«Dzieci jak pabityja sabaki». Biełaruska nie moža viarnuć synoŭ, jakich były muž tajemna vyviez u Łuhansk
Bolš za paŭhoda žančyna zmahajecca ź biurakratyčnaj sistemaj dźviuch krain. Jaje były muž, uradženiec Łuhanska, utrymlivaje dziaciej u akupavanym rehijonie, źmianiŭ im hramadzianstva i patrabuje ad maci hrošy.

U Volhi Šabajevaj dryžać ruki, kali jana pakazvaje telefon z rasijskaj sim-kartaj: tudy čas ad času prychodziać apaviaščeńni z prośbaj prajści va ŭkryćcio praz rakietnyja ataki.
Zaraz dvoje dziaciej žančyny znachodziacca ŭ Łuhansku — niebiaśpiečnym horadzie, dzie časta niama aciapleńnia i śviatła.
Vosiem miesiacaŭ tamu były muž-ukrainiec tajkom vyviez synoŭ u svoj rodny horad i źmianiŭ im hramadzianstva na rasijskaje. Farmalna kazać pra vykradańnie nielha, bo abodva baćki — zakonnyja pradstaŭniki dziaciej, a suda ab vyznačeńni miesca žycharstva chłopčykaŭ nie było.
Jarasłavu dzieviać hadoŭ, Dzimu — šeść. Im nie dazvalajuć navat kamunikavać z mamaj pa telefonie. Niekalki miesiacaŭ Volha stukajecca va ŭsie instancyi dźviuch krain i sprabuje viarnuć dziaciej dadomu, ale atrymlivaje tolki adpiski. Tochka.by vysłuchała historyju maci, jakaja znachodzicca ŭ adčai.
Ciažkaje siamiejnaje žyćcio i składany razvod
Były muž Volhi, Alaksiej, pierajechaŭ u Biełaruś z Łuhanska ŭ 2014 hodzie, adrazu paśla pačatku bajavych dziejańniaŭ. Tak i paznajomilisia.
«Nibyta ŭsio było dobra, zakachałasia. Potym u nas źjaviłasia dzicia. Pabralisia šlubam nie adrazu, a kali małoje krychu padrasło», — raspaviadaje Volha.
Historyju siamiejnaha žyćcia jana ŭspaminaje nieachvotna, apuskajučy mnohija padrabiaznaści. Kaža, ciapier razumieje, što tady zrabiła šmat pamyłak.
«Viedajecie, ja z tych žančyn, jakija vieryli: jon ža ciapier baćka, usio źmienicca. Ale dalej stanaviłasia tolki horš. Try tydni ŭsio mahło być dobra, potym znoŭ zryŭ… I znoŭ abiacańni. Heta niejkaja žanočaja fantazija, što adnojčy ŭsio moža pajści pa-inšamu», — pryznajecca Volha.
Apošniaj kroplaj stała toje, što mužčyna pačaŭ padymać ruku na žonku.
«Razvod prachodziŭ ciažka, z vyklikami milicyi, a ŭvieś praces doŭžyŭsia 11 miesiacaŭ», — pakazvaje papiery Volha.
Zaraz žančyna razumieje, što tady zrabiła hałoŭnuju pamyłku: treba było pieršapačatkova praz sud vyznačyć miesca žycharstva dziaciej. Ale jana i nie ŭjaŭlała, u što heta moža vylicca. Syny prosta zastalisia žyć z mamaj — tady ŭ hetym pytańni ŭ pary nie było supiarečnaściaŭ.

«Ja nie zabaraniała dzieciam kamunikavać z baćkam. Jany bačylisia, byvali ŭ jaho ŭ vychadnyja», — kaža biełaruska.
Tajemna vyviez synoŭ u Łuhansk
Pavodle słoŭ Volhi, finansava ŭ žyćci dziaciej były muž nie ŭdzielničaŭ. Pry hetym aktyŭna dabivaŭsia padziełu sumiesna nažytaj majomaści. Pryčym dvojčy: adzin raz atrymaŭ hrošy ad žonki pa raśpiscy, a potym vyrašyŭ padać u sud jašče raz, praź dzieviać miesiacaŭ paśla razvodu. Sud staŭ na bok Volhi.
«Jon nie pracavaŭ, hulaŭ u kampjutarnyja hulni i rabiŭ staŭki ŭ kazino. Pa sutnaści, my žyli za moj košt. Navat paśla razvodu jon pierajechaŭ na zdymnuju kvateru, jakuju apłačvała jaho mama», — raspaviadaje Volha.
Jana nie moža havaryć bieź śloz, bo bolš za paŭhoda praktyčna nie bačyła svaich dziaciej i nie kamunikavała ź imi.
«Minułym letam jon pačaŭ nastojvać, što choča advieźci synoŭ na mora, u Sudak. Maŭlaŭ, tam u jaho svajakoŭ jość žyllo, dziaciej čakajuć, a ja, takaja niadobraja, nie daju im kamunikavać. Ale da mora jon tak i nie dajechaŭ», — płača Volha.
Ab tym, što dzieci bolš da jaje nie viernucca, mužčyna paviedamiŭ u toj dzień, kali pavinien byŭ pryvieźci ich nazad: maŭlaŭ, pieradaj rečy — i na hetym usio.
Sproby vyrašyć pa zakonie
Volha adrazu ž pačała dziejničać. Na nastupny dzień, 28 červienia 2025 hoda, jana napisała zajavu ŭ milicyju. Ale farmalna maci i baćka — zakonnyja pradstaŭniki dziaciej. Były muž nie ŭkraŭ ich: jany mohuć znachodzicca i ź im, kali inšaje nie vyznačana sudom.
«Ja adrazu ž padała pazoŭ u sud ab vyznačeńni miesca žycharstva dziaciej sa mnoj», — raspaviadaje žančyna.
Akazałasia, što były muž znachodzicca ŭ Łuhansku ŭ svaich baćkoŭ. Jon pryniaŭ rasijskaje hramadzianstva i aformiŭ jaho dzieciam. Paźniej vyśvietliłasia, što muž taksama padrychtavaŭ pazoŭ ab vyznačeńni miesca žycharstva chłopčykaŭ ź im.
U žniŭni Volha pasprabavała dabicca spraviadlivaści praź Ministerstva justycyi Biełarusi i padała zajavu pa mižnarodnaj linii — ab niezakonnym utrymańni dziaciej. Havorka idzie pra Haahskuju kanviencyju ab hramadzianska-pravavych aśpiektach mižnarodnaha vykradańnia dziaciej. Zhodna ź joj, dzicia, niezakonna vyviezienaje abo ŭtrymanaje adnym z baćkoŭ u inšaj krainie-ŭdzielnicy, pavinna być u najkaraciejšyja terminy viernuta na radzimu. Orhany akupavanaha Łuhanska, dzie zaraz dziejničajuć rasijskija zakony, abaviazany kiravacca hetymi normami.
I tut jość adrazu dva niuansy, na jakija abapirajucca i biełaruski bok, i advakaty Volhi.
Pa-pieršaje, kali ŭ adnoj krainie była pačata sudovaja vytvorčaść pa vyznačeńni miesca žycharstva dziaciej, to takaja ž sprava ŭ inšaj dziaržavie nie moža razhladacca paralelna. Volha padała pazoŭ raniej za muža. Pa-druhoje, sprečka, jakaja razhladajecca pavodle mižnarodnaj kanviencyi, praduhledžvaje prypynieńnie spraŭ pa tych ža pytańniach u zvyčajnych sudach.
Ale tut pačynajucca prablemy: akazałasia, zakony ŭ akupavanym Łuhansku zaraz pracujuć svojeasabliva.
«Rasijski bok nie adkazaŭ da hetaha času. Abiedźvie krainy padpisvali hetuju kanviencyju. Takija spravy pavinny vyrašacca ŭ pryjarytetnym paradku, a ŭsie astatnija sudy — prypyniać anałahičnyja pracesy. Naš sud spravu prypyniŭ, a sud Łuhanska — nie. Im usio roŭna», — raspaviadaje Volha.
Biełaruskija viedamstvy razvodziać rukami i kažuć, što zrabili ŭsio mahčymaje, i zaraz čarha za łuhanskim bokam.
«Atrymlivajecca, možna prosta tak vyvieźci dvuch maleńkich hramadzian Biełarusi, źmianić im hramadzianstva, i nichto nie moža dapamahčy?» — zadajecca pytańniem žančyna.
Sudy, jakich być nie pavinna
U Łuhansku prajšli ŭžo try sudovyja pasiadžeńni pa isku byłoha muža. Ab ich Volha mahła b i nie daviedacca, kab nie naniatyja miascovyja advakaty. Jaje pradstaŭniki vypadkova pačuli, što ŭ horadzie budzie razhladacca sprava ab dzieciach-biełarusach.
«Ja kansultavałasia z čatyrma advakatami ŭ Łuhansku. Mnie ŭsie skazali: šukajcie abaronu dzie zaŭhodna, ale tolki nie tut. Upeŭnivajuć, što ŭsio karumpavana, chto moh — źjechaŭ… Śpiecyjalistaŭ niama», — kaža Volha.
U chadajnictvie ab prypynieńni spravy ŭ Łuhansku žančynie admovili: farmalna sud nie atrymaŭ patrebnyja dakumienty ź Biełarusi ab paralelnaj vytvorčaści i spravie pa mižnarodnaj kanviencyi.
«Ja nie viedaju, jak tak adbyvajecca: naš bok adpraŭlaje zapyty, ale ničoha nie atrymlivaje ŭ adkaz. Ja prapanoŭvała sama pryvieźci dakumienty, ale tam navat słuchać nie chočuć», — zapeŭnivaje Volha.
Na apošnim pasiadžeńni vyrašyli nie čakać adkazaŭ, była pryznačana novaja data razhladu spravy — 27 lutaha.
«Advakat u Łuhansku kaža, što ničoha nie vyjdzie: maŭlaŭ, hramadzianskija spravy nie ŭ pryjarytecie, sudździaŭ mała… Apošniaja padobnaja sprava ŭ jaje doŭžyłasia paŭtara hoda. Ja ŭžo nie viedaju, u jakija dźviery stukać», — płača žančyna.

«Choča tolki hrošaj»
Uvieś hety čas maci praktyčna nie moža kamunikavać sa svaimi dziećmi — baćka całkam kantraluje ich telefony.
Padčas pieršaj pajezdki ŭ Łuhansk u kastryčniku Volzie mimachodam udałosia ŭbačyć synoŭ. Jana pasprabavała zabrać adnaho chłopčyka ź dziciačaha sadka. Mamie addali dzicia, ale adrazu ž patelefanavali baćku.
«Jon prymčaŭsia, vyryvaŭ u mianie syna, zaviazałasia bojka. Achoŭnik sadka prosta hladzieŭ. A što ja mahu zrabić suprać dvuchmietrovaha mužyka?» — nie moža strymać śloz Volha.
U akupavanym Łuhansku jana taksama źviartałasia ŭ Śledčy kamitet, prakuraturu, da ŭpaŭnavažanaha pa pravach dziciaci. Adkazy adusiul jak pad kapirku: u dziejańniach hramadzianina Šabajeva niama prykmiet pravaparušeńniaŭ.
«Jon nie daje mnie kamunikavać ź dziećmi. Ja dazvońvajusia raz na tydzień u najlepšym vypadku. Jon ich kantraluje. Jak tolki štości idzie «nie pa cenzury», suviaź adrazu abryvajecca. Dzicia sprabuje skazać, jak sumuje, a potym tut ža zabiraje svaje słovy nazad. Dzieci jak pabityja sabaki», — raspaviadaje Volha.
U kancy studzienia jana znoŭ jeździła ŭ Łuhansk: dva dni ŭ darozie, dziasiatki KPP, kiłamietry niebiaśpiečnaha šlachu. Ź dziećmi ŭdałosia pabačycca.
«Sustreča była ŭ kafe. Syny byli zapałochanyja i ŭvieś čas aziralisia na baćku. Starejšamu składaniej, jon bolš razumieje. A małodšy jašče moža prabałbatacca: «Oj, mnie ž nielha takoje kazać». Heta vielmi baluča», — płača Volha.
Jana nie raz sprabavała pahavaryć z mužam, navat prapanoŭvała hrošy. U adkaz pačuła, što jon i tak atrymaje ŭsio, što choča.
«U jaho isku tolki treciaja častka zajavy — pra synoŭ. Usio astatniaje — pra hrošy. Choča dźvie tysiačy dołaraŭ alimientaŭ u miesiac, patrabuje kupić jamu kvateru. Im patrebnyja tolki hrošy», — śćviardžaje biełaruska.
Zaraz Volha praciahvaje źviartacca va ŭsie mahčymyja orhany: ad milicyi da konsulstvaŭ i Łukašenki. Ale pakul nichto nie moža dapamahčy.
Što ž rabić?
Žurnalisty pasprabavali atrymać kamientaryi biełaruskaha boku. U MZS adznačyli, što sprava nie zusim u ich kampietencyi. Kazać pra vykradańnie tut nielha, bo nie było pastanovy suda ab miescy žycharstva dziaciej — heta pytańnie MUS.
Pakolki zaraz idzie praces pavodle mižnarodnaj kanviencyi, spravaj pavinna zajmacca Ministerstva justycyi. Rasijskija advakaty ŭpeŭnienyja, što sprava ŭ Łuhansku zahadzia projhryšnaja. Žančynie zastajecca spadziavacca tolki na biełaruski bok, jaki zmoža viarnuć svaich hramadzian na radzimu.
Kamientary