U biełaruskuju ambasadu ŭ Maskvie źviarnuŭsia pa dapamohu stały čałaviek — u brudnaj kurtcy, ale biełaj kašuli i prystojnym kaściumie. Jon paprasiŭ pajeści i patłumačyŭ, što pryjechaŭ ź Biešankovičaŭ, piša «Savieckaja Biełarusija».
«Šeść dzion tamu my z žonkaj pryjechali da dački na viasielle, ja ŭ takim vialikim horadzie nikoli nie byŭ, — raspavioŭ naviednik. — Kali hości hulali kala niejkaha pomnika, adyšoŭ u inšy bok i niejak nie adrazu znajšoŭ darohu nazad. Viarnuŭsia - tam užo inšaje viasielle staić. Pačaŭ kidacca tudy-siudy i zusim zabłukaŭ. A vyjšaŭ z mašyny biez telefona, biez kapiejki hrošaj, dobra jašče, što kurtku nakinuŭ. I maskoŭskaha adrasa dački nie viedaju».
Jamu spačatku nie nadta pavieryli. Ale paśla rabotnik pasolstva ŭzhadaŭ, što dniami ŭ konsulski adździeł pryjšoŭ elektronny zvarot ad žančyny — jana pryjechała na viasielle dački i ŭ dzień rehistracyi mama straciła pašpart.
Jak vyśvietliłasia, harotnik ź Biešankovičaŭ «zhubiŭsia» razam z dvuma pašpartami — i svaim, i žončynym.
Historyja skončyłasia ščaśliva — siamja ŭźjadnałasia.
Kamientary