«I ŭpieršyniu prahučała: fašysty-łukašysty». Čarnobylski Šlach — 1996 va ŭspaminach vidavočcaŭ, jakija praź dziesiacihodździ paśla taho dnia stali mužam i žonkaju
«Čarnobylski Šlach» 1996 hoda, jaki prajšoŭ pad łozunham abarony niezaležnaści, sabraŭ u centry Minska dziasiatki tysiač ludziej. Na im adbyŭsia apošni publičny vystup Zianona Paźniaka na Radzimie. Pra pieražytaje ŭ toj dzień zhadvajuć śviedki tych padziej — Aleś Kot, na toj čas 42‑hadovy mužčyna, i Iryna Martusievič, 19‑hadovaja studentka. Tady jany navat nie byli znajomyja. Ale praz try dziasiatki hadoŭ toj histaryčny šlach źvioŭ ich adzin da adnaho.

26 krasavika 1996 h. Čarnobylski Šlach. Uspaminy ŭdzielnikaŭ
Aleś Kot
My z synam Alesiem śpiašalisia. Z pracy mnie treba było spačatku dachaty, a potym užo razam praz uvieś Partyzanski praśpiekt — da čyhunačnaha vakzała i dalej na mietro da stancyi «Kastryčnickaja». Kali vyjšli na prastoru płoščy — na sercy zajhrała ad vidovišča šmatlikich bieł-čyrvona-biełych ściahoŭ, što łunali ŭ pavietry, łozunhaŭ, charuhvaŭ. Nu što ni kažycie, ale naš — samy pryhožy ŭ śviecie.
— Tata, čamu tak chočacca zapłakać?
Pahladzieŭ na chłapca — i ŭ samoha vilhać u vačach… Jak prosta zrabić dzień śviatočnym.
Asnoŭnaja kałona farmavałasia niedzie la Akademii navuk. Ludzi z Zachadu, Paŭdniovaha Zachadu źbiralisia na Kastryčnickaj płoščy la Pałaca Biełsaŭprafa, kab potym uźjadnacca na praśpiekcie Skaryny.
Čuvać było razmovy, što Paźniaka ŭ Minsku niama i, napeŭna, mierapryjemstva adbudziecca bieź jaho. Škada. Na mitynhi išli, kab pasłuchać jaho žyvuju movu. Bolš pałymianaha i natchnionaha pramoŭcy ja nie viedaŭ.
Padyšli bližej da pałaca, kab źvierchu pahladzieć, što robicca na praśpiekcie ŭ bok vulicy Janki Kupały. Bačna da budynka cyrka i navat da płoščy Pieramohi.
Matuchna rodnaja… Usia prastora hałoŭnaj mahistrali ad pomnika i da vulicy Janki Kupały zapoŭnienaja dziesiatkami tysiač ludziej sa ściahami i transparantami. Mora ludskoje. I… raźbivałasia jano ab skału AMAPa. Adrazu za vulicaju Janki Kupały praśpiekt byŭ pieraharodžany aŭtobusami. Dalej — pustaja prastora mietraŭ tryccać. I jašče dalej — u niekalki šarenhaŭ šera-zialonaja ściana ŭnutranych vojskaŭ. Było vidavočna: sabralisia nie dla farmalnaści. Dalej nie prapuściać.
Paśla karotkaha supraćstajańnia kałona paviarnuła na vulicu Janki Kupały i rušyła ŭ kirunku vulicy Maksima Bahdanoviča. Kali tysiačy ludziej z Kastryčnickaj płoščy pačali ŭlivacca ŭ kałonu, raptam daniesłasia:
— Chłopcy, Paźniak!.. Zianon Paźniak z nami!
Ludskuju masu niby tokam pranizała.
— Dzie? Dzie Paźniak?
Jon źjaviŭsia litaralna ŭ niekalkich mietrach ad nas. Maładyja chłapcy, uziaŭšysia za ruki, utvarali žyvoje koła vakoł jaho. Ja vychapiŭ svoj «Kodak» i, trymajučy kamieru na ŭźniatych uvierch rukach, pačaŭ zdymać. Niekalki čałaviek padniali jaho nad ludźmi. Jahonaja chudarlavaja postać, spakojny tvar, vysoki łob…

«Apostał. Apostał nacyi…» I sam zdryhanuŭsia ad niečakana ŭzhadanaha vykazvańnia Vasila Bykava.
Uzdoŭž tratuaraŭ — mašyny z vajskoŭcami. Sprabavaŭ pryŭźniać bryzient zzadu adnaho z aŭtafurhonaŭ. Ściana mietaličnych ščytoŭ. Zabarykadavalisia.
Z kałony zaklikajuć: «Chłopcy, vyłaźcie i chadziemcie z nami…» Niaruchoma-maŭklivy mietał ščytoŭ…
Demanstracyja vylivałasia naleva na vulicu Maksima Bahdanoviča. Pad mostam la Doma madelaŭ iznoŭ barjer ź mietaličnych ščytoŭ. Treba zavaročvać naprava da Pałaca sportu.
I tut pačułasia lazhańnie čahości pa mietale. To chłopcy pačali zakidvać kamieńniem milicyjantaŭ, što stajali mietaličnaju ścianoju pad mostam nad Niamihaju.
Chadyka, kirujučy redkim łancužkom družyńnikaŭ BNF, sprabavaŭ spynić maładzionaŭ, nie pravakavać AMAP na kontrataku. Marna. Kamieńnie praciahvała lacieć u bok ludziej u šlemach sa ščytami.
Kałona ŭsio ž pačała pavolna pavaročvać na Parkavuju mahistral, padparadkoŭvajučysia arhanizataram šeścia. I raptam šmathałosyja kryki dzieści ź siaredziny kałony pryciahnuli našuju ŭvahu. My azirnulisia…
Karcina ŭbačanaha ŭražvała. Niekalki sotniaŭ čałaviek, adździaliŭšysia ad asnoŭnaj masy demanstrantaŭ, raptoŭna kinulisia pa zialonym uzhorku praviej Śviata-Duchava chrama ŭ napramku Vierchniaha horada. Nad hałovami rejali šmatlikija čyrvona-čornyja ściahi. Iznoŭ UNA-UNSO! Vidovišča najnoŭšaj historyi…
Hetych ukrainskich chłapcoŭ mnie ŭžo davodziłasia bačyć u Minsku. Adnojčy my išli na mitynh-sustreču z kandydatam u narodnyja deputaty Budzinasam, jaki pavinien byŭ adbycca la budynka štaba BVA. Pa darozie dahnali kupku z 7—10 maładzionaŭ z čyrvona-čornymi ściahami.
Adzin ź ich krychu prastudžanym hołasam raz za razam vykrykvaŭ: «Słava Ukrainie!», a astatnija kožny raz choram adkazvali: «Provałysia, Moskva!»
Na hety raz ukraincaŭ i tych, kaho jany paviali za saboju, užo čakali. Hustyja łancuhi amapaŭcaŭ sa ščytami i dubinkami, što niečakana źjavilisia z boku vulicy Lenina, pajšli ŭ kontrataku.
Ich sustreŭ hrad kamieńnia — taki husty, što ich ruchańnie zapavoliłasia. A ŭkraincy sa ściahami nieślisia napierad, niby šalonyja, nikoha nie bajučysia. I raptam adkul ni vaźmisia źjavilisia ludzi ŭ plamistaj uniformie z aŭčarkami na doŭhich pavadkach. Nie čakaŭšy takoha pavarotu, maładziony spačatku spynilisia, a potym hetak ža šparka kinulisia naŭcioki. Niešta irealnaje, fantasmaharyčnaje adbyvałasia na našych vačach. Staražytny Rym: lehijaniery sa ščytami ŭ dźvie traciny čałaviečaha rostu, šlemy, ckavańnie chryścijan źviarami…
Mitynh la Pałaca sportu. Jasnaja, dachodlivaja, natchnionaja pramova Zianona Paźniaka. Skazaŭ usio, što treba było skazać i što chacieli pačuć ludzi.
Uraziła cišynia šmattysiačnaj hramady, u jakuju apuskalisia jahonyja ŭpeŭnienyja, uzvažanyja słovy.
Ź mitynhu razychodzilisia, nie adčuvajučy niebiaśpieki. Ruchalisia pa Parkavaj mahistrali ŭ kirunku HUMa.
Minali Dom madelaŭ. Z abodvuch bakoŭ — milicyjanty sa ščytami. U ačapleńni zusim jašče maładyja chłapčuki. Za imi niervova chadzili aficery i, łajučysia, addavali zahady:
— Nie padymać hałovy! Nie razmaŭlać!
Ja padyšoŭ da adnaho, što ŭ ačapleńni. Tvar jaho byŭ bačny praz adtuliny ŭ ščycie.
— Chłopčyku, kolki tabie hadoŭ? Čamu ty tut?
Toj ad niečakanaści ŭźniaŭ hałavu. Boža moj — zusim jašče dzicia. Ja, jak trymaŭ «Kodak», tak i pstryknuŭ. Uspyška pryciahnuła ŭvahu aficera — toj, vyłajaŭšysia, rušyŭ u naš bok. My adbiehli.
Pakul jašče nikoha nie čapali. Padymalisia pa prystupkach uzdoŭž budynka prajektnaha instytuta. Padniaŭ vočy — i aniamieŭ: naviersie nas čakała takaja ž ściana ščytoŭ. Pastku zachłopnuli. My ŭpieršyniu pa-sapraŭdnamu spužalisia. Ludzi vakoł taksama spynilisia, razhublena hladzieli adzin na adnaho. Było jasna: zaraz niešta budzie.
Raptam pa čyimści zahadzie ściana naviersie razyšłasia. Ludzi instynktyŭna kinulisia napierad — da praśpiekta. Tam zdavałasia bolš biaśpiečna.
Da nadychodu ciemry chapali tych, chto nios ściahi, transparanty, čornyja pałotny z nazvami paciarpiełych rajonaŭ. Jak ściamnieła, pačaŭsia ahulny chapun. Za słova, za pozirk. Stałaha mužčynu hruba ciahnuli ŭniz pa prystupkach u padziemny pierachod. Nasuprać HUMa stajali aŭtobusy — u ich zapichvali, uciahvali, prosta zakidvali ludziej. Nie vieryłasia, što svaje ž, biełarusy, mohuć tak abychodzicca sa svaimi surodzičami. Minaki spynialisia, saromieli ich. U adkaz — chapali ŭžo i ich.
Źviarnuŭsia da adnaho kapitana:
— Za što vy ich chapajecie?
— Idzi dachaty.
— Ja doma. Heta vam lepš u kazarmy.
— Ty taksama chočaš u aŭtobus?
I tut ža zahadaŭ schapić nas z synam. My kinulisia biehčy da «Łakamki», potym da Centralnaj knižnaj kramy. Zdavałasia, adčapilisia. My nie viedali, što nas užo «viaduć» pa radyjo.
Rušyli da paštamta, kab praz Vaładarskaha dajści da vulicy Leninhradskaj i sieści na tralejbus №3. Na rahu — natoŭpy ludziej, «uaziki» stajać «jalinkaj», u ich zapichvajuć zatrymanych. Spynilisia na śviatłafory. Na naš bok pierajšoŭ paŭnavaty łysy mužčyna ŭ cyvilnym z racyjaj, u supravadžeńni milicyjantaŭ. Jaho pozirk chadziŭ pa ludziach, jak pražektar.
— Hetych… hetych… i hetych…
Z racyi danosicca:
— Dvoje. Razam. Adzin u błakitnaj kurtcy.
Ja až źniamieŭ. Heta ž pra nas. I tut našyja pozirki sustrelisia. Łysy zirnuŭ na syna, na błakitnuju kurtku — i rezka:
— Uziać i hetych. Abodvuch.
Jašče imhnieńnie — i nas, padchapiŭšy pad ruki, paciahnuli da «uazikaŭ». Kala mašyn — vałtuźnia. My schapilisia adzin za adnaho, kab nie raźjadnali. Ja sprabavaŭ damovicca adpuścić syna. Maŭlaŭ, mały, nazaŭtra škoła. Paśla niekalkich prośbaŭ adzin u zvańni kapitana niedavierliva pahladzieŭ na nas i zahadaŭ adpuścić jaho.
My stajali ścisnutyja z usich bakoŭ, i ŭ hetaj mituśni mnie ŭdałosia niezaŭvažana pieradać jamu płastykavuju torbu — tam byŭ «Kodak» z amal poŭnaściu adźniataj plonkaj i dziońnik. Mianie ŭpichnuli ŭ zadniaje adździaleńnie «uazika» i zamknuli dźviery.
Praź niekalki chvilin u pieršy adsiek zašturchnuli niekalkich maładzionaŭ. Adzin — zusim chłapčuk, hadoŭ 14—15 — pačaŭ prasić, kab jaho adpuścili. Znoŭ braznuli dźviery. Dadaŭsia jašče adzin mužčyna, hadoŭ piaćdziasiat. Spakojna skazaŭ, što supracivu nie akazvaje i ŭvojdzie sam. Dźviery začynilisia.
Paznajomilisia. Mužčyna daŭ svaju vizitku: Dziuba Uładzimir Barysavič, hałoŭny redaktar radyjokanała «Radyjo-2» nacyjanalnaj dziaržaŭnaj teleradyjokampanii.
Dumki pra syna nie adpuskali. Ci dabiarecca dadomu. Ci nie začepiać iznoŭ. U horadzie — amapaŭskija «kastałomy». Narešcie — ruch. My pajechali. Centralny RAUS byŭ niepadalok. Chutka nas vyhruzili z «uazika» i paviali ŭnutr. Pakoj nahadvaŭ školny kłas. Zatrymanych, jak potym paličyŭ, vasiamnaccać čałaviek.
Milicyjanty zapaŭniali papiery, časam pisali prosta na ścienach.
Nievysoki tłusty major prystaŭ da studenta:
— Heta ja ŭ ciabie manciroŭku zabraŭ? Tvar znajomy.
— Nie, nie ŭ mianie…
— Pakažy kišeni! Ja b ciabie invalidam zrabiŭ…
Łajanka. Padyšła naša čarha. Zapytali proźvišča, imia, imia pa baćku. Pravierka pa telefonie. Usio supała. Toje ž samaje — ź Dziubam.
Paśla našyja imiony ŭpisvali ŭ tyja ž samyja arkušy papier, što pisali na ścienach. Na pytańnie, što heta za dakumienty, adkazu nie było. Tolki adzin kinuŭ:
— Chutka daviedajeciesia.
Potym nas ź Dziubam paklikali ŭ asobny pakoj. Zajšoŭ małady čałaviek u cyvilnym.
Paviedamiŭ, što z RAUS Centralnaha rajona pastupili zajavy: my nibyta parušali hramadski paradak.
Pieršym razhladali mianie. Abvinavačańnie: brudnaja łajanka, chapańnie za formu, ihnaravańnie zaŭvah. Ja zapytaŭsia pra śviedak. Jon pakazaŭ papieru — pakazańni dvuch aficeraŭ. I ja adrazu zrazumieŭ, jak heta pracavała: zahadzia padrychtavanyja šabłony, kudy prosta ŭpisvali proźviščy. Nachabnaja kanviejernaja fabrykacyja.
— Było heta? — spytali.
— Było. Ale ŭsio naadvarot. Heta mianie supracoŭniki milicyi chapali za adzieńnie, ciahnuli, łajalisia.
— Padpišacie?
— Padpišu, ale z zaŭvahaj.
Ja zapisaŭ unizie arkuša papiery svaju viersiju i padpisaŭ. Dziubu abvinavacili jašče i ŭ tym, što jon nibyta źbivaŭ supracoŭnikaŭ MUS. Paśla hetaha nas adpuścili, papiaredziŭšy, što sprava pojdzie ŭ sud.
Z vuličnaha aŭtamata ja adrazu patelefanavaŭ dadomu. Žonka skazała, što syna niama. Jak niama?! I ŭnutry ŭsio abarvałasia. Ja prosta sieŭ na asfalt.
Praz kolki hadzin pozna ŭviečary ja viarnuŭsia dadomu. Syn užo prybyŭ.
Jon maŭkliva lažaŭ na łožku i amal nie adkazvaŭ na pytańni. Stan byŭ ciažki — i psichałahična, i fizična. Baleła śpina. Jon skazaŭ, što jaho biŭ humovym dručkom milicyjant i što na nastupny dzień jon nie zmoža pajści ŭ škołu. Bolš u toj viečar my jaho nie raspytvali.
Na nastupny dzień jon sam raskazaŭ, što adbyłosia paśla taho, jak jaho adpuścili na rahu Vaładarskaha i praśpiekta Skaryny, la hatela «Minsk». Jon pierajšoŭ praśpiekt, spuściŭsia da vulicy Leninhradskaj, dzie chacieŭ sieści na tralejbus №3. Ale na tym baku jaho znoŭ paznali.
Milicyjanty, jakija ŭžo šukali chłopca ŭ błakitnaj kurtcy, kinulisia za im. Jon uciakaŭ, uvieś čas azirajučysia. Spatyknuŭsia i ŭpaŭ. Milicyjant padbieh i pačaŭ bić jaho lažačaha dručkom.
Ludzi vakoł spačatku moŭčki nazirali. Potym adna z žančyn zastupiłasia — kazała, što chłopiec mały, što jon ničoha nie zrabiŭ. Na momant heta nibyta spyniła napadnika, adciahnuła jahonuju ŭvahu. Syn skarystaŭ momant, padniaŭsia i naŭcioki.
Jaho znoŭ pačali pieraśledavać. Jon zmoh prašmyhnuć u natoŭp na prypynku i sieści ŭ tralejbus.
Tam jon byŭ u stanie mocnaha strachu. Bajaŭsia ŭsich va ŭniformie. Źniaŭ błakitnuju kurtku, schavaŭ jaje. Potym schavaŭsia pad siadzieńnie i doŭha nie vyłaziŭ. Kali tralejbus zajechaŭ u park, kiroŭca znajšoŭ jaho i dapamoh viarnucca — skazaŭ, na jaki tralejbus sieści, kab dajechać dadomu.
Na nastupny dzień u škołu jon pajści nie zmoh. Baleła śpina, asabliva ŭ vobłaści pajaśnicy. Siadzieć było ciažka — jon jeŭ stojačy, moh tolki stajać abo lažać nie zhinajučysia. Kazaŭ, što strach jak byccam addaje ŭ nohi.
Praź niekatory čas, u traŭni, ja atrymaŭ pozvu ŭ sud. 11 červienia — pasiadžeńnie.
Prysutničali sudździa Pavieł Ivanavič Koršunaŭ, sakratarka i ja. Začytali zajavu ź milicyi: parušeńnie hramadskaha paradku. Mianie spytali, ci pryznaju.
Ja adkazaŭ, što heta niapraŭda, što ničoha z hetaha nie było, hramadski paradak nie parušaŭ. Sudździa, nie padymajučy vačej, skazaŭ:
— Na pieršy raz vy papiaredžany.
Ja pierapytaŭ:
— Za što papiaredžany?
Sudździa, apuściŭšy hałavu, pramaŭčaŭ.
24 červienia 1996 hoda mianie vyklikali ŭ prakuraturu Zavodskaha rajona. Śledčy Paśko Siarhiej Mirasłavavič paviedamiŭ, što ŭ prakuraturu pieradadzieny śpisy zatrymanych 26 krasavika 1996 hoda i što zaviedziena kryminalnaja sprava pa fakcie arhanizacyi mitynhaŭ. Mianie vyklikali jak śviedku. Pytalisia, ci jość u mianie pretenzii da supracoŭnikaŭ MUS. Ja adkazaŭ, što pretenzijaŭ nie maju.
Paźniej mianie vyklikali jašče raz i paviedamili, što viadziecca pravierka dziejańniaŭ supracoŭnikaŭ MUS i što mohuć spatrebicca dadatkovyja pakazańni.
Ja zrazumieŭ, što heta moža być unutranaja hulnia struktur i što mianie chočuć vykarystać jak śviedku suprać adnaho z bakoŭ.
Ja admoviŭsia davać pakazańni. Skazaŭ, što ničoha dadać nie maju.
***
31 lipienia 1996 hoda kala poŭdnia ja ruchaŭsia na svaim samachodzie pa Partyzanskim praśpiekcie.
Niepadalok ad univiermaha «Biełaruś» mianie abahnaŭ džyp «Mitsubishi» z numaram 2668 KIE i, rezka padsiokšy źleva, pačaŭ tarmazić pierada mnoj.
Ja sprabavaŭ abjechać jaho, ale jon paŭtaraŭ manieŭry, źnižajučy chutkaść da minimumu. Urešcie ja spyniŭsia.
Z mašyny vyjšaŭ vysoki mužčyna i z pahrozami nakinuŭsia na mianie:
— Ciabie što, navučyć jeździć?
Potym jon dastaŭ paśviedčańnie ŭ płastykavym pakiecie. Praź plonku ja pračytaŭ: «Respublika Biełaruś. Kamitet dziaržaŭnaj biaśpieki». Kali jon chavaŭ jaho nazad, ja ŭbačyŭ pad žakietkaju pistalet u kabury. Paśla hetaha jon pasprabavaŭ stuknuć mianie kułakom pa tvary. Udar pryjšoŭsia pa skivicy ŭskos, bo ja paśpieŭ krychu adchilicca. U hety čas kiroŭca aŭto stajaŭ pobač, trymajučy pravuju ruku ŭ kišeni, i maŭčaŭ. Jany jašče niešta skazali, pahrazili i viarnulisia ŭ mašynu.
Było zrazumieła, što hetaja scena nie vypadkovaja.
Iryna Martusievič, u 1996 h. studentka humanitarna-ekanamičnaha niedziaržaŭnaha instytuta
Na zaniatkach u toj dzień siadzieć było niemahčyma. Słovy vykładčykaŭ raspłyvalisia, hublali sens, nibyta havorka išła nie pra prava, a pra niešta całkam adarvanaje ad rečaisnaści. My ŭsie viedali, što adbyvajecca ŭ horadzie — pra heta jašče ŭčora havaryli doma, za viačeraj. Baćki abmiarkoŭvali budučaje šeście, «Čarnobylski šlach», havaryli cicha, ale z tym asablivym napružańniem, jakoje ni z čym nie pierabłytaješ.
I voś my siadzim na lekcyi pa kanstytucyjnym pravie. Kanstytucyjnym! U krainie, dzie hetaje prava ŭžo tady było vyviernutaje navyvarat. Słuchać heta zdavałasia amal kryvadušnaściu — byccam my robim vyhlad, što ŭsio narmalna.
My pierahlanulisia. Rašeńnie było vidavočnym. Źliniać z zaniatkaŭ.
Naš instytut znachodziŭsia ŭ budynku Injaza na płoščy Pieramohi, i my pasprabavali cicha, niezaŭvažna vyśliznuć z budynka. Ale ŭžo na vychadzie litaralna sutyknulisia z namieśnikam dekana — Uładzimiram Nikicičam.
Jon pahladzieŭ na nas i adrazu ŭsio zrazumieŭ:
— Vy heta kudy?
Nas było piać čałaviek. Plus jašče troje čakali ŭ dvary instytuta. Vidavočna, što nie ŭ prybiralniu.
— Uładzimir Nikicič… Nu vy ž razumiejecie. Tam ža ciapier adbyvajecca… Historyja…
Jon vytrymaŭ paŭzu, pahladzieŭ na nas — užo nie stroha, a amal pa-zmoŭnicku.
— Dobra. Ja vas nie bačyŭ.
I hetym jon nibyta nie prosta nas adpuściŭ — jon adkryŭ nam darohu tudy, dzie ŭsio sapraŭdy adbyvałasia. My vybiehli na vulicu, spuścilisia ŭ mietro, dajechali da Akademii navuk i vyjšli čakać kałonu. Chaciełasia ŭlicca ŭ pačatak — iści ŭ chvaście zdavałasia biessensoŭnym.
Zdalok, ad parku Čaluskincaŭ, užo ciahnulisia ludzi. Nad natoŭpam kałychalisia bieł-čyrvona-biełyja ściahi. Išoŭ huł — šmathałosy, žyvy. Vykryki kacilisia chvalami. My čakali svajho momantu. Dzień byŭ soniečny, ciopły. Usio vakoł zdavałasia lohkim, amal śviatočnym. My stajali siarod nieznajomych ludziej i adčuvali ich jak svaich. My byli akrylenyja. Navat abcasy, u jakich ja pryjšła, nie biantežyli.
Kali kałona padyšła, my dałučylisia amal u samym pačatku i pajšli razam z usimi — ščylnaj, žyvoj rakoj. Ad Akademii navuk da płoščy Jakuba Kołasa prajšli na hetym uźlocie, amal nie adčuvajučy stomy.
I tam upieršyniu ŭbačyli milicyju. Zasłon — łancuh ludziej u formie, sa ščytami i dručkami. I suprać ich — natoŭp. Tysiačy ludziej. Hety nacisk było niemahčyma spynić. Milicyjantaŭ pačali ciaśnić, litaralna ŭciskać u ścieny damoŭ. Jany adstupali, nie viedajučy, što rabić — pa tvarach było bačna: nie čakali hetkaj rašučaści ad zvyčajnych ludziej.
Kali my prachodzili mima «Lanka», niechta kryknuŭ:
— Fašysty!
Natoŭp padchapiŭ. A potym inšy hołas, užo ź ironijaj:
— Dy jakija fašysty… Łukašysty!
I raptam — śmiech, što prakaciŭsia pa ŭsioj kałonie. I słova zamacavałasia. Łukašysty.
Milicyjaniery ŭ kaskach, sa ščytami, stajali ŭzdoŭž damoŭ, prycisnutyja natoŭpam, i vyhladali razhublenymi. My pajšli dalej — z adčuvańniem dziŭnaj, amal lohkaj pieramohi. Kali padychodzili da płoščy Pieramohi, vyrašyli abyści stełu sprava. I raptam ja adčuła, jak niechta kranuŭ mianie za plačo. Ja azirnułasia.
Heta byŭ moj dziadźka z Akademii navuk. Jašče ŭčora mama kazała, što jon, chutčej za ŭsio, pojdzie na mitynh. Pieražyvała. I mienavita hetaja razmova mianie i padšturchnuła — pajści.
Jon pahladzieŭ na mianie krychu vinavata:
— Ty mianie nie bačyła. I ja ciabie nie bačyŭ.
My, uśmichnuŭšysia, kiŭnuli adzin adnamu. Litaralna ź pieršaha telefonnaha aŭtamata ja dazvaniłasia dachaty:
— Mam, ja na mitynhu! I ja dziadźku sustreła!
Mama spakojna adkazała:
— Tak, jon tolki što zvaniŭ. Skazaŭ, što sustreŭsia z taboj.
My, dva «kanśpiratary», zdali adzin adnaho imhnienna…
Kali my padychodzili bližej da cyrka, usio źmianiłasia. Spačatku my nie zrazumieli, što adbyvajecca, a potym ubačyli novy zasłon.
I heta byli ŭžo nie tyja milicyjaniery, što raniej. Hetyja stajali žorstka, sabrana. Ruch zapavoliŭsia, ludzi hublalisia, nie viedali, što rabić. Stała jasna: na hety raz prosta natoŭpam ich nie ŭziać.
My stajali amal kala samaha łancuha milicyjanieraŭ, šukali vačyma choć kahości, chto skaža, što rabić dalej. Ale ŭ toj momant my ŭžo amal nie dumali. Kali b niechta kryknuŭ «na barykady» — my b pajšli. Chacia ŭsia našaja «zbroja» — tonieńkaja knižka pa kanstytucyjnym pravie ŭ sumcy.
I raptam ja zaŭvažyła ludziej, što stajali kołam, trymajučysia za ruki. Unutry stajaŭ čałaviek. Vakoł užo farmavałasia druhoje koła.
— Paźniak… Chłopcy, heta Paźniak!
Ja schapiła svaich:
— Pajšli! Trecim kołam staniem!
My pabiehli ŭ toj bok. Ale nie paśpieli.
Pačuŭsia hołas:
— Da Pałaca sportu! Zhortvajcie na Janki Kupały!
I natoŭp razharnuŭsia, paciok z praśpiekta ŭprava. I mienavita ŭ hety momant, kali my paviarnuli na Janki Kupały, u patok pačali ŭlivacca ludzi, što čakali kala pałaca Prafsajuzaŭ. Jany sychodzili da nas praz prachod pamiž muziejem vajny i pałacam. Ich stanaviłasia ŭsio bolš, ščylnaść pavialičvałasia. Chtości pobač uvieś čas ščoŭkaŭ fotaaparatam, trymajučy jaho na vyciahnutych uharu rukach. Zdymaŭ, amal nie apuskajučy kamieru, nibyta taksama adčuvaŭ — heta historyja, i jaje treba zafiksavać. My sprabavali trymacca bližej, ale patok byŭ macniejšy. Źviarnuli naleva na Maksima Bahdanoviča.
Da Niamihi my dajšli biez pryhodaŭ. Naprava na Parkavuju mahistral. Na prystupkach Pałaca sportu ŭžo źbiraŭsia mitynh. U hetaj mituśni my pačali hublacca. Nas było vosiem — stała mieniej.
Ale heta ŭžo nie mieła značeńnia.
My prabiralisia bližej da vystupoŭcaŭ. Heta byŭ naš pieršy mitynh. Historyja — nie ŭ padručniku, a pierad vačyma. Mnie zdavałasia, što druhoha takoha šancu moža nie być. Ja ŭłoŭlivała kožnaje słova, kožny žest.
Sonca sadziłasia, aśviatlajučy scenu, tvary, ściahi. Błakitnaje nieba, bieł-čyrvona-biełyja pałotniščy, hałasy, vokličy. Heta było mocna.
Kali mitynh skončyŭsia, natoŭp pačaŭ razychodzicca. Bolšaść pajšła da stancyi mietro «Niamiha». Da taho momantu nas zastałosia dvoje. My z Vałodźkam stajali i hladzieli na hetuju raku ludziej. Było zrazumieła — u padziemnym pierachodzie budzie ciskanina. Nie chaciełasia tudy. Jon pahladzieŭ na mianie:
— Dojdzieš pieššu?
— Viadoma.
I my pajšli. Daloka. Pa Maksima Bahdanoviča, da Banhałora, da univiersama «Ryha», dalej. Išli doŭha. I razmaŭlali. Pra ŭsio. Pra vykładčykaŭ, pra Paźniaka, pra toje, jaki heta byŭ dzień. Jakaja enierhija. Jaki vajb. My ŭžo tady vyrašyli — budziem chadzić jašče. Dadomu dajšli za poŭnač. Mama adčyniła dźviery. Vałodźka adrapartavaŭ:
— Zdaju z ruk u ruki.
I pajšoŭ. Mama maŭkliva pakazała na telefon:
— Sama adkazvaj na zvanki.
A toj razryvaŭsia biez supynku. Heta sprabavali datelefanavacca chłopcy. Kab daviedacca, što ja ŭ paradku.
Pakul my išli dadomu, my prapuścili samaje žorstkaje. Jak brali ludziej. Na Niamizie. Kala HUMa. Usiudy. Chapun. My prosta prajšli mima. A inšych — zatrymlivali. Niekatoryja ŭžo vyrašyli, što mianie taksama ŭziali. I, viedajučy moj charaktar, byli ŭpeŭnienyja — ja tam adna ź pieršych. Praz kolki dzion kazali, što 26‑ha zatrymali blizu 250 čałaviek.

Da hadziny nočy ja adkazvała na zvanki, raspaviadajučy, jak usio było. I jak heta było… kłasna!
Na nastupny dzień u navinach kazali: «Hrupa pjanych studentaŭ i kučka piensijanieraŭ učynili biesparadki». My słuchali i śmiajalisia. Bo my ŭsio bačyli. I viedali, što ŭ Minsku było nasamreč.
Paślasłoŭje
Tekst pra padziei 26 krasavika 1996 hoda staŭsia składzienym mnoju litaralna na praciahu pieršych dvuch tydniaŭ paśla Čarnobylskaha šlachu. Paźniej u jaho ŭklučalisia natatki pra inšyja padziei: sud, prakuratura, incydent z udziełam KDB na Partyzanskim praśpiekcie. Usio heta dadavałasia pastupova, i tolki bližej u žniŭni 1996 hoda tekst kančatkova nabyŭ tuju formu, u jakoj jon isnuje ciapier.
Napiaredadni 30‑j hadaviny taho Čarnobylskaha Šlachu, užo ŭ Kanadzie, hety tekst byŭ pakazany adnoj asobie. Paśla pračytańnia jana skazała, što musić adłučycca, i začyniłasia ŭ ofisie. Praz hadzinu jana prapanavała pračytać u telefonie tekst, jaki tolki što dasłała mnie.
Kali ja aznajomiŭsia z napisanym, my znoŭ strelisia vačyma i abodva zrazumieli: toje, što było pieražyta, nie źnikła i nie rastvaryłasia ŭ časie. Bolš taho, historyja dziŭnym čynam abyšłasia z nami. Tekst byŭ pra 26 krasavika 1996 hoda vačyma maje surazmoŭcy.
U toj dzień z roznych kancoŭ Minska my ruchalisia ŭ adno miesca: ja z vulicy Anharskaja, jana — ad Akademii navuk.
My nie byli znajomyja i navat ničoha nie viedali adzin pra druhoha. Prosta dva minčuki. Syšlisia ŭ kałonie Čarnobylskaha Šlachu. Amal sustrelisia la Zianona Paźniaka: ja ŭ vaśmi mietraŭ ad jaho, jana — u troch, znachodziačysia ŭ kole maładych ludziej, jakija achoŭvali staršyniu BNF.
Našy žyćciovyja šlachi paśla 1996 hoda razyšlisia na dziesiacihodździ. U 1998 hodzie my aboje sa svaimi siemjami vyjechali ŭ Kanadu.
Prajšli praz vyprabavańni, straty i ŭdary losu i znoŭ sustrelisia: u Łondanie ŭ biełaruskaj Biblijatecy imia Francyska Skaryny. I taja sustreča stała vyrašalnaj dla nas abaich.
Praz 30 hod dvoje ŭdzielnikaŭ Čarnobylskaha Šlachu'96, jakija stali śviedkami apošniaha publičnaha vystupu Zianona Paźniaka ŭ Biełarusi 26 krasavika 1996 hoda, śpiecyjalna pryjechali z Taronta ŭ Ńju-Jork, kab pasłuchać jahony vystup na Dnie Voli — 2026 u Kafiedralnym Sabory BAPC.
Siońnia hetyja dźvie asoby roznaha pachodžańnia i roznych žyćciovych šlachoŭ znoŭ apynulisia razam. Tady na Čarnobylskim Šlachu ŭ 1996 h. joj było dzieviatnaccać, mnie — sorak dva.
Iryna Martusievič — maja žonka z 2025 hoda.
Haładoŭki, pierakulenyja milicejskija mašyny, kroŭ, Jelcyn vyzvalaje palitviaźniaŭ — zhadvajem padziei Čarnobylskaha šlachu-1996
«Kali b nie «Viasna-1996, my b byli Tatarstanam». 30 hadoŭ tamu biełarusy ŭžo pratestavali suprać Łukašenki i Rasii — jak heta było
Aranžavy rejd, abo Jak ukraincy jeździli ŭ Minsk biełarusaŭ abudžać
Ciapier čytajuć
Pamiatajecie Daniiła z Ofisa Cichanoŭskaj, jakomu za dva dni sabrali hrošy na ankałahičnuju apieracyju? Jamu napisaŭ toj samy adnakłaśnik, jaki jaho ŭdaryŭ — z čaho ŭsio i pačałosia
Kamientary
Ci danios syn torbu ź plonkaj?
Ci jość niedzie zaraz tyja fatahrafii?
Spasibo za vospominanija!
Bud́tie sčastlivy!