Adam Hlobus
SPAŹNIEŃNIE
Padarožnaje apaviadańnie pra spahadu
Adstaŭ ad samalota. Pierad nosam syšlisia šklanyja dźviery. Aŭtobus źviez pasažyraŭ na ŭźlotnuju pałosu. Ruchnuła splanavanaje, praličanaje, vyvieranaje j spakojnaje žyćcio. Napieradzie — nieviadomaść. Kudy palaču? Kali siadu ŭ samalot? Kolki daviadziecca čakać? Nieviadoma. Ci to kara Božaja? Ci to žorstki žart losu? Jak nazvać — nia jasna. Z aeraportu nia vypuściać. Hišpanskaja viza skončyłasia. Tak što zastajecca supakoicca j čakać. Boh dapamoža.
Prapanavali palacieć u Turyn. Cikavaja prapazycyja, pahladzieć turynski aeraport. Admoviŭsia. Nu što ja budu rabić u Turynie? Siadzieć u zali čakańnia? Lepiej zastanusia ŭ Barselonie, ja tut stolki čakaŭ-pieračakaŭ, ja tut usio viedaju: dzie prybiralnaja, jaki kod, kab telefanavać damoŭ, dzie aŭtamaty z koka-kołaju... A što jašče treba čałavieku, jaki spaźniŭsia na rejs? Nu, spaźniŭsia. Schadziŭ pa cyharety, zabieh u prybiralniu, pačuŭ svajo proźvišča ŭ radyjoabviestcy j na tabie, maješ.
Zvyčajna čuješ pra inšych: zhubiŭ pašpart, skrali hrošy, nie paśpieŭ na ciahnik. Čuješ i nie spačuvaješ. I sabie ja nie spačuvaju. Ni kropli spahady ŭ sercy. Spačuvać samomu sabie — apošniaja sprava. Nu, jak ty sabie ŭjaŭlaješ ułasnaje spačuvańnie samomu sabie? Takoje pryroda jašče nie prydumała. I ŭsio roŭna niepryjemny stan. Čałavieka, jaki patrapiŭ u padobnyja ŭmovy, nichto nia lubić i nie pavažaje. Lepšaje, što kažuć: «ja vas razumieju». Ale spačuvańniaŭ — ni na hroš.
Moj Anioł-achoŭnik nia lubić aeraportaŭ. Aniołu zaminajuć samaloty. U ich svaje šlachi ŭ niebie, ŭ jaho — svaje. Sam viedaješ: kryłatyja nia lubiać kryłatych. A mnie, biaskryłamu, kryłatyja padabajucca, nu chiba što much niedalublivaju. Jość u muchach niešta paŭzučaje, trapiatlivaje, kanibalistyčnaje. Asabliva nie lublu much, jakija vijucca nad sonnymi žyviołami. Składajecca ŭražańnie: žyviolina voś-voś zdochnie.
Niekalki paŭžyvych ablezłych sabak lažać na płoščy Katałunija ŭ Barselonie. Hniusnaje vidovišča: na haračym tratuary valajucca try ablezłyja sabaki. Pobač, na łancužku siadzić brudnapioraja kačka j na viaroŭku naviazanyja dva murzatyja katy. Haspadar zaaparku trymaje ŭ karoślivych rukach kardonku j karobačku. Na kardoncy napisana prośba dać hrošaj na charčy zmučanym žyviołam i ptušcy. Sapraŭdy. Čamu žyvioły musiać pakutavać z hoładu? Chto nia kormić? Chto sadyruje j mučyć? Chto pasadziŭ na łancuhi j viaroŭki? Hniusny, śmiardziučy, stary korč z karobačkaju ŭ rukach. Piać hadoŭ ja prachodžu pa placy Katałunija j baču mučyciela žyviołaŭ i ptušak. Boža moj Boža, jamu spačuvajuć i kidajuć pesety. Žyvioły nie vytrymlivajuć režymu pracy j padychajuć, a sadyst znachodzić sabie novyja j novyja ekspanaty ŭ zaapark. Hladžu j zhadvaju: čałaviek — heta žyvioła, čałaviek —heta mašyna, čałaviek — heta raślina. Ale j naadvarot... Žyvioła — heta čałaviek.
Tak što ja nia horšy ŭ Barselonie, kamu treba spahada j dapamoha. Viadoma, nia lepšy. Ja šmat kamu sastupaju. Nu voś paznajomiŭsia ja z papuham. Jaho pradavali ŭ zaalahičnaj kramie. Jon pryvabniejšy za mianie. Jon viesialiŭsia. Havaryŭ. Važna chadziŭ pa kletcy. Visieŭ uniz hałavoju. Braŭ z karmuški siemki j davaŭ mnie, kab ja jaho karmiŭ. Jon tak chacieŭ, kab jaho nabyli j źvieźli ŭ siamju. Jon tak akuratnieńka braŭ siemku mocnym kručkom dziuby, što mižvolna vyklikaŭ spačuvańnie. Žadałasia nabyć i zabrać jaho. Viasiołaja była b karcinka ŭ zali čakańnia: siadžu ja z papuham, kožny ŭ svajoj kletcy. Ja — u vialikaj kletcy aeraportu, a jon —u maleńkaj, plecienaj z pruta. Što tut asabliva viesialicca? Usie my ŭ kletkach. U kletkach kvateraŭ, u kletkach cechaŭ, zavodaŭ, u kletkach dziaržavaŭ i imperyjaŭ. Nia varta zachaplacca cukieračnym słovam «svaboda». Soniečnaja systema — taksama kletka. A svaboda vymiarajecca daŭžynioju j taŭščynioju viaroŭki, na jakoj siadziš. Dobra, što nie nabyŭ papuhu. Zabyŭ skazać... Ja cikaviŭsia dalejšym losam svajho siabruka: u toj kletcy zaraz siadzić sumny zialony papuha. Jon uvieś čas maŭčaŭ, i adnosiny ŭ nas nia skłalisia. A majho kručkadziubaha siabra nabyli. Ciapier jon, peŭna, u narmalnaj siam'i, dzie jość vialiki zapas siemak i krupaŭ.
Tankanohaja supracoŭnica aeraportu prapanavała vylacieć u Frankfurt. Što ni kažy, a kletka Frankfurtaŭskaha aeraportu najbolšaja ŭ Eŭropie. I možna było b... Nie! Udakładniaju śpis haradoŭ, kudy chacieŭ by adlacieć: Miensk, Maskva, Varšava j Vilnia. Takich rejsaŭ siońnia niama. Čakajcie. Čakaju. Dazvolili schadić papić vady j źjeści sandvič. Rečy j pašpart zastalisia ŭ tankarukaj administratarki. Zrešty, jakija tam rečy. Bahaž paśpieŭ na samalot i spakojna ruchajecca na Radzimu. Bahaž taksama zasłuhoŭvaje kranalnaha spačuvańnia. Možaš ujavić, jak tvaje čamadany pačnuć treści čužyja ruki?
Daviadziecca siadzieć, pakul samalot nie pryziamlicca. U administracyi aeraportu jość versija pra znaročystaść majho ŭčynku. Valizu z bombaju zdaŭ, a sam nie palacieŭ. Tolki ja nie taki. Nie zakładaju vybuchovyja mašynki pad kresły nievinavatych. U mianie inšy nakirunak dziejnaści j hałoŭnaje: nie lublu niezvarotnych pracesaŭ. Ja — nie mańjak. A jość ža na śviecie vyradki. I jakich tolki varjataŭ niama: i palityčnyja, i vajskovyja, i navukovyja, i hniusnyja seksualnyja. Voś chto nie zasłužyŭ ni kropli spačuvańnia, ni drabočka litaści.
Bačyŭ ja takoha seksualna zakłapočanaha. Toŭsty, kruhłatvary, z redkimi kitajskimi vusikami. Jon vysačyŭ na plažy samotnuju žančynu j pačaŭ pieraśled. Išoŭ za joj i pa plažy j pa horadzie. Pakul pieralakanaja achviara nie schavałasia ŭ hatel. U hateli jana zajšła ŭ bar, dzie siadzieŭ ja i piŭ kavu biaz cukru. Žančyna paprasiła dapamohi. My vyjšli z hatelu, tłusty mańjak pajšoŭ za nami. I tady prydumaŭsia chod. Z abjektu pieraśledu treba pieratvarycca ŭ palaŭničych. Zrabić ź jaho žyviołu, na jakuju palujuć. Tak i adbyłosia. My paviarnuli j rezka rušyli na jaho... Nie apuskaj hałavu, hladzi na vyradka! Zrabi na tvary vyraz nianaviści! Taŭstun pierapałochaŭsia j šusnuŭ za roh restaracyi. My abyšli restaran z druhoha boku. Mańjak, ubačyŭšy nas, kinuŭsia podbieham uzdoŭž plažu. My pryśpiešyli chadu. Jon spyniŭsia. Spynilisia j my. Ale tolki jon zrabiŭ krok ad nas, jak my skranulisia ź miesca. Voś i jon maje toje, što mieła ty —bukiet vostrych pačućciaŭ i poŭnuju nieviadomaść napieradzie. My prajšli ŭvieś haradzki plaž. Dalej pačynaŭsia park — zapuščany, ciomny, biaźludny. Mańjak spyniŭsia kala parkavaj bramy. Dryžačymi rukami dastaŭ cyharety, ale prypalić nie paśpieŭ. Ja nabliziŭsia da jaho, vystaviŭ z kułaka siaredni palec, što na ŭsich movach aznačaje «ja ciabie maju, hadzina». Ja skazaŭ u žoŭty tvar «fak ju!», što z anhielskaj pierakładajecca jak «ty tolki pasprabuj dakranucca da majoj žančyny, i tvoj plaskaty nos zaznaje moj kułak!!!» Mańjak apuściŭ ruki j stajaŭ, nibyta vinavataje dzicia, što napuściła ŭ portki. Spačuvać jamu ni ja, ni maja spadarožnica nie źbiralisia. Choć zaŭsiody spačuvaju ludziam, jakim treba spravić patreby.
A mnie nie spačuvajuć, ja ŭžo naviedaŭ vater-klazet, padziakavaŭ Bohu za narmalnuju chadu bijapracesaŭ i pabačyŭ chvost svajho samalota praz začynienyja šklanyja dźviery. Ty viedaješ.
Siadžu na łaŭcy. Ujaŭlaju, jak niečaja duša zastajecca pierad rajskaju bramaju. Apostał Piotar palapvaje vialikim klučom pa dałoni. Raj začynieny! Kolki razoŭ ja bačyŭ hetaha bramnika z klučom? Na abrazach, na karcinach, na hraviurach...
Bieźlič varyjantaŭ. Jon staić sabie j staić i paihryvaje klučom. Kali ž ustavicca kluč u zamok? Kali adčynicca zapavietnaja brama? Kali ŭpuścicca praviednaja duša ŭ Raj. Nie pra maju dušu havorka, Boh sa mnoju... Jość inšyja, lepšyja, spakajniejšyja za mianie.
Voźmiem dušu varjata Antonija z hatyčnaha kvartału. Śviataja, biaskryŭdnaja, naiŭnaja duša. Antonija — pensijaner. U jaho zavał serca, niapravilny abmien rečyvaŭ i strašennaje atłuścieńnie. Toni maje taki abruč tłušču tam, dzie zvyčajna ŭ čałavieka talija, što ledź chodzić. Taki ž, tolki kryšku mienšy ŭ dyjametry, abruč z sałam jon nosić na šyi. Ranicaj Toni naviedvajecca ŭ balnicu, dzie jaho suciašajuć i vydajuć porcyju lekaŭ na sutki. Rozum u Antonija dziciačy. Jon pasłuchmianaje j biaskryŭdnaje dzicia hadoŭ čatyroch-piaci. Choć z vyhladu j nasamreč jamu za tryccać. Antonija — daŭhažychar siarod sabie padobnych. Jon lubić pajści j prapuścić uviečary butelku čyrvonaha vinca. Tolki na pensiju pa invalidnaści nie razhulajeśsia. Zrešty, nichto bolš za paŭlitra Toni nia daść. Jamu spačuvajuć, ale nie razbeščvajuć. Nakolki Antonija lubić vino j charč, nastolki ž nienavidzić dym, tytuń i niedakurki. Jon moža kinucca z kułakami na čałavieka, jaki špurnuŭ cyharetu na ziamlu. Heta adziny niedachop u pavodzinach Antonija. Jamu apostał Piotar pakaža, jak adčyniajecca rajskaja brama. Ja ščyra paradujusia za spakojnuju dušu, jakuju nie kranuli navat usienarodnyja straści pa futbołu. Narod varjacieŭ. Miljardy vačej utaropilisia ŭ teleekrany. Chto pieramoža? Brazylcy z hienijem Ranalda? Ci francuzy biaz hienijaŭ. Barselona j adpaviedna hatyčny kvartał pieražyvali za Ranalda j Brazyliju. Tolki Toni ni za kaho nie chvareŭ. Siadzieŭ samotny za stolikam ź siabroŭkaj — butelečkaj čyrvonaha j hladzieŭ na horad praź vitrynu. Ja ŭbačyŭ jaho j zrazumieŭ, voś jon, ajsberh u akijanie raspalenych straściej. Tak i tolki tak možna płyści suproć płyni.
Kali ž Ranalda zajšoŭ u zalu adlotaŭ, ja nia kinuŭsia da jaho pa aŭtohraf, jak dziasiatki inšych ludziej. Jon kremzaŭ na papierkach, a ja padumaŭ pra spahadu. Ci spačuvali jamu — hieniju, jaki nia staŭ čempijonam śvietu. Musić, nie. Byli chvali inšych pačućciaŭ, spačuvańnia nie było. Ranalda adlacieŭ u Italiju razam sa svaim klubam. Ja zastaŭsia ŭ zali adzin i biez aŭtohrafa.
Narešcie ja supakoiŭsia. Nu, zdarajucca niepryjemnaści. U kožnaha nadychodziła ŭ žyćci čornaja pałosa. Ja nie ŭ turmie, palicyja majoj personaju nie cikavicca. A ŭsio mahło b razharnucca jnakš. Moh by ŭdaryć supracoŭnicu aeraportu, moh pabić šklanyja dźviery j rvanuć da samalota. Byŭ ža blizki da taho. I siadzieŭ by ŭ kajdanach u inšym miescy, vylet adkłaŭsia b na hady. Tak što, lepiej zrabić škodu sabie, čym kamu inšamu. Chočaš niekamu ŭrezać? Zakusi da kryvi ŭłasnuju hubu, i žadańnie źvierstvavać projdzie. Huby, jak i ŭsio ŭ rocie, chutka zahojvajucca. Palizaŭ, pasploŭvaŭ, i hladziš — bolki niama. Najlepiej zalizvać svaje rany samomu.
Turyn i Frankfurt abyšlisia biez majoj prysutnaści. Samalot z maim bahažom pryziamliŭsia. Chutka mianie vyvieduć z neŭtralnaje zony ŭ vialiki śviet abjadnanaj Eŭropy. Tam sustrenusia z Aniołam-achoŭnikam. Žyćcio pojdzie pa novym kole.
Voś idzie supracoŭnica aeraportu. U jaje karta Barselony sa śpisam hatelaŭ. Dziakuj za kłopat. Jašče farmalnaść: pamiežnik zdymaje kserakopiju pašpartu i ŭzmachvaje rukoju — ja volny. Kletka pašyrajecca. Vuzkatvaraja avijałedzi vybačajecca, što nie puściła mianie ŭ samalot, što zamiest mianie palacieli niejkija ludzi biez kvitkoŭ, što mnie daviałosia stolki čakać. Dziakuju za haścinnaść. Vuń telefonny aparat. U mianie niama hrošaj... Ja schłusiŭ. Tielefanavać nie chaciełasia. Jana dastała z sumački manetu ŭ 500 pesetaŭ i kinuła ŭ maju nahrudnuju kišeniu. Maneta pravaliłasia ŭ majo serca. Ciapier maju dokaz: ja nia horšy ź ludziej. Ja mahu vyklikać spahadu.
Barselona. 30-31.07.1998
Kamientary