Archiŭ

Natałka Babina. Pastka dla krata

№ 23 (285), 21 červienia 2002 h.


Natałka Babina

Pastka dla krata

 

Pačatak

Elektryčka śvisnuła, čmychnuła, zahuła dy adymčałasia. Ja rynuła praz rejki na supraćlehły bok, skaciłasia pa krutych prystupkach u doł da rakitavych karčoŭ. Tam hahatała kupka žyćciaradasnych jołupniaŭ pryzyŭnoha ŭzrostu. Sama sabie vyłajaŭšysia, ja palacieła praz pole, što pačynała ciamnieć, da dalokich damkoŭ dačnaha pasiołku.

Stajaŭ poźni listapad. Čas, kali, jak słušna zaŭvažyŭ klasyk, ni žuravoŭ u niebie, ni hruš na drevie nie pabačyš bolej. Mnie padabajecca hetaja para pieršych marazoŭ i apošnich chryzantemaŭ, padabajecca cišynia pustoha lecišča, chałodnaje zornaje nieba, nie zamutnionaje śviatłom haradzkich natryjevych lichtaroŭ. Tamu ja čaściakom tut načuju. Mama, kali b była žyvaja, peŭna, chvalavałasia b, a baćka stavicca da maich pajezdak spakojna.

Ja ryśsiu praskakała ŭzboč chatki vartaŭnikoŭ, ababiehła stavok i narešcie pabačyła naš dom. Maja śpieška tłumačyłasia prosta i banalna. Mnie treba było ŭ prybiralniu. Takoje čas ad času zdarajecca z usimi, navat z pryvabnymi dziaŭčatami, da liku jakich ja adnošu i svaju ścipłuju asobu. Adrazu paśla apošniaj lekcyi ja palacieła na vakzał, bo spaźniałasia na elektryčku, u vahonie narodu nabiłasia da chalery — nie chaciełasia na vačoch va ŭsich piercisia ŭ tambur, a kala stancyjnaj ustanovy ahulnaha karystańnia kupkavalisia vyšiejpamianionyja jołupni. Nia dziva, što na dačy ja pierš-napierš kinułasia ŭ prybiralniu.

Viečareła. Čystaje nieba nabyło zialonaje jabłyčnaje adcieńnie, na ŭschodzie zaśviaciłasia pieršaja planeta. Ja rvanuła dźviery prybiralni i zakryčała ad žachu. Maznuŭšy mianie pa ščace chałodnaj rukoj, adtul vyvaliŭsia skarčanieły trup dy kałodaj hrymnuŭsia na pierakapanuju hradu. Heta byŭ małady mužčyna, prystojna apranuty i mnie zusim nieviadomy. Upaŭšy dahary tvaram, jon šklanymi vačyma hladzieŭ na mianie.

Ja zacisnuła rot rukami i prymusiła siabie zamaŭčać. Što heta?! Adkul uziałosia?! I što ciapier rabić?!

Ciemra huścieła na vačach, jak, darečy, i pa-za imi.

Mo jon usio ž žyvy? Pavahaŭšysia, ja nachiliłasia, kab pasłuchać serca, adkinuła kryso zimovaj kurtki i, strapianuŭšysia, adchinułasia. Prosta z serca nieznajomca tyrčeŭ naš dačny nož, padaravany baćku adnym padsudnym, składanuju i zabłytanuju spravu jakoha tata vyjhraŭ. Doŭhaje vostraje lazo ŭvajšło ŭ cieła až da prazrystaj plastykavaj tronki. Tronki, u siaredzinu jakoj majstar ustaviŭ kavałak kardonu z razmašystym nadpisam: “Sapraŭdnamu čałavieku — z padziakaj”. Ja vyprastałasia i zhubiła prytomnaść. Nie tamu, što mianie dabiŭ zmročny sarkazm nadpisu, i nie tamu, što ja, jak hierainia Safiko Čyjaŭreli, mleła z budź-jakoj drabiazy. Mianie da nieprytomnaści davieści niaprosta, ale, kali b vam dali abuchom pa hałavie, vy taksama naŭrad ci zachavali b jasny rozum. A mianie ŭdaryli, jak potym vyśvietliłasia, mienavita abuchom — štopraŭda, nievialičkaj siakierki. Adznačyŭšy apošnim probliskam śviadomaści daloki hrukat kałatuški vartaŭnika, ja raściahłasia ŭ razory...

...Doški nizkaj stoli, pa jakich skačuć społachi. Niedzie vybuchnuła hranata, zatachkaŭ kulamiot. Vodbliski na stoli zaskakali jak šalonyja. Božuchny, dzie ja? Ź ciažkaściu paviarnuŭšy hałavu, jakaja nievynosna baleła, ja pabačyła našych vartaŭnikoŭ, Zbyška Janaviča dy Anupryja Ivanaviča. Ichnyja baradatyja tvary raz-poraz vyśviečvalisia na tle ciomnaha akna. U niapeŭnym śviatle vybuchaŭ jany spakojna, ale nie biez azartu, hulali ŭ durnia.

Pabiŭšy kozyram Zbyškavu kartu, Anupry Ivanavič vyciahnuŭ z-pad stała dubaltoŭku, rasčyniŭ akno i palnuŭ u ciemru, u bok kulamiotnych strełaŭ.

— O, o, tudy, tudy, — pakazaŭ palcam Zbyšak Janavič.

Anupry Ivanavič pierakłaŭ sabačku dy pasłuchmiana palnuŭ i tudy.

Nia vytryvaŭšy, ja zastahnała. Zbyšak padyšoŭ da mianie i pahładziŭ pa hałavie šurpataj rukoj.

— Što tut robicca, dziadźka? — prasipieła ja. Hołas admaŭlaŭsia mnie słužyć.

— Maŭčy, maŭčy. Mienš havary — jano lepš budzie, — adkazaŭ stary, padajučy mnie aluminijevy kubak z vadoju.

Tym časam vybuchi za aknom nibyta ścichli. Praŭda, niešta tam usio jašče hareła, ad čaho ŭ pakoi było davoli śvietła. Hruknuli dźviery, praź siency prastukali niečyja kroki, i... na tabie! Andrej-Nakryj-Mianie-Andarakam źjaviŭsia na parozie ź pistaletam u ruce. Dalejšaje ja pamiataju jak son. Zdajecca, jon na rukach zanios mianie ŭ mašynu, zdajecca, mihcieli milicejskija majački, zdajecca, pa darozie ŭ Miensk ja ŭsio paryvałasia niešta zapytać, pra niešta daviedacca, ale nie mahła i, zdajecca, pry kožnym miakkim hamavańni abo razhonie kamiak padkatvaŭ da horła i ja dumała: “Usio! Zaraz vyviernie...”

Politechničnaja akademija

Na zołku nastupnaha dnia, u łožku, ja prytrymlivała na hałavie chałodny kampres dy namahałasia zrazumieć: toje, što adbyłosia ŭčora, heta byŭ son ci ŭsio ž java? Jak z tumanu, vypłyvali ŭryŭki ŭspaminaŭ dy składalisia ŭ niapeŭnyja, mazaičnyja tłumačeńni. Vychodziła niešta dziŭnaje!

Akazvajecca, moj niemy lamant pačuŭ Zbyšak, što jakraz abychodziŭ daručanyja jamu terytoryi. Stary paśpiašaŭsia da našaj chaty, dzie j pabačyŭ la prybiralni ŭ hradzie nas ź mierćviakom. Dalej Zbyšak dziejničaŭ jak specyjalist. Mierćviaka nie čapaŭ, śvistkom vyklikaŭ brata i vypraviŭ jaho na stancyju zvanić u milicyju, a sam pieranios mianie ŭ svaju chatku, dzie pry śviatle možna było ahledzieć maje rany. Były sanitar Vojska Polskaha, jon pabačyŭ, što vialikaj škody abuch nie zrabiŭ (a siakierka taja cichieńka lažała na ściežcy la prybiralni), pakłaŭ majo nieprytomnaje cieła na łožak dy sieŭ čakać milicyju.

I tak supała, što ŭ toj momant, kali Anupry telefanavaŭ pa 02, moj Andrej pa niejkich svaich spravach byŭ u adździele Mienskaha rajonu, kudy pieradali “syhnał”. Pačuŭšy nazvu našaha dačnaha pasiołku, jon vyrašyŭ taksama pajechać. Iznoŭ ža, tak supała, što ŭ našym pasiołku na leciščy byłoha načalnika Vaładarki ładzili niejki svoj zbor kryminalniki. Milicyja jechała šykoŭna — z syrenaj dy mihałkami, i ŭ achovy, jakuju “aŭtarytety” vystavili na podstupach da lecišča, nia vytrymali nervy. I jana pačała vyšejzhadany fajerverk. Milicyja chucieńka vyklikała dapamohu, i zładziejaŭ prycisnuli. Pryčym spamiž “aŭtarytetaŭ” byŭ aryštavany niechta Bomčyk — recydyvist, jakoha Andrej šukaŭ užo bolš za hod. Hetyja nadzvyčajnyja padziei amal całkam zasłanili ścipłaha zastyhłaha mierćviaka la našaj prybiralni, jakoha milicyja ŭspryniała jak niaznačny davažak da svajoj niečakanaj paśpiachovaj aperacyi. Prynamsi, Andrej usiu darohu dadomu tolki j paŭtaraŭ: “Nie, ty padumaj, Bomčyka ŭziali! Hod, ty padumaj, hod šukali!” — i cisnuŭ na haz, śpiašajučysia chutčej u Miensk, kab dapytać taho Bomčyka.

Svajoj zatumanienaj abuchom śviadomaściu ja niašmat zrazumieła z błytanych, pierasypanych Bomčykam Andrejevych tłumačeńniaŭ i ciapier namahałasia dadumać niezrazumiełaje.

Pierš za ŭsio, chto hety zabity? Ci aŭtarytety “zamačyli” kahości z svaich z-za ŭnutrycechavych supiarečnaściaŭ? Ale čamu schavali ŭ našaj prybiralni? Mahli ž zakapać u lesie, pichnuć u stavok z kamieniem na šyi — i šukaj! Navošta pierachoŭvać u čužym dvary, dzie jaho raniej ci paźniej znojduć? A mo heta ŭ zładziejaŭ niejki rytuał — pakinuć zabitaha ŭ prybiralni, kab vykazać pahardu j ahidu... Ale čamu tady jaho zapierli ŭ našu prybiralniu? Chata Patapoviča, dzie ładziłasia impreza, na druhim boku pasiołku. Kali chacieli vykazać pahardu, dyk čamu nie zapchnuli ŭ jakuju brudnuju prybiralniu — nu voś jak na stancyi, — a ŭ našaj, prabačcie za padrabiaznaści, staić bijaklazet, padviedziena vada da myjki — usio davoli prystojna, tamu asablivaj symboliki kštałtu “patapili ŭ parašy sabaku” tut nie pabačyš. A moža, chacieli ŭhanaravać taho niebaraku takim čynam. Niachaj, maŭlaŭ, chacia b paśla śmierci pastaić u prystojnaj prybiralni… Hłupstva lezie ŭ hałavu. Ja patresła pamianionaj hałavoj, jakaja trochi huła. Iznoŭ ža — chto i za što hruknuŭ mianie pa hałavie abuchom? Bo niešta bačyła? Abo, naadvarot, kab nie pabačyła?..

Zazvaniŭ budzik. Para źbiracca na zaniatki: pieršaj paraj — achova pracy. Zvyčajna na hetuju navuku ja chadžu praz try razy na čaćvierty, ale siońnia — apošniaja lekcyja pierad zalikam, praihnaravać nielha. Mierćviaki sesiju za mianie nie zdaduć.

Ja chutka sabrałasia i vyjšła z domu. Raschadziŭšysia, vypiŭšy kavy, ja pačuvałasia zbolšaha niadrenna. Siniakoŭ nie było, vałasy ad kryvi nia źliplisia... Čamu ž tady niejki chłapiec u siniaj kurtačcy “padtrymajem ajčynnuju lohkuju pramysłovaść”, što švendaŭsia pa dvary, vyłupiŭsia na mianie tak, byccam na šyi ŭ mianie zamiest šalika zaviazanaja anakonda? Raskinuŭšy reštkami mazhoŭ, ja adniesła jahonuju ŭvahu na aktyŭ svaich batfortaŭ. Ja ich nia vielmi lublu, ale vyhladajuć jany niadrenna: vysokija, amal pa ściohny, bliskučyja, z šnuroŭkaju... Tolki ja tak padumała, vysoki abcas chvalonych čobataŭ tresnuŭ i advaliŭsia. Daviałosia viartacca. Dobra jašče, što nie paśpieła adyścisia daloka. Chłopiec u kurtačcy, jaki jšoŭ za mnoj, znoŭ dziŭna skasavuryŭsia, kali ja kulhała jamu nasustrač.

Pieraabuŭšysia, ja zrabiła druhuju sprobu trapić u akademiju, pryčym uva mnie štochviliny macnieła zmročnaje pradčuvańnie, što ja znoŭ spaźniusia. U našaj hrupie bytuje narodnaja prykmieta: kali Janina prychodzić raniej za vykładčyka — zaniatkaŭ nia budzie, bo nia budzie j vykładčyka. I prykmieta nivodnaha razu nie padviała! Ja šparka chlupała pa raźlezłym śniezie, što vypaŭ unačy. Ź nieba sypałasia imža, raŭli mašyny, rasploskvajučy kalužyny, ludzi ź ziamlista-biełymi niezdarovymi tvarami biehli tudy j siudy — filija piekła pad nazvaj “Miensk napradzimku” funkcyjanavała jak maje być. Na skryžavańni la “Ryhi” ja prypyniłasia na “čyrvony”; mima natužna vyŭ “ikarus”, i ad hustoha dymu, što valiŭ z vychłapnoj truby, ja imkliva adviarnułasia.

Chłopiec u siniaj kurtačcy špiehavaŭ za mnoju! Jon stajaŭ voddal, rabiŭ vyhlad, byccam niešta razhladaje ŭ šapiku, ale ciškom paziraŭ na mianie i rychtavaŭsia pabiehčy śledam na pierachod. Zdavałasia b, učorašniaje zdareńnie musiła mianie napałochać. Ale ja zrabiła toje, čaho nia musiła rabić ni ŭ jakim razie. Nohi sami panieśli mianie da špijona. Pryčym hladzieła ja jamu prosta ŭ vočy. Na špijonskim tvary imhnienna źmianilisia vyrazy ździŭleńnia, razhublenaści, społachu, strachu, paniki — i jon daŭ drapaka! Ja rynuła śledam, ale jon paśpieŭ dabiehčy da dzievianosta pieršaha, jaki jakraz stajaŭ na prypynku, — dźviery plasnuli, aŭtobus palacieŭ jak ašaleły, i špijon ŭ siniaj kurtačcy źnik u šeraj dalečy! Niejki čas ja tupa stajała, vyłupiŭšysia ŭśled aŭtobusu, pakul nie zhadała, što spaźniajusia.

Apošnija metry da korpusu ja biehła ŭ tempie dobraha stajera. Lift, paśla pačatku zaniatkaŭ volny, jak viecier uźnios mianie na piaty pavierch. Hałoŭny korpus Palitechniki maje asablivaść: na piatym paviersie dźviery lifta vychodziać u doŭhi, bieź nivodnaha akienca kalidor, jaki druhim kancom upirajecca ŭ dźviery adzinaj na hetym paviersie aŭdytoryi. Architektar upryhožyŭ fasad korpusu šykoŭnaj adkrytaj kalanadaj, jakaja, adnak, zajmaje amal usiu karysnuju płošču, pakidajučy na “vučebny praces” tolki adzinuju aŭdytoryju dy doŭhi ślapy kalidor.

Ja była niedzie na jaho siaredzinie, kali pačuła za śpinaju streł. Kula śvisnuła, zdałosia, prosta la vucha. Ja adruchova ściałasia i azirnułasia. Pusta, nidzie nikoha! Jašče adzin streł, iznoŭ bžumknuła kula. Druhi raz za ranicu nohi maje vyrašyli ŭsio za mianie. Takoha tempu ja nie pakazvała ni na adnych spabornictvach i ŭžo praz try sekundy štosiły rvanuła ciažkija dubovyja dźviery, kožnym nervam śpiny čakajučy kuli... Raschrystanaja, u švedry napierakos i z varjackimi vačyma, ulacieła ja ŭ aŭdytoryju, hruknuŭšy dźviaryma.

Praciah budzie.


Kamientary

Ciapier čytajuć

Maksim Znak: My ź Cichanoŭskaj zajšli padavać skarhu ŭ kabiniet Jarmošynaj — ale Jarmošynaj tam nie było12

Maksim Znak: My ź Cichanoŭskaj zajšli padavać skarhu ŭ kabiniet Jarmošynaj — ale Jarmošynaj tam nie było

Usie naviny →
Usie naviny

Arandatar: «Haspadynia nie addaje zastavu 1120 — nibyta ja «źniščyŭ» kvateru. Ale heta naturalny znos!»

ZŠA ŭpieršyniu za 10 hadoŭ praviali sakretnyja pieramovy z Kubaj u Havanie

Dva handlovyja sudny byli abstralanyja pry sprobie prajści praz Armuzski praliŭ2

Łukašenka: Jakija b sa mnoj pieramovy ni vioŭ Zachad, ja cudoŭna razumieju, što nie ich sukin syn26

Łaŭroŭ: Adnaŭleńnie pieramovaŭ z Ukrainaj «nie źjaŭlajecca pryjarytetam numar adzin»1

U Biełaruś pryvieźli minijaciurnyja elektrakary, jakija kaštujuć mienš za 8500 dalaraŭ5

Biełarus u Varšavie niekalki dzion pilnavaŭ złodzieja, jaki skraŭ jaho navušniki. I ŭrešcie viarnuŭ svajo — u kaściole4

Siamji Marharyty Laŭčuk admovili ŭ kredycie na žyllo ŭ Kijevie z-za taho, što jana biełaruska36

Łukašenka zadaŭsia pytańniem: Pavinien być Nacyjanalny histaryčny muziej ci Nacyjanalny muziej25

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Maksim Znak: My ź Cichanoŭskaj zajšli padavać skarhu ŭ kabiniet Jarmošynaj — ale Jarmošynaj tam nie było12

Maksim Znak: My ź Cichanoŭskaj zajšli padavać skarhu ŭ kabiniet Jarmošynaj — ale Jarmošynaj tam nie było

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić