Siabroŭka majoj małodšaj siastry, 20-hadovaja dziaŭčyna, unačy z 23 na 24 sakavika była ŭ namiotavym haradku na Kastryčnickaj płoščy. Kali ja razmaŭlała ź joju paśla čatyroch sutak, jakija jana praviała za kratami, bolš za ŭsie mianie ŭrazili navat nie žudasnyja padrabiaznaści turemnaha «bytu» i taho, jak milicyjanty abychodzilisia ź viaźniami. I ja b nie zdiviłasia, kali b pačuła ad jaje słovy abureńnia i abiacańni adpomścić. Bolš za ŭsio jana ŭraziła mianie svaimi pieršymi słovami: «Z takimi ludźmi ja b jašče tam pasiadzieła…» Jana doŭha raskazvała pra tych ludziej, ź jakimi joj paščaściła pravieści hetyja čaćviora sutak. Z asablivym zachapleńniem jana raspaviadała pra svaju susiedku pa kamiery, 18-hadovuju dziaŭčynu, studentku žurfaka — Kaciu. Jana pierapisała sabie ŭryvak ź dziońnika Kaci i vielmi chacieła, kab hetyja zapisy zmahli pračytać jak maha bolš ludziej. Ja vyrašyła dasłać ich vam.
«…25 sakavika sočycca ścipłymi viasnovymi pramieńčykami skroź kraty na akiencach.
— Z Dniom voli, spadarstva!
My mižvolna kidajem pozirki na čatyry šurpatyja bietonnyja ściany, nieachajnyja žaleznyja dźviery. Abmacoŭvajem ćviordyja nary, udychajučy niasmačnaje turemnaje pavietra…
23-24 sakavika. Noč.
Na Kastryčnikim placy, u našaj maleńkaj krainie — bieł-čyrvona-biełaja svaboda. I ŭsio ž heta čarhovaja składanaja noč.
Dvajny ščylny łancužok z mužnych zmaharoŭ. Dziaŭčaty raznosiać harbatu, škarpetki, leki dziela chvoraha horła. Nie akamianiejem u ściudzionych łapach maroznaha sakavika — tančym. Padbadziorvajuć hučnyja volnyja piesieńki z kalonak.
Pastupiła nieviasiołaja infa: pravakatary majucca padkinuć narkatu!
Žalezna: anijakich miechaŭ nia brać ŭ ruki!
Čarhovaja nialohkaja noč. Akazałasia apošniaj.
Vuścišnyja hmachi, amapaŭskija hruzaviki, źjavilisia a treciaj hadzinie.
— Telefanujcie žurnalistam!
Dziaŭčyna nabiraje numar karespandenta radyjo «Svaboda», vykładaje padrabiaznaści, ale ž raptoŭna ŭpadaje ŭ histeryju. Postaci amapaŭcaŭ ciamniejšyja za na načny atramant, pacućcio biezvychodnaści raściakajecca dryžykami pa ciele.
Maja darahaja siabrovačka! Ja bačyła śviet dobrym i spraviadlivym. A ty bačyła ŭva mnie cnatlivaje i naiŭnaje dzicio. Pačvary ŭ nieprabiŭnych pancyrach bili biez praviny chłopcaŭ, ciahnuli tvarami pa asfalcie. Ja pastaleła, siabrovačka…
Chapaju za ciopłuju dałońku dziaŭčynu. Zdajecca, ciapieraka jana, nieznajomaja mnie, samaja blizkaja i rodnaja. Strojnaj kalonkaj — u hruzavik…
— Hołaŭ uniz, suka! — amapaviec złosna pchaje dziaŭčo.
— U mašynie dziaŭčaty biezdapamožna rumzajuć, a ludzi ŭ čornym uśmichajucca, raskidvajucca brutelnymi žartami.
— A što… što z nami budzie? — bjučysia ŭ trapiatkoj histeryi, zapytvaje panienka.
— Rastralajem, bł…!
Nyraju ŭ patoki kryŭdy i ślozaŭ.
— Nia płač… — chłopiec popleč łahodna biare za ruku. — Heta budzie na karyść Biełarusi!
Karcić vieryć, miły chłopčyk! Adnak ślozy takija salonyja i niasmačnyja.
U doŭhich i šerych kalidorach akreścinskaj turmy (uch, jakoj słavutaj u apošnija dzianiočki!) my vystrajvajemsia tvarami da niecikavych ścienaŭ — hetak prazaična i praciakajuć nastupnyja niekalki hadzinaŭ.
— Heta honar — siadzieć za svabodu! — zatrymanaja polskaja žurnalistka hladzić na śviet aptymistyčna. Popleč sa mnoju — spres studenty. Studenty lepšych biełaruskich VNU.
— Pryvitańnie! Jak ciabie zavuć? Dzie vučyłasia?
Apošniaje — niaźmienna ŭ časie minułym. Viedajem, što palitviaźniam uvachod na hanak rodnych VNU zabaronieny. Zatym nas ciahajuć pa adnolkavych akreścinskich kalidorach.
Adzin milicyjan vykrykvaje:
— Sadzisia, bł…!
Druhi praz chvilinu:
— Ustavaj, bł…!
Pryniźlivaje abšukvańnie, adpiačatki maich niezłačynnych palcaŭ. Tvaram da ściany — tupoje vyvučeńnie blakłaha betonu. Hrukat žaleznych dźviarej. U 18 ja stała palitviaźniem.
25 sakavika
U kamery błytajecca dzień i noč. U kamery — prybiralnia nasuprać naraŭ. U pamiaškańni sa mnoju 9 dziaŭčataŭ i try kabiety. Padličana: na sućviordych narach kožny vałodaje roŭna 23 santymietrami. My što smažanyja rybki ŭ blašancy!
Pieravažnaja bolšaść maich susiedziaŭ da słova «palityka», niebiaśpiečnaha słoŭca, dakranulisia tolki padčas sakavickich padziejaŭ.
Učora družna płakali, abmiarkoŭvali vyklučeńnie z pracy i ŭniveraŭ. Siońnia šutkujem. Piesieńki śpiavajem. «Pavietrany šar» — volny himn składanych sakavickich dzion.
Jaskrava ŭśviedamlaju, što takoje jość infarmacyjny hoład. Impetna hłytajem kožny drobiazny fakt adtul, z soniečnaha nieabdymnaha śvietu. Prychodziać pieradačy. Pieradača — sapraŭdnaje ščaście dziela viaźnia. Dziaŭčynka Tania, hetaje samaje ščaście nie spaznaŭšaja, rumzaje. I rumzaje nie tamu, što aranžyki z voli takija soniečnyja i sakavityja. Sprava praściejšaja: nieabchodna ŭśviedamlać, što tam, na prastorach svabody, imia tvajo zabyćciom nie parastaje.
Tamu i ja ŭ vadkaj, viazkaj kryŭdzie. Kali była nia viaźniem, a prosta dziaŭčynkaj, što vykročvała pad biełaruskim soniejkam, pytańniem zadavałasia: kali traplu ŭ lakarniu ci, nia daj Božuchna, u turmu, chto ž paspačuvać źjavicca? Pad tryma atrymanymi pieradačami značyłasia imia tolki mamina.
Paniency Aksanie maci ŭručyła zapisku: «Uśviadoḿ svaju vinu». Stałaść — prahmatyčnaja. A maładość… Jana zuchavataja, da źmienaŭ i revalucyjaŭ prahnaja.
26 sakavika
Na «špacyr»! Čatyry ściany, vočy ad sakavickaha sonca žmuracca. Śnieh pad nahami čviakaje. Niabiosy — błakitnyja-błakitnyja! I pavietra — vodarnaje, viasnovaje… Pavier, šanoŭny čytač: za jahony hłytok my možam čatyrma pieradačami achviaravać.
Zaŭtra losavyrašalny sud. Pahladaju na svaich susiedak, maładzieńkich dziaŭčynak. Jak niedarečna hučać hetyja słoŭcy ź ichnych vusnaŭ!..»
Kamientary