Archiŭ

Hajnrych Biol. Moj sumny tvar

№ 14 (276), 12 krasavika 2002 h.


Hajnrych Biol

Moj sumny tvar

Kali ja stajaŭ la havani, nazirajučy za čajkami, moj sumny vyraz tvaru kinuŭsia ŭ vočy palicyjantu, jaki patrulavaŭ kvartał. Ja zahledzieŭsia na ptušak, jakija łunali, raz-poraz kidajučysia ŭvierch i ŭniz z daremnym spadziavańniem znajści štości jadomaje: port byŭ zakinuty, na karoślivaj skury tłustaj zielenavataj vady hojdałasia śmiećcie; nivodnaha karabla, zaržełyja krany, składavyja pamiaškańni z pravalenymi strechami; pacuki ŭ čornych ruinach la nabiarežnaj, cišynia. Suviaź z vonkavym śvietam pierarvałasia tut šmat hod tamu.

Ja pilna sačyŭ za palotam adnoj čajki. Pužlivaja, jak łastaŭka, što pradčuvaje niepahadź, jana łunała nad samaj pavierchniaj vady i tolki čas ad času, z praniźlivym krykam, advažvałasia kinucca ŭhoru, da siabrovak.

Ja žadaŭ u toj momant tolki adnaho — mieć chleb, kab karmić čaic, adščykvać kroški i stavić peŭnyja biełyja kropki na ichnych biazładnych palotach, vyznačać cel, da jakoj jany mahli b lacieć, zasiarodzić hetaje łunańnie pierabłytanych šlachoŭ na kidku kavałka chleba, padchoplivajučy kirunki palotaŭ, jak heta robiać sa źviazkaj šnuroŭ.

Ale ja byŭ taki ž hałodny, jak i jany, taki ž stomleny, ale ščaślivy, niahledziačy na moj smutak, bo było dobra stajać tut, ruki ŭ kišeniach, nazirać za čajkami i pić tuhu.

Raptam na majo plačo lahła ruka i čyjści hołas zahadaŭ: “Chadzicie za mnoju!” Pry hetym ruka pasprabavała schapić mianie za plačo i rezka paviarnuć. Ja zastaŭsia stajać, stros ruku ź plača i spakojna spytaŭ:

— Vy što, zvarjacieli?

— Tavaryš, — adkazaŭ niabačny mnie čałaviek, — ja Vas papiaredžvaju…

— Panie, — papraviŭ ja.

— Panoŭ niama, — vyhuknuŭ toj hnieŭna. — My ŭsie tavaryšy!

Jon padstupiŭsia bližej, zirnuŭ na mianie zboku, i ja byŭ vymušany schavać svoj ščaślivy letucienny pohlad i patanuć u jahonych sumlennych vačach. Hety čałaviek va ŭniformie byŭ surjozny, jak bujvał, jaki dziesiacihodździami nia žor ničoha, akramia abaviazku.

— Ź jakoj pryčyny… — pačaŭ ja.

— Pryčyna dastatkovaja, — adkazaŭ jon. — Vaš sumny tvar.

Ja zarahataŭ.

— Nie śmiajacca! — jahony hnieŭ byŭ niepadrobny. Spačatku ja padumaŭ, što jamu prosta sumna, bo nia schoplenaja nivodnaja niezarehistravanaja prastytutka, nivodzin marak, jaki ledź trymajecca na nahach, nivodzin złodziej ci ŭciakač. Ale ŭ nastupny momant ja adčuŭ, što heta było surjozna: jon chacieŭ zatrymać mianie.

— Chadzicie za mnoju!

— Za što? — zapytaŭ ja spakojna, adnak jon užo nie tłumačyŭ — majo levaje zapiaście niečakana abviŭ tonki łancuh. U hety momant ja zrazumieŭ, što znoŭku prapaŭ, i, apošni raz zirnuŭšy na bieskłapotnych čajek u pryhožym šerym niebie, pamknuŭsia byŭ kinucca ŭ vadu. Mnie zdavałasia, što lepš zachłynucca ŭ hetych brudnych pamyjach, čym być zadušanym siaržantam u niejkim zakutku albo znoŭ sieści ŭ turmu. Ale palicyjant imhnienna padciahnuŭ mianie tak blizka da siabie, što ŭcioki zrabilisia niemahčymyja.

— Ale za što? — zapytaŭ ja iznoŭ.

— Jość zakon, zhodna ź jakim Vy musicie być ščaślivym.

— Ja ščaślivy! — kryknuŭ ja.

— Vaš sumny tvar… — jon pachitaŭ hałavoju.

— Ale ja nia čuŭ pra taki zakon!

— Niaviedańnie zakonu nie vyzvalaje ad pakarańnia. Pazaŭčora pra jaho było abvieščana praz usie hukaŭzmacnialniki, va ŭsich hazetach, a dla tych, — tut jon kinuŭ na mianie pahardlivy pozirk, — chto nia mieŭ asałody ciešycca paviedamleńniami presy i radyjo, pa ŭsich vulicach byli raskidanyja ŭlotki. Tak što tre budzie jašče razabracca, dzie Vy, tavaryš, bavili apošnija tryccać šeść hadzinaŭ.

Jon paciahnuŭ mianie. Tolki ciapier ja adčuŭ, što dzień chałodny, a ŭ mianie niama palito, tolki ciapier mianie pačaŭ dajmać hoład i zaburčała ŭ straŭniku, tolki ciapier ja ŭśviadomiŭ, što ja brudny, niaholeny, abarvany i što isnujuć zakony, pavodle jakich kožny tavaryš pavinien być čysty, paholeny, ščaślivy i syty. Jon pchaŭ mianie pierad saboju, jak pudziła, złoŭlenaje na kradziažy, jakoje musić pakinuć miaściny svaich maraŭ i znoŭ apynucca na ŭskrajku pola. Vulicy byli pustyja, daroha da pastarunku niedalokaja. Choć ja i viedaŭ, što ŭ chutkim časie znoŭ znajšłasia b pryčyna, kab schapić mianie, na sercy stała ciažka. Jon vioŭ mianie praź miaściny majho junactva, jakija ja źbiraŭsia naviedać paśla havani: sady, niekali poŭnyja kustoŭja, pryhožyja ŭ svajoj nieŭparadkavanaści, koliś zarosłyja ściažynki — usio heta było ciapier splanavanaje, pastryžanaje, čystaje, čatyrochkutnaje, padrychtavanaje da paradaŭ, jakija patryjatyčnyja farmavańni ładzili tut štotydnia ŭ paniadziełak, sieradu i subotu. Tolki nieba i pavietra byli raniejšyja, jak i ŭ tyja dni, kali majo serca poŭniłasia marami.

Mimachodź ja zaŭvažyŭ, što nad adnoj z kazarmaŭ dla kachańnia ŭžo vyviešany dziaržaŭny ściah dla tych, kamu ŭ sieradu nadyšła čarha spaznać hihijeničnuju radaść; niekatoryja nadzielenyja paŭnamoctvami piŭnyja ŭžo vyviesili nad dźviaryma vyrazany ź blachi kufal, razmalavany ŭpopierak dziaržaŭnymi kolerami: śvietła-rudy, ciomna-rudy, śvietła-rudy. Viadoma, radaść užo panavała ŭ sercach tych, chto byŭ uniesieny ŭ dziaržaŭny śpis pitakoŭ pa sieradach i moh paspytać piva ŭ hety dzień.

Usie ludzi, jakich my sustrakali, nibyta vypramianiali starannaść, tonki fluid ruplivaści achoplivaŭ kožnaha pa miery nabližeńnia palicyjanta; usie paskarali krok, rabili zakłapočany vyhlad, a žančyny, jakija vychodzili sa składoŭ, nadavali svaim tvaram vyraz taje badzioraje viesiałości, jakuju jany musili vykazvać ad uśviedamleńnia važnaści ŭskładzienych na ich abaviazkaŭ chatniaj haspadyni, jakaja štoviečar aśviažaje siły dziaržaŭnaha rabotnika smačnymi stravami.

Ale ŭsie hetyja ludzi sprytna paźbiahali nas — nichto ź ich nie pierachodziŭ nam darohu, lubyja prykmiety žyćcia źnikali za dvaccać krokaŭ ad nas, kožny staraŭsia chutčej uvajści ŭ skład ci zaviarnuć za roh budynku, sioj-toj moh uskočyć u najbližejšy padjezd i spałochana čakać za dźviaryma, pakul nia ścichnuć našyja kroki.

Tolki raz na skryžavańni nam sustreŭsia stary sa značkaj školnaha nastaŭnika na hrudziach; jon nie paśpieŭ uchilicca, i jamu zastavałasia tolki — pryvitaŭšy, zhodna z pradpisańniem, palicyjanta i ŭ znak poŭnaj pakorlivaści trojčy plasnuŭšy siabie dałońniu pa hałavie — vykanać svoj abaviazak: plunuć mnie trojčy ŭ tvar z abaviazkovym vykrykam: “Zdradnickaja śvińnia!” Jon dobra paceliŭ, ale dzień byŭ haračy i ŭ jahonym horle było sucha, tamu ŭ mianie trapili tolki vartyja žalu pustyja charki. Ja, nasupierak pradpisańniu, mižvoli pasprabavaŭ vyciercisia rukavom. Za heta palicyjant lasnuŭ mnie nahoju pad zad, daŭ hrymaka pa chrybcie i skazaŭ spakojnym hołasam: “Pieršaja stupień”, — to bok pieršaja, samaja miakkaja forma pakarańnia, jakuju vykarystoŭvaje kožny palicyjant.

Školny nastaŭnik zaśpiašaŭsia preč. Usie ad nas chavalisia, tolki adna žančyna, što jakraz pravietryvała, zhodna z pradpisańniem, kazarmu kachańnia pierad viečarovymi radaściami, blednatvaraja azyzłaja blandynka, pasłała mnie vobmielham pavietrany pacałunak. Ja ŭśmichnuŭsia z udziačnaściu, a palicyjant zrabiŭ vyhlad, što jon ničoha nie zaŭvažyŭ. Hetym žančynam dazvalajecca toje, za što luboha inšaha abaviazkova pakarali b, bo jany robiać vielmi važny ŭniosak va ŭźniaćcie ahulnaj pracoŭnaj radaści. Ich ličać jak by pa-za zakonam — sastupka, značnaść jakoj jak prykmietu pačatku liberalizacyi zaklajmiŭ dziaržaŭny filozaf doktar Blajhiot u abaviazkovym dla ŭsich časopisie pa dziaržaŭnaj filazofii. Ja pračytaŭ heta dzień tamu pa darozie ŭ stalicu, znajšoŭšy ŭ viaskovaj prybiralni niekalki vydranych staronak, jakija student — vidać, haspadarski syn — paznačyŭ daścipnymi kamentarami.

Na ščaście, my paśpieli dajści da pastarunku pierš, čym syreny abviaścili pra kaniec pracoŭnaha dnia i na vulicy vyvalili tysiačy ludziej ź lohkimi prykmietami ščaścia na tvarach (bo było zahadana ŭ takich vypadkach nie vykazvać vialikaj radaści, kab nie zdavałasia, što pracu rabili pad prynukaj; burnaja viesiałość musiła panavać na pačatku pracy — burnaja viesiałość i śpievy): usie hetyja tysiačy plavali b na mianie. Zrešty, jašče dziesiać chvilinaŭ paśla hudka kožny pracaŭnik musiŭ hruntoŭna abmyvacca, zhodna ź lozunham tahačasnaha kiraŭnika dziaržavy: ščaście i myła.

Dźviery kvartalnaha pastarunku, prostaj betonnaj kałody, achoŭvalisia vartavymi, jakija pryniali nieabchodnyja fizyčnyja miery: mocna vyciali mianie prykładami pa bakach i rulami ŭ plečy, zhodna z preambułaj da dziaržaŭnaha zakonu №1: “Kožny palicyjant pavinien prademanstravać kožnamu schoplenamu svaju siłu, za vyklučeńniem palicyjanta, jaki jaho schapiŭ, bo apošni budzie mieć ščaście ździejśnić nieabchodnyja fizyčnyja mierapryjemstvy na dopycie”. Dziaržaŭny zakon №1 hučyć tak: “Kožny palicyjant moža pakarać kožnaha, jon musić pakarać kožnaha złačyncu. Biespakaranaści nie isnuje ni dla koha z tavaryšaŭ, jość tolki mahčymaść nia być pakaranym”.

My minuli doŭhi pusty kalidor z mnostvam vialikich voknaŭ, dźviery aŭtamatyčna rasčynilisia, bo achoŭniki ŭžo paviedamili ŭsim pra našaje prybyćcio, a ŭ tyja dni, kali ŭsie byli ščaślivymi, sumlennymi dy prystojnymi i kožny staraŭsia zmylić pradpisanyja jamu na dzień paŭkilahrama myła, schapić (aryštavać) kahości za štości było ciažka.

My ŭvajšli ŭ amal pusty pakoj ź piśmovym stałom, telefonam i dvuma kresłami, ja pavinien byŭ stać pasiaredzinie pakoju; palicyjant źniaŭ svoj šlem i sieŭ.

Spačatku było cicha i ničoha nie adbyvałasia; jany robiać tak zaŭsiody; heta najhorš; ja adčuvaŭ, jak nijakavieje moj tvar, ja byŭ stomleny i hałodny, apošni śled taho ščaślivaha sumu źnik, bo ja viedaŭ, što prapaščaja maja sprava.

Praz kolki sekundaŭ moŭčki źjaviŭsia blednatvary vysoki mužčyna ŭ karyčnievaj uniformie śledčaha dla papiarednich dopytaŭ; jon sieŭ i tolki paśla pahladzieŭ na mianie.

— Prafesija?

— Prosty tavaryš.

— Naradziŭsia?

— 1. 1. pieršaha, — adkazaŭ ja.

— Apošni zaniatak?

— Viazień.

Abodva pierahlanulisia.

— Kali i dzie vyzvaleny?

— Učora, dom 12, kamera 13.

— Kudy zvolnieny?

— U stalicu.

— Dakument.

Ja dastaŭ z kišeni paśviedčańnie ab vyzvaleńni i padaŭ jamu. Jon prymacavaŭ jaho da zialonaj karty, u jakuju zapisvaŭ maje źviestki.

— Za jakoje złačynstva?

— Ščaślivy tvar.

Abodva pierahlanulisia.

— Rastłumačyć, — zahadaŭ śledčy papiaredniaha dopytu.

— Tady, — skazaŭ ja, — moj ščaślivy tvar kinuŭsia ŭ vočy palicyjantu, bo była abvieščanaja ahulnaja žałoba. Heta byŭ dzień śmierci Kiraŭnika.

— Praciahłaść pakarańnia?

— Piać.

— Pavodziny?

— Drennyja.

— Pryčyna?

— Niedastatkovy ŭdzieł u pracy.

— Skončana.

Śledčy dla papiarednich dopytaŭ padniaŭsia, padyšoŭ da mianie i dakładnym udaram vybiŭ mnie try piarednija zuby: znak taho, što ja recydyvist, — uzmocnienaja miera pakarańnia, na jakuju ja nie raźličvaŭ. Paśla śledčy dla papiarednich dopytaŭ vyjšaŭ i zamiest jaho źjaviŭsia toŭsty dziaciuk u ciomna-rudoj formie — śledčy.

Jany bili mianie ŭsie: śledčy, staršy śledčy, hałoŭny śledčy, sudździa pačatkovaj i sudździa apošniaj instancyi, a palicyjant vykarystaŭ usie fizyčnyja miery, jak i praduhledžvałasia zakonam. I jany zasudzili mianie za moj sumny tvar na dziesiać hadoŭ, jak jany zasudzili mianie piać hod tamu za moj ščaślivy tvar na piać hadoŭ.

Nadalej ja budu namahacca nia mieć nijakaha tvaru, kali zdoleju vytryvać nastupnyja dziesiać hadoŭ ščaścia i myła...

Pierakłała ź niamieckaj
Raisa Kryvalcevič

 

Hety tvor Hajnrycha Biola drukujecca pa-biełarusku ŭžo ŭ trecim pierakładzie. Raniej apaviadańnie “Moj sumny tvar” źmiaščała “Krynica” (№1—2001) u pierakładzie Volhi Hurło, a ŭ pierakładzie Alesia Piatkieviča — “ARCHE” (№2—2001). U “Našaj Nivie” svaju versiju sumnaha tvaru našaha času prapanuje Raisa Kryvalcevič.


 

Hajnrych Biol — niamiecki piśmieńnik, laŭreat Nobeleŭskaj premii. Naradziŭsia ŭ 1917 h. u Kiolnie ŭ katalickaj siamji. Baćka Hajnrycha, skulptar Viktar Biol, vychoŭvaŭ syna na humanistyčnych ideałach, relihijnaści. Hajnrychu było 16, kali da ŭłady ŭ krainie pryjšli fašysty. U toj čas jon vučyŭsia ŭ himnazii. Z dvuchsot vučniaŭ tolki čaćviora ci piaciora nie naležali pierad vypuskam da “Hitleriuhiendu”. Siarod ich — Biol. Pa subotach, kali inšyja himnazisty maršyravali i vyvučali zbroju, hetym čatyrom-piaci davodziłasia vykonvać brudnuju pracu, prybirać pamiaškańni. U Kiolnskim universytecie Hajnrych paśpieŭ pravučycca tolki miesiac — pačałasia vajna. Žorstki absurd kazarmavaha bytu, razumieńnie biazhłuzdaści i złačynnaści vajny pieraśledavali sałdata vermachtu Hajnrycha Biola ŭsie šeść hadoŭ na froncie. Jon namahaŭsia ŭchilicca ad vajny: symulavaŭ chvaroby, dvojčy padrablaŭ dakumenty, sprabavaŭ dezerciravać. Polšča, Francyja, SSSR, ranieńni, jakich Biol prahnuŭ, adčajnaje žadańnie vyžyć i viarnucca da svajoj siamji: u 1942 h. jon ažaniŭsia z Hannaj-Maryjaj Cech. Za čas vajny Biol napisaŭ joj kala troch tysiač listoŭ…

Tvory niamieckaha piśmieńnika pieraklikajucca z prozaj Vasila Bykava. Taja samaja tema — los maleńkaha čałavieka ŭ dyktatarskaj dziaržavie, prablema vybaru i ŭnutranaha supracivu, supraćstajańnia złu. U časie vajny abodva piśmieńniki ŭdzielničali ŭ adnych i tych ža bajach na terytoryi Małdavii — z roznych bakoŭ. Paznajomilisia jany ŭ 1983 h. na kanhresie piśmieńnikaŭ u Kiolnie. Bykava kranuŭ vobrazny bioleŭski zaklik da prymireńnia i pieraadoleńnia varožaści praź luboŭ.

Biol pamior u 1985 h. Časopis “Spiegel“ źmiaściŭ nekraloh: “Antyfašyscki, antymilitaryscki, antyburžuazny piśmieńnik Biol, katalik, jaki krytykavaŭ carkvu, letapisiec i zastupnik maleńkich ludziej, jaki pahardžaŭ usialakaj ijerarchijaj...”.

R.K.

 


Kamientary

«Jana daŭnavata ŭ Biełarusi». Baćka Anžaliki Mielnikavaj pryznaŭsia, što jana žyvaja i zdarovaja90

«Jana daŭnavata ŭ Biełarusi». Baćka Anžaliki Mielnikavaj pryznaŭsia, što jana žyvaja i zdarovaja

Usie naviny →
Usie naviny

Iran pakaraŭ śmierciu troch maładych demanstrantaŭ4

Jak ciapier vyhladaje rynak «Ždanovičy», dzie idzie vialikaja budoŭla FOTY1

Žonka vyzvalenaha palitviaźnia Kima Samusienki apublikavała fota muža

U Rasii chočuć pryniać zakon, kab možna było ŭvodzić vojski ŭ krainy, dzie aryštavali rasijan16

U Iranie zabili aficyjnaha śpikiera KVIR3

Aryštavanych pa spravie kniharoŭ pieraviali ŭ SIZA KDB. Siarod ich i dačka adnaho sa schoplenych4

Cichanoŭskaja voźmie ŭdzieł u šeści ŭ Varšavie z nahody Dnia Voli4

Maks Korž anansavaŭ vialiki kancert u Stambule

U śpisie vyzvalenych 52‑hadovy miecenat Siarhiej Junčyc2

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

«Jana daŭnavata ŭ Biełarusi». Baćka Anžaliki Mielnikavaj pryznaŭsia, što jana žyvaja i zdarovaja90

«Jana daŭnavata ŭ Biełarusi». Baćka Anžaliki Mielnikavaj pryznaŭsia, što jana žyvaja i zdarovaja

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić