što heta, naahuł, takoje, a tady ŭžo rabić hetkija ekskursii, i ŭsio adno heta vielmi niebiaśpiečna, nieviadoma, jak paŭździejničaje hety nieviadomy kult na psychiku…

Kampanija zajšła ŭ šyrokuju bramu j apynułasia ŭ prastornym śvietłym pamiaškańni.

Tut nikoha nie było. Usio vydavała na kaścioł, tolki biaz łavaŭ, abrazoŭ, kryžoŭ…

U centry zali znachodziłasia znoŭ-tki leśvica. Jana viała kudyści ŭharu.

— Chadziem, — skazaŭ Aleś i pačaŭ padymacca. Usie pakročyli za im. Vital zmoŭk.

Jon hladzieŭ na parenčy — taja pavierchnia, pa jakoj zvyčajna viadziecca rukoju, składałasia z maleńkich karcinak-vyjavak. Kožnaja vyjaŭka štości abaznačała. Tut byli absalutna roznyja karcinki — maleńkija partreciki, krajavidy, symbali… Leśvica ciahnułasia doŭha, i, zdavałasia, vyjavam nie było kanca — partret pachmurnaha siaredniaviečnaha čałavieka ŭ žabo, niejkaja abstraktnaja kubistyčnaja karcinka, potym — padazrony (vidać, kabalistyčny!) symbal, i hetak dalej i dalej, biaskonca. Vital chacieŭ źviarnuć uvahu siabroŭ na hetyja dziŭnyja parenčy, ale ŭsie maŭčali, i jamu raptam taksama pierachaciełasia razmaŭlać. Jany ŭzdymalisia vyšej i vyšej i raptam apynulisia na šyrokaj kruhłaj placoŭcy. Tut było vielmi śvietła. Možna było pahladzieć z vyšyni na horad — žoŭty sumny vosieński horad, maleńkija damki, dachi, viežki, mašynki, što paŭzuć pa vuzkich vułkach.

Kali heta jany paśpieli tak vysoka padniacca?

Na hetym paviersie nie było ludziej — tolki pryhožyja ścieny, ź jakich nibyta pramianiłasia śviatło, i dźviery ŭ hetych ścienach.

“Jak u kamputarnaj hulni-stralałcy”, — padumaŭ Źmicier.

Nichto nie paśpieŭ ničoha skazać. Aleś adčyniŭ dźviery j zajšoŭ unutr. Dźviery začynilisia.

Jany razhublena stajali pasiarod kruhłaje zali. Vital musiŭ zakryčeć, papiaredzić, zaścierahčy… Ale niejki dziŭny spakoj achinuŭ jaho. Razmaŭlać nie chaciełasia.

Jany stajali j maŭčali. Čakali, pakul vyjdzie Aleś.

Aleś łaćviej prystasavaŭ aŭtamat. Cel — čałaviečaja postać u kamuflažnym adzieńni — supała z muškaj. Aleś streliŭ. Dva razy karotkimi čerhami. Postać upała.

— Zusim niakiepska, małady čałaviek, — pachvaliŭ haspadar. — Chočacie jašče pastralać?

— Naturalna, chaču. Ja naahuł vielmi lublu stralać. I ŭmieju. Ja, kali słužyŭ u vojsku, byŭ adnym ź lepšych. U sensie stralaniny. Padciahvaŭsia kiepska, a stralaŭ lepiej za ŭsich u rocie. Ja navat za heta niejkija hramaty maju, tolki nia pamiataju, kudy padzieŭ.

Na poli ŭźniałasia novaja mišeń — čałaviek na matacykle. Mišeń pavolna nabližałasia. Aleś zavaliŭ jaje z druhoha strełu.

— Vy sapraŭdny majstar, — ździŭlena vymaviŭ haspadar ciru.

Aleś uśmichnuŭsia j pierazaradziŭ aŭtamat.

Pobač niešta vybuchnuła, Alesia absypała kavałkami ziamli j drobnymi kamieńčykami. Jon pahladzieŭ uharu. U niebie zavisnuŭ čorny varožy samalot. Aleś pryceliŭsia j streliŭ. Vypuściŭ niekalki doŭhich čerhaŭ. Samalot zadymiŭsia j hrymnuŭsia vobziem za lesam. Papadali śsiečanyja haračymi askiepkami drevy.

Aleś azirnuŭsia. Haspadara ciru nidzie nie było. Zatoje prosta na jaho pa poli pior vializny šery tank. Hrymnuŭ streł. Snarad vybuchnuŭ niepadalok ad Alesia.

