Ci isnuje ŭ našym siońniašnim hramadstvie chacia b łancužok salidarnaści? Piša Siarhiej Vahanaŭ.
Ci davodziłasia vam zadumvacca nad spałučeńniem niespałučalnych słoŭ?
Nu, voś uziać, naprykład, Pieršamaj. Tak by mović, «prazdnik truda».
«Prazdnik» — ad słova «prazdnyj», ni ź jakoj spravaj, ni ź jakim dziejańniem nie źviazany. Jaki «trud»? Hulaj, duša!..
Na biełaruskaj movie — śviata, śviaty dzień... Słova ŭzvyšanaje, duchoŭnaje, pracavać u taki dzień — vialiki hrech. Jašče bolšy — «hulać», badziacca biez mety...
U savieckija časy, kali pieršamajskaje badziańnie źbivałasia ŭ kałony, nichto nie advažvaŭsia nazyvać jaho «narodnym hulańniem».Chacia mienavita takim jano i było, kali narod, razyšoŭšysia pa kvaterach i chatach, pravodziŭ u historyju čarhovuju nahodu rassłabicca dy pasłuchać kazku ab tym, jakoje nievierahodna dobraje žyćcio čakaje jaho napieradzie...
Ale ž nie ŭsio tak prosta było ŭ savieckija časy. Asabliva dla tych, chto ich pomnić.
Voś staraja fotakartka, adna ź niešmatlikich ad davajennaha žyćcia baćkoŭ. 1939-y, pieršamajskaja demanstracyja. Fon — apošnija pavierchi Doma ŭrada, vysoka nad hałovami partret čałavieka z vusami. Bačny tolki nizki łob i vusy, ale ŭhadvajecca biespamyłkova. A napieradzie — maładyja mužčyny i žančyny ŭ doŭhich palito, kročać viesieła, razmašysta, volnym krokam. Nie maršyrujuć — kročać pad muzyku, heta bačna pa zdymku, navat čutna: «...vstavaj, nie śpi, kudriavaja…»
Kolki ni hladžu na hety zdymak, nie mahu zrazumieć, jakomu cudu tak ščyra radujucca hetyja ludzi, radujecca baćka, katory na bolšaści inšych zdymkaŭ ź siamiejnaha archiva zadumienny, navat sumny...Razumieju — małady, usiaho 25, pobač žančyna, katoruju jon kachaje, siabry, kalehi... Śviata, u rešcie rešt, Pieršamaj!
Ale ŭžo dva hady, jak u Kazani raździorta siamja starejšaha brata — sam rasstralany, žonka na Kałymie, małaletnija dzieci, siastryčka z bracikam, raśpichany pa dziciačych damach u roznych kancach SSSR...
I ŭsio ž jość u tym zdymku adna niezaležnaja ad času padrabiaznaść, jakaja, moža, bolš za baćkoŭskuju viesiałość nie daje mnie spakoju: usie jany, maładyja mužčyny i žančyny ŭ doŭhich palito, iduć, uziaŭšysia pad ruki. Ich jašče mnoha, u tym łancužku, amal usich ja viedaju — i tych, kaho vybiła vajna, i tych, chto dažyŭ da siaredziny majho ŭłasnaha žyćcia. I viedaju, što, kali b hety łancužok razarvaŭsia, ja nie vyžyŭ by. Mahčyma, i nie źjaviŭsia b na śviet...
Vialikaja siła — čałaviečaje siabroŭstva i salidarnaść pamiž ludźmi!
...Ci isnuje ŭ našym sioniašnim hramadstvie chacia b łancužok salidarnaści?
Na čałaviečym uzroŭni tak, isnuje. Ludzi, dziakuj Bohu, jašče nie pazbavilisia imknieńnia i zdolnaści dapamahać adzin adnamu, asabliva kali razmova idzie pra vyratavańnie žyćcia.
Čamu ž na hramadskim uzroŭni panuje ŭsieahulnaja abyjakavaść?
Adkul jano, heta biaskoncaje maŭklivaje čakańnie taho, što niešta pieramienicca ŭ lepšy bok — ci samo, ci prapahandysckimi namahańniami ŭłady, ci z dapamohaj vonkavych dabradziejaŭ?
Na moj rozum, u hetaj sumnaj źjavy adna krynica — strach. Strach pierad uładaj i strach pierad niezaležnym žyćciom.
Niaŭžo francuzy, niemcy, ispancy dy turki žyvuć biadniej, horš za nas, kali vychodziać 1 maja na šmattysiačnyja demanstracyi ŭ abaronu svaich pravoŭ?!
Čamu ž my, jakija žyviom nie ŭ biespavietranaj prastory, navat nie za «žaleznaj zasłonaj», jak u kolišnija časy, takija abyjakavyja da ŭłasnaha žyćcia? Moža, nas nie chvaluje niastrymny, jak nidzie, navat u krainach SND, katastrafičny rost cenaŭ, padzieńnie realnych zarobkaŭ, piensij, sapraŭdnaje, a nie statystyčnaje biespracoŭje?
Chvaluje, biezumoŭna. Ale ž vyjście šukajecca nie ŭ salidarnym supracivie, a ŭ prystasavańni da žyćcia na kirujučym łancuhu ci, što tyčycca moładzi, usio čaściej za miažoj.
A što apazicyja? Što niezaležnyja prafsajuzy? Niešta varuchnułasia na levym uskrajku, dy znoŭ prycichła... Jak čort ad ładana apazicyja biažyć ad usiaho savieckaha, zabyŭšysia, što 1 maja — daloka nie savieckaja pa svajoj sutnaści tradycyja.
Nidzie ŭ śviecie i nikoli, pačynajučy ad 1886 hoda ŭ Čykaha, 1 maja nie było śviatočnym dniom. Tolki Dniom salidarnaści — samaj mocnaj zbroi pracoŭnych u zmahańni za svaje pravy.
Strašnaje słova — salidarnaść.
Strašyć uładu, pałochaje ludziej, naściarožvaje apazicyju...
Takoje strašnaje, što navat vykraślena z sutnaści Pieršamaja... z užytku... z žyćcia.
Hladzieć taksama:
-
Prakopjeŭ krytykuje prapanovu kapitulavać: Kali ŭ nas nie ŭźnikła partyja jastrabaŭ, to nie treba rabić partyju abłudnych hałuboŭ
-
Dabrabyt i ŚMI ŭsio vyrašać? Sprečnaja dumka Normana Devisa
-
Navošta Łukašenku «prezidencki bal» — takaja demanstratyŭnaja i krychu archaičnaja, seksisckaja pa formie tradycyja?
Kamientary