Pamiaci
Uładzimiera Karatkieviča
Vasil Bykaŭ
Muraški
Nikoli i nikomu ź ziamnych istotaŭ nia bačny Pan Boh siadzieŭ na kamianistym pahorku la zdaŭna pryvabnaha dla jaho Tyveryjadzkaha voziera i stomlenym pozirkam aziraŭ biaźludnaje navakolle.
Jon apuściŭsia na ziamlu ŭ apošniuju subotu lipienia. Pieralot ad planety Syryjus-7z byŭ nialohki navat i dla Pana Boha — mahnitnyja bury kala Jupiteru, djabalskaja hravitacyja ŭ rajonie Vialikaj Čornaj dzirki, mietearytny doždž z nuklearnym hradam pa ŭsioj pałasie Mlečnaha šlachu. Dumaŭ, što ŭžo na Ziamli tak nia budzie, na Ziamli pavinna panavać ciša dy łahoda i stomleny Pan Boh narešcie adpačnie.
Na Ziamli jon daŭno ŭžo nia byŭ, zaniaty tytaničnymi spravami ŭ inšych suśvietach, mierkavaŭ, što ziamlanie niabłaha abžylisia bieź jaho i Pan Boh im niepatrebny. Pavodle svaje natury jon byŭ talerantny i dapuščaŭ časam takoje, što i nia treba było b dapuščać. Ale ž jon pakinuŭ tut nie jakich kuzurak — stvaryŭ admysłovych istotaŭ Homa sapijens — u asobach dziaŭčyny Jevy i chłopca Adama, nadzialiŭ ich pryhažościu i łahodaj. Užo jany pavinny byli pałahodzić ziamnoje žyćcio ŭ rajskim kutočku Suśvietu. Dy, vidać, pamyliŭsia. Nie naładzili ničoha jahonyja sapijensy, a toje pryŭkrasnaje, što jon im pakinuŭ, zbajodali biaz rešty. Jak Pan Boh pračytaŭ u Niabiesnych sferach, šmat prykraha adbyłosia na Ziamli za jakich paru miljonaŭ hadoŭ jahonaj adsutnaści, i toje napaŭniała Boskuju istotu niazbyŭnaj skruchaj i samotaj.
Najpierš hetaja pakinutaja im na ziamnoj haspadarcy paračka adcurałasia Boskaha zapavietu, spakusiłasia na hrech, i ludztva pačało burna pładzicca. Što pładzicca, toje chaj sabie, kali b razumna i pa dobraści. Dyk ža nie! Adamavy dzieci ŭdalisia zusim nie ŭ pamiarkoŭnaha Adama, a chto viedaje ŭ kaho. Jašče zmałku pačali dureć i svarycca, a padrosšy, zusim pierastali słuchać baćkoŭ, navučylisia łajdačyć i pić — nie vadu navat, a niejkaje djabalskaje pitvo, nazvanaje vinom. Pan Boh nijakaha vina na ziamli nie rabiŭ, chiba pasiejaŭ dzie-nidzie sałodki vinahrad — dla małych i žančynaŭ; mužčyny ž pavinny byli palavać na dzičynu i charčavacca miasam. Dyk nie, najpierš mužčynam zachaciełasia vina, jakoje rabiła ich durniami i natchniała na bojki. A dzie bojki — tam kroŭ i rabaŭnictva, jakoje stała duža prybytkovym, choć i zusim nia Boskim promysłam. Chto bolej zabivaŭ, toj rabiŭsia bahaciejšym, bolej padhrabaŭ pad siabie inšych i prahnuŭ ułady. Stvaryłasia niaroŭnaść, zajzdraść da bolš udačlivych, źjaviłasia varažnieča. Zajzdraści i varažniečy spryjali žančyny, jakija mudra ŭchilalisia ad zabojstva, ale ŭmieła natchniali na jaho mužčynaŭ, majučy z taho svaju karyść.
Žycharstva na Ziamli rasło, i razam ź im raspaŭzalisia pa abšarach varažnieča i zabojstva, jakija nazvali vojnami.
Śpiarša vajavaŭ rod z rodam. Adzin rod daščentu vybivaŭ inšy rod, miarkujučy, što, pieramohšy, adpačnie ŭ miry. Dzie tam! Na źmienu pieramožanamu rodu paŭstavaŭ inšy, pakryŭdžany, jakomu daŭno nie chapała vypasu dla kozaŭ, i jon imknuŭsia zachapić susiedni. Jak usie vypasy, pahorki i daliny akazalisia zachoplenyja, varažnieča i vojny nie spynilisia.
Akazałasia, što niekatoryja ź plamionaŭ majuć nia čornyja, a śvietłyja vałasy, i zaraz ža ŭsčałasia novaja baraćba pamiž čorna- i śvietłavałosymi. Na toj raz pieramahli śvietłavałosyja. Kinuli dzikim źviaram trupy čornavałosych i pačali śviatkavać pieramohu. Śviatkavali doŭha i ŭračysta: zdavałasia, vorahaŭ pablizu nie zastałosia. Ale jašče ŭ čas śviatkavańnia samyja pilnyja zaŭvažyli, što chryściacca śvietłavałosyja nieadnolkava — adny dvumia palcami, a inšyja navat tryma. Byŭ sklikany vialiki Synklit, jaki vyrašyŭ, što chryścicca dvuma palcami niapravilna, što za toje treba karać. Dvuchpałyja pačali ŭparcicca va ŭłasnym zvyčai, i ich pačali praśledavać: łavić, sadžać u ciamnicy, niekatorych navat tapili ŭ rečkach — na korm rybam i rakam. Takim čynam amal paniščyli ŭsich dvuchpałych, a tyja, kaho ŭtapić nie paśpieli, pierakvalifikavalisia ŭ trochpałych. Ale tady za dvuchpałych zastupilisia niejkija zamorcy — nia tak za ludziej, jak za niejkuju vydumanuju spraviadlivaść. Pačałasia vajna z čužyncami. Śvietłavałosyja bilisia ŭparta, niekalki hadoŭ, pierastali navat arać i siejać, usčaŭsia vialiki mor, ale spynić vajnu było nielha, bo vajnu nazvali Śviaščennaj. Taja vajna vydałasia samaj doŭhaj, joj było addadziena niekalki pakaleńniaŭ. Apošnija ź ich užo i nia pamiatali, z čaho ŭsio pačałosia, i, kali staryja kazali, što — praz palcy, nie mahli pavieryć: takoje hłupstva! Chaj by chryścilisia jak chacieli. Ale ŭsio roŭna išli ŭ boj i hinuli, zabivajučy vorahaŭ: spynić vajnu było nielha. Viedama, što pačać vajnu moža i durań, a spynić jaje nia dadziena i Panu Bohu.
Taja vajna sama skončyłasia, bo skončylisia siły z abodvuch bakoŭ. Śvietłavałosyja paličyli, što pieramoha na ichnim baku. Zamorcy byli inšaje dumki. Zapanavała niapeŭnaje pieramirje. Baki trochi spačyli i tady ahledzielisia, što vajavali nia ŭsie adnolkava. Šmat zahinuła, inšyja źniemahlisia. Ale znajšlisia i takija, što navat zabahacieli z vajny: zaniali pasady, zbudavali šykoŭnyja chałupy pad šyračeznym palmavym liściem, zachapili miakkija hamaki z syntetyki, ad vorahaŭ navučylisia jeści nia pałačkami, jak raniej, a hłybokimi łyžkami. Praz hod paśla toj pieramohi ŭ vialikaj vajnie pačałasia ŭnutranaja vajna, dy takaja lutaja, što Pan Boh ciapier dumaŭ, lepš by ŭžo hetyja śvietłavałosyja stryvali parazu. Kožny nienavidzieŭ inšaha, brat rezaŭ brata, dzieci curalisia baćkoŭ — pačućciami kiravała varažnieča i zajzdraść. Usie kryčali ab niejkaj spraviadlivaści, pra jakuju ničoha nia čuŭ i nia moh zrazumieć taho słova navat sam Pan Boh. I jon duža sumniavaŭsia, što toje razumieli ludzi, jakija pralili za jaje stolki kryvi.
Ale vo i hramadzianskaja vajna była skončanaja. Spraviadlivaści nie damahlisia, zatoje parezali ci nia bolšuju pałovu nasielnikaŭ. Žyvyja nie spraŭlalisia chavać miortvych. A to i nie chavali — takaja nianaviść navat da miortvych panavała ŭ narodzie. I nie chavali b nikoli, kali b duch ad niežyvych ciełaŭ nia byŭ hetki niaścierpny. A pachavaŭšy, tut ža mahiły raŭniali ź ziamloj, kab nie zastałosia i znaku. (Pan Boh, adnak, usio bačyŭ, dla jaho nia treba było admysłovaha znaku.)
Byli i jašče vialikija, śviatyja i tatalnyja vojny — za ziemli, idei, nacyjanalnyja intaresy. Byli čatyry vajny za spraviadlivaść, try — za źniavažanuju praŭdu i navat vajna suprać vojnaŭ — moža, samaja žorstkaja siarod inšych.
U časie karotkaha pieradychu było vyjaŭlena, što ŭvohule vajavali darma: vojny nia vyrašyli nivodnaj prablemy, a tolki sparadzili niamała novych. Ale chto vinavaty? Nu viadoma ž, vinavatyja mužčyny. Heta ź ich liku byli hienerały i pałkoŭniki, jakich uznaharodžvali, šanavali, jakim śpiavali praniknionyja himny. A jany padviali. Užo žančyny, napeŭna b, vajavali b lepš i chutčej zdabyli b pieramohu. Usčaŭsia novy hlabalny ruch feminizmu. Žančyny padnialisia na mužčynaŭ.
To ŭžo, napeŭna, była samaja žachlivaja i daŭhaja vajna na Ziamli. Zmahalisia nia tolki ź ludźmi, ale i ź ludzkimi pačućciami. Najhoršym ličyłasia praklataje abodvuma bakami pačućcio kachańnia, praź jakoje i pačałasia hlabalnaja varažnieča. Zakachanych pačali karać samaju strašnaj karaj, dla čaho daviałosia vydumać elektryčnaść i rasščapić atam. Kachać było dazvolena tolki adnaho čałavieka — hałoŭnaha Kata — i jahonaje načyńnie — šyrokuju siakieru. Siakieru, zaŭždy vostruju i bliščastuju, dyk duža kachali žančyny. Kazali, jaje dotyk da dalikatnych šyjaŭ byŭ nieparaŭnalna piaščotny. Ale jak Kat pastareŭ ad nialohkaje pracy, kachańnie da jaho stała mała papularnym navat siarod žančynaŭ. Dy j toje — kamu patrebny niamohły kat? Byŭ kinuty lozunh: kachańnie zamianić na nianaviść! Nianaviść razumiełasia šyroka i z abodvuch bakoŭ była pryznanaja za ahulnačałaviečuju maralnuju kaštoŭnaść. Toje ni ŭ mužčynskim, ni ŭ žanočym lahiery nie vyklikała piarečańnia i navat na peŭny čas kansalidavała nacyju ŭ jaje śviatoj baraćbie za vyniščeńnie.
I vo — vyniščylisia.
Učora Pan Boh pacichu ablacieŭ na abłačynie ŭsiu ziamlu i nidzie nia zhledzieŭ nikoha. Tolki siarod džunhlaŭ la Amazonki varušylisia ŭ listocie niejkija stvareńni, a tak usie pali, pahorki i vypasy byli pustelnyja — ni haradoŭ, ni pasieliščaŭ, ni jakich chałupaŭ. Asabliva ŭraziŭ Pana Boha kavałak sušy na poŭnač ad rečki Prypiaci — taki byŭ słaŭny kutočak, nie haračy i nie ściudziony, niekali poŭny źvieryny, ryby i ptušak, addadzieny niebłahomu pracavitamu plemiu dryhavičoŭ. I što stałasia? Zasypalisia nuklearami, zdurnieli i vymierli. Vo i rabi ludziam dabro!
Stała zrazumieła Panu Bohu, što ŭsio treba pačynać spačatku.
Ale kamu pačynać? Jasna, što ludziam nia varta daviarać toje. Užo adnojčy było davierana, i što atrymałasia? Soram adzin.
Porstkaja čarodka čornych murašoŭ snoŭdała kala bosych, natružanych za daŭhoje žyćcio Boskich noh. Adzin muraviejka, mabyć, samy ź ich śmieły, borździeńka ŭskaraskaŭsia na Boski vialiki palec i razdumna źnieruchomieŭ. Pan Boh śpiarša pamknuŭsia jaho struchnuć preč, dy padumaŭ: a moža, hetym? Buduć sabie mitusicca, rupicca, biaz svarki i varažniečy, hrachoŭ dy emocyjaŭ.
Sapraŭdy, varta było padumać.
2002
Kamientary