“He-e, ja hladžu, pačynajecca niešta surjoznaje”, — padumaŭ Aleś. Jon vyrašyŭ nia leźci z aŭtamatam na tank, niama sensu. Azirnuŭsia. Zzadu — 300 m — ručaj. Prosta za im — biarozavy haj. Dabiehčy da haju — značycca, uratavacca. “Dabiahu”, — padumaŭ Aleś.

Tankist vypuściŭ niekalki kulamiotnych čerhaŭ. Nie patrapiŭ.

“Maziła”, — padumaŭ Aleś dy pabieh.

Karotkimi pierabiežkami — pahorak, chmyzy, lažać! Vybuch! Paskuda… Nie začapiła. Chmyzy… samotny klon… padaj! Čarha. Znoŭku nie patrapiŭ, maziła.

Voś i hajok. Možna padniacca. Milhajuć drevy. Spynisia. Adpačni. Nadychodzić viečar. Kali budzie ciomna, treba schadzić u bližejšuju viosku pa pravijant dy zapytacca, ci daloka našyja.

 

— Pajdu, pahladžu, što ź im, — bieź intanacyi, niejak manatonna vymaviŭ Francišak dy adčyniŭ dźviery.

— Ja z taboju, — paśpiešliva skazała Chryścina.

Dźviery miakka, biazhučna začynilisia.

 

Jany stajali na zialonym pahorku. Pierad imi — dziŭnaje pryhažości krajavid — pahorki, aziory, pahorki, usio kvitnieje, roznakalarovyja kvietki siarod travy — nibyta mazaika. Piajuć ptuški. Lotajuć vialikija viasiołkavyja miatliki.

— Ja viedaju, jak nazyvajecca hety miatlik, — raptam skazaŭ Francišak. — Jon nazyvajecca “machaon”. Ale ŭ nas jon nie žyvie. Nia toj klimat.

— Značycca, my nia ŭ nas, — ź nijakavataj uśmieškaj vymaviła Chryścina.

— Hladzi, vuń zamak! — vyciahnuŭ ruku Francišak.

Na viaršyni adnaho z pahorkaŭ siarod starych vielizarnych duboŭ uzvyšalisia čyrvonyja zamkavyja mury.

— Pojdziem tudy? — usio jašče niaŭpeŭniena zapytała Chryścina.

— Pojdziem. Spačatku pojdziem tudy, potym pojdziem jašče niedzie. Budziem chadzić pa hetaj krainie, pakul nie nadakučyć. A nam ža naŭrad ci nadakučyć, praŭda?

— Mnie nikoli nie nadakučyć być z taboju razam, — cicha vymaviła Chryścina.

— I mnie z taboju vielmi dobra, — pryznaŭsia Francišak. — U hetym časie, u hetaj krainie. Bolej ničoha j nikoha nia treba. Ja, ty, miatliki, ptuški, kvietki, daroha siarod pahorkaŭ…

— A mnie raniej zdavałasia, što ty nie źviartaješ na mianie ŭvahi.

— Na toje, što było raniej, varta zabycca. U hetaje “raniej” my ŭžo nia vierniemsia.

— Tak, my, napeŭna, tut sustreniem toje, pra što raniej nia mieli ŭjaŭleńnia. Sustreniem niebiaśpieku, sustreniem pryhody, sustreniem radaść, smutak, bol i asałodu…

— I ŭsio heta my sustreniem razam — ja j ty. Uvieś hety śviet stvorany dla nas, chiba ty nie zrazumieła? To chadziem u hety śviet, jon nas čakaje.

I jany zhubilisia siarod biaskoncych strakatych pahorkaŭ.

 

Źmicier ničoha nie skazaŭ. Jon paprostu adčyniŭ dźviery j stupiŭ nasustrač nieviadomaści. Vital chacieŭ prypynić jaho, pra niešta papiaredzić… Ale jahonyja reakcyi prykra zapavolilisia: pakul jon źbiraŭsia z dumkami, šukaŭ pravilnuju, pierakanaŭčuju pabudovu frazy, dźviery za Źmitrom užo zamknulisia.

 

— Blin, Bruklin, — vymaviŭ Źmicier.

Mašyna miakka rušyła pa hładkim asfalcie. Byŭ vosieński viečar, horad strakacieŭ reklamnymi ahniami, viesialiŭsia, piŭ koka-kołu, tekiłu j viski, žavaŭ žujku, niuchaŭ kakain.

Źmicier kiepska viedaŭ darohu. Praz chvilinaŭ 20 jaho zaniesła ŭ niejki brutalny rajon, kudy, vidavočna, nia varta było sovacca.

Źmicier lichamankava šukaŭ na ŭkazalnikach znajomyja nazovy — choć jaki b Mancheten ci Bradvej…

Upopierak darohi valalisia staryja pakryški. Prajechać było niemažliva.

Źmicier pačaŭ aściarožna razvaročvacca i krajem voka ŭbačyŭ dźvie ciomnyja postaci. Jany nabližalisia da mašyny.

Maładyja muryny. Nachabnaja, u rytmie hanhsta-repu, modnaja chada.

— Hej, mister, padkiń paru centaŭ na kołu, — źjaviłasia ŭ adčynienym vaknie mašyny pysa muryna. U vuchu — try dzirki, ciažkija załatyja zavušnicy. Vočy biaz vyrazu.

Samaje kiepskaje, što Źmicier zabłytaŭsia ŭ razvarocie j spyniŭsia.

“Nu, usio, — padumaŭ jon. — Zaraz budziem zmahacca za žyćcio. Dla hetaha paŭčałavieka zabić biełaha — usio adno, što pradać porcyju kreka.

— Mister, ty mianie nie zrazumieŭ? — zapytaŭsia muryn.

U śviatle vohnišča (dźvie pakryški hareli) blisnuła niešta metalovaje.

Źmicier imhnienna vychapiŭ z kišeni revalver dy streliŭ prosta ŭ tvar maładomu murynu. Toj raskinuŭ ruki dy zvaliŭsia na staryja pakryški. Bakavoje škło Źmicieravaha “Kadylaku” apyrskała kryvioju.

Źmicier daŭ ź miesca tak, što zaviščeli šyny. Vyratavalny instynkt imhnienna padkazaŭ jamu, u jaki bok jechać. I praź niejkija 10 chvilinaŭ Źmicier byŭ daloka ad čornych, śmiardziučych, brudnych bronksaŭskich truščobaŭ. Jon kiravaŭ u prestyžny rajon, da svajho dvuchpaviarchovaha majontku, da svaje pryhažuni-žonki j dumaŭ pra toje, što zaŭtra na pracu j treba pamyć škło, vykinuć revalver, dy tak vykinuć, kab niemažliva było znajści, bo kali hetaja historyja vypłyvie, na karjeru lepiej zabycca.

 

— Pačakaj mianie, — paprasiŭ Vital. — Ja dakładna viarnusia.

Kazimier zastaŭsia ŭ pryhožaj kruhłaj zali, a Vital stupiŭ cieraz paroh.

 

Čorny kapiušon tre było ŭvieś čas papraŭlać, bo jon zvalvaŭsia na vočy j zaminaŭ bačyć darohu. A zastałosia ž niašmat. Niekalki kilametraŭ — i jon, narešcie, pryjdzie ŭ svoj rodny manastyr, da svaich bratoŭ. Jon im raspaviadzie pra svajo padarožža. Pra toje, što jon bačyŭ u dalokaj krainie, pra dziŭnych ludziej, što molacca ahniu, pra strašnych dzikunoŭ, što jaduć adno adnaho, pra drevy, vyšejšyja za našyja chramy, pra źviaroŭ, jakich, jak jany dumali raniej, moža naradzić chiba što chvoraja fantazija apantanaha niačyścikam…

Kolki čaravikaŭ ścierłasia za čas padarožža, dyj ryza ŭsia ŭ dzirkach. Ale heta nie daremna. My stvoranyja, kab udaskanalvacca, kab spaznavać siabie j navakolny śviet. Ja napišu knihu, chaj na heta pojduć hady. Ja napišu knihu j dam ludziam novyja viedy.

Voś adsiul manastyr musić być dobra bačny. Treba papravić kapiušon.

Čamuści nie vidać jaho. Nie vidać vysokich biełych, koleru čyścini, ścienaŭ. Nie vidać kupałoŭ z kryžami. Vidać adno dymnyja ruiny. Vidać krumkačoŭ, što źlacielisia na kryvavy bal.

Vital uklenčyŭ dy pačaŭ malicca.

Jon nia bačyŭ, jak ź lesu vyjechaŭ atrad zaparoskich kazakaŭ dy rušyŭ prosta na jaho.

 

Kazimieru zdałosia, što čakaje jon užo ledźvie nia miesiac. Urešcie jon adčyniŭ dźviery dy z parohu azirnuŭ pakoj. Ničoha cikavaha. Zvyčajny pakoj. Ofisnaja mebla. Kamputar na stale. Cišynia.

Kazimier pavoli spuściŭsia pa doŭhaj leśvicy. Ludziej nidzie nie było. I naahuł uvieś interjer chramu (kali heta chram) zrabiŭsia niejki blakły. Nibyta ŭ chramie (kali heta chram) nadyšła šaraja hadzina.

Kazimier vyjšaŭ. Udychnuŭ na poŭnyja hrudzi pavietra. Zachaciełasia jeści.

Lišnie kazać, zachočacca tut, — padumaŭ Kazimier. — Kolki ja tam pratyrčeŭ!

Bałazie jahony dom niedaloka, zusim pobač.

Kazimier doŭha kałupaŭsia klučom u zamku. Porkaŭsia, porkaŭsia… Zamok nia słuchaŭsia. Raptam dźviery adčynilisia, i na parozie ŭłasnaje kvatery Kazimier ubačyŭ niejkaha mužčynu siaredniaha vieku ŭ darahim harnitury j załatych akularach na nosie.

— Što vam tut treba, małady čałaviek? — zapytaŭsia mužčyna ŭ harnitury.

— Jak heta “što”? — aburyŭsia Kazimier. — Heta maja kvatera.

— Małady čałaviek, ja vam raju zakusvać, kali vypivajecie, — uśmichnuŭsia typ u harnitury. — Heta nie kvatera, a ofis jurydyčnaje firmy.

— Jak minimum, učora tut była maja kvatera, — nastojvaŭ Kazimier.

— I ŭčora, i zaŭčora, i hod nazad tut była jurydyčnaja firma, — skazaŭ čałaviek u harnitury. Pa jahonym tonie Kazimier zrazumieŭ: žartavać ź im nia buduć.

— Prabačcie, — marmytnuŭ jon i vyjšaŭ z padjezdu, da jakoha za niadoŭhi čas svajho isnavańnia ŭ hetaj kvatery paśpieŭ pryzvyčaicca j navat praniknucca ciopłymi pačućciami.

 

Kazimier vyjšaŭ na cichuju vulicu, jakuju viedaŭ redki kiroviec. Jakoj nie znajści na mapie siarod praspektaŭ imia hierojaŭ vajny.

 

Pa supraćlehłym baku vulicy šumna kročyła kampanija pjanych padletkaŭ. Dymiła truba rajonnaje TEC. Prahrukataŭ tramvaj i spyniŭsia akurat pierad Kazimieram. Dźviery začynilisia, tramvaj rušyŭ dalej pa svaim maršrucie. Z-za roha vyzirnuła tupaja rudaja pysa staroha “Ikarusa”.

Zaimžeła. Kazimier natapyryŭ kaŭnier dy nakiravaŭsia da piŭnoha šapika, dzie dva chvaravityja mužčyny niapeŭnaha vieku pasmoktvali z paŭlitrovych słoikaŭ ranišni napoj.


Kamientary

Ciapier čytajuć

Dźmitryj z Alšan raskrytykavaŭ biarozaŭskuju tušonku. U adkaz jamu mnohaje patłumačyli9

Dźmitryj z Alšan raskrytykavaŭ biarozaŭskuju tušonku. U adkaz jamu mnohaje patłumačyli

Usie naviny →
Usie naviny

Nazvany samyja ŭparadkavanyja miescy Biełarusi4

Dla realna topavych śpiecyjalistaŭ kaštoŭnaści važniejšyja za hrošy. Sprečka Pientahona i Anthropic pakazała, što ličycca z hetym davodzicca ŭsim5

Vyzvalenaja 13 śniežnia palitźniavolenaja nie viedała, što ciažarnaja: pra dzicia jana daviedałasia na piatym miesiacy7

Green u HC «Skała» ŭ Minsku mohuć zakryć

Jak źmianiłasia bahaćcie Donalda Trampa za hod prezidenctva2

Novy viarchoŭny lidar Irana moža nie źjaŭlacca na publicy z-za ranieńniaŭ

Va Ukrainie bankir apublikavaŭ fota klijentki, jakaja prachodziła vieryfikacyju «na fonie ściaha Rasii», i trapiŭ u skandał50

Na Kaciarynu Vadanosavu zaviali kryminalnuju spravu za reabilitacyju nacyzmu — za film pra Kube46

«Časam kažu, što pracuju ŭ bjuci-śfiery»: jak biełaruska hrymiruje pamierłych1

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Dźmitryj z Alšan raskrytykavaŭ biarozaŭskuju tušonku. U adkaz jamu mnohaje patłumačyli9

Dźmitryj z Alšan raskrytykavaŭ biarozaŭskuju tušonku. U adkaz jamu mnohaje patłumačyli

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić