Uładzimir Ściapan. Letni viečar. Apaviadańnie

— Čuješ? — spytaŭ mužčyna.
— Što, padušku papravić! Pampiers? — žančyna zašmorhnuła štory i chacieła pajści sa spačyvalni — A śviatło patušyć?
— Nie treba. Pačakaj. Chaču…
— Što?
— Kab ty da mianie lehła, — cichim hołasam, paprasiŭ i adnačasova zahadaŭ jon.
Žonka spyniłasia, ruki apuściła, i razhublena pahladzieła na muža.
— Što stała, raździavajsia, davaj…
— U mianie tam jašče spravy, navošta ty heta nadumaŭ, moža potym?
— Nie. Ciapier.
Jana navažyłasia patušyć taršer pobač z mužavym łožkam, ruku vyciahnuła, ale ŭbačyła, što jon hetaha nie choča. Jon hladzieŭ na jaje spakojna i cicha. Jana ŭzdychnuła, pačała rašpilvać huziki chałata. Źniała, pakłała na kresła, a ślizkaja tkanina paciakła sa śpinki, chałat źjechaŭ na padłohu.
— Usio zdymi.
— Moža nie treba?
Jon maŭčaŭ i hladzieŭ. Jana praz hałavu źniała kašulu i zastałasia hołaj. Znoŭ chacieła patušyć śviatło, ale jon zatrymaŭ jaje ruku, niamocna ścisnuŭ zapiaście, paciahnuŭ da siabie. Prycisnuŭ svaju dałoń da jaje miakkaha žyvata. Jana stajała z pakorlivaj nieruchomaściu, navat nie dychała. Jaho ładoń spaŭzła nižej, palcy ściskalisia, byccam sprabavali schapicca…
Jana sabrałasia abyści łožak i lehčy zboku, na svajo zaŭsiodnaje miesca.
— Nie… Na mianie kładzisia.
— Na ciabie? — Spałochana pierapytała jana. — Nie treba. Ja ž ciažkaja.
— Kła-dzi-sia!
Jana adharnuła koŭdru, zatrymała dychańnie i aściarožnieńka lehła na jaho, jak nakryła.
— Tak? Ciažka? Balić?
— Nie… Maŭčy.
Jaho ruki apuścilisia na jaje šyrokuju biełuju śpinu. Jon pierabiraŭ palcami, hładziŭ, pavolna vioŭ prachałodnyja dałoni. Spyniŭsia na plačach, potym na šyi, na vałasach. Uzdychnuŭ, paviarnuŭ hałavu krychu nabok, prycisnuŭ žonku da siabie i kusanuŭ pruhkaje kruhłaje plačo. Mocna! Jon tak ličyŭ. Jana stryvała, a jon skryhatnuŭ zubami i niahučna zastahnaŭ. Jana ŭźniała hałavu.
— Nu chopić, chopić, złaź… Moža jašče ŭsio i abydziecca niejak…
Jana pavolna i niaŭkludna padniałasia. Jaho vočy byli zapluščanyja. Vostry kadyk na chudoj šyi torhaŭsia, byccam mužčyna niešta sprabavaŭ prahłynuć i nie moh.
Jana padchapiła z padłohi chałat. Paciorła pakusanaje plačo. Sustrełasia pozirkam z mužam.
— Balić? — spytaŭ jon, i ŭśmichnuŭsia, amal vinavata.
Jana nie adkazała, a pahladzieła na jaho ŭvažliva, vočy ŭ vočy.
— Ja pamru, a ty zastaniešsia…
Žančyna ścisnułasia i pajšła sa spačyvalni.
Ciapier čytajuć
Kala Safii ŭ Połacku pastavili pomnik lotčykam Ničyparčyku i Kukanienku. Ale navat nie samalot toj madeli, na jakoj jany zahinuli, a aerapłan stalinskaha času
Kamientary