Puškinskija Kalady ŭ Babry
U novym stahodździ ja narešcie adčuŭ smak i sens słova Kalady. Dla hetaha tre było sieści ŭ elektryčku aršanskaha kirunku j pajechać u miastečka Bobr, dzie žyvie pryhožaja para Alesia j Janiny Puškinych, i pačać ź pieršym rucham ciahnika pryjemna ździŭlacca: voś u tvaim vahonie, siarod dačnaha j pjanoha narodu, u adnym kirunku z taboj jedzie Vincuk Viačorka ź siamjoj. Razam syści na stancyi Bobr i z pahladaŭ daŭno znajomych ludziej adčuć, što tabie tut rady. Značyć, ty pryjechaŭ tudy. Paznać puškinskuju chatu pa biełaruskim ściahu nad strachoj i zrazumieć, što Aleś nie źbiahaŭ z horadu, a viarnuŭsia tudy, dzie možna adčuvać siabie haspadarom svajoj radzimy.
Siedziačy siarod miłych ludziej z Babru, Miensku j Voršy, słuchajučy staryja pahanskija pieśni pad harmonik z bubnam, uźnimajučy kiliški z samahonkaj «Bobr», razhladajučy karciny j abrazy pa ścienach i ŭśviedamlajučy, što ŭ Biełarusi ŭ hetuju ž samuju chvilinu nie ŭ adnoj tolki hetaj chacie sabralisia biełarusy za śviatočnym stałom, — u jaki ŭžo raz ździvicca — adkul u hetaj krainie stolki miarzoty j brudu? Paśla šumnaj hramadoju chadzić pa načnym miastečku, dzie ŭ bolšaści chat buduć radyja pačuć: «Adčyniaj varata, kalada pryjšła». Ździvicca praspektavaj šyrynioju adnoj ź miestačkovych vulic, i adčuć našmat bolšaje dziva ad tłumačeńnia hetaha sakretu miascovym historykam. Akazałasia, što ja stajaŭ na samaj sapraŭdnaj Staroj smalenskaj darozie, pa jakoj adstupała armija Napaleona. A sam pałkavodziec zahadaŭ mienavita ŭ Babry spalić svaje źniasłaŭlenyja štandary. Skončyć šumnaje šeście ŭ chacie Alesievych baćkoŭ i z radaściu vypić čarku z žyvym «voraham narodu», Puškinym-starejšym.
I skončyć śviaty viečar katańniem na sankach z vysokaha bierahu rečki Bobr. Z zabytym niedzie ŭ minułym vieku dureńniem i bieskłapotnaściu.
A na ranicu ŭžo ździvicca ŭ babroŭskaj carkvie, raśpisanaj Puškinym. Raśpisanaj tak, byccam tut pracavali dva mastaki — majstra ikonapisu j siamihadovy chłopčyk ź nieŭtajmavanaj fantazijaj. Voś uviersie pa-nad abłokami Mikoła-Cudatvorca, achoŭnik padarožnikaŭ, a ŭnizie marski bierah, płyvie parachod pad bieł-čyrvona-biełym ściaham, lacić samalot z adpaviednymi kolerami na chvaście, uspłyvaje padvodnaja łodka... Abraz našaha stahodździa. A voś la «Strašnaha suda» ździŭleńniu majmu sapraŭdy nie było miežaŭ. Jak dumajecie, kaho ja ŭbačyŭ u puškinskim piekle? Jedźcie, padziviciesia.
Kalady — dobraje słova. Jano smačna pachnie marozam i dymam z kominaŭ. Na Kalady jak nikoli chočacca havaryć ludziam pryjemnaje. A pa Kaladach karcić dačakacca nastupnych. Jak fajna, što viek tolki pačynajecca. I ja viedaju, kudy treba jechać śviatkavać nastupnyja Kalady.
Źmicier Bartosik
Kamientary