Stajała na niamiskim uzvyššy dreva. Stary, mahutny kaštan, z razłožystymi halinami, by rukami, što kranajuć nieba. Mienski staražył.
Paziraŭ z pahorku na mituślivuju biehaninu dy adnym svaim vyhladam zamarudžvaŭ navokał čas. Ź jakoha miesca vulicy ni zirnieš na dreva — ubačyš nadziejnaha vartaŭnika malaŭničych damkoŭ za jaho śpinaj, viežaŭ Maryinskaha kaściołu i navat, kali ŭhladziecca, ratušnaha viarška. Unizie ŭžo splažyli staryja padmurki, zavalili dźvie vialikija tapoli, ryjuć čarhovy katłavan u płastach XVII st. Dziki plušč užo nie začyrvanieje ŭ kastryčniku na šurpataj cahlanaj ścianie, a paparać, što raście ŭ raskolinach, zasypluć druzam. My ž nia budziem užo maładymi ŭ paraŭnańni ź niemałym viekam mahutnaha dreva, zatoje zrazumiejem, čamu Rym i ciapier nazyvajuć «viečnym horadam».
Što zaminaje hetym ubohim prajektavalnikam bačyć? Zrezali pahorak na Vierchnim horadzie, źniaviečyli spradviečny mienski łandšaft. Stopčuć i toj, na jakim stajała dreva. Pazbaviać duchu daŭniny reštu niamiskich dvaroŭ, damkoŭ, dy ŭtyrknuć pobač šklanuju śmiardziučuju pačvaru, chiba što z błakitnymi voknami, maŭlaŭ, kab nahadvali padziemnuju rečku.
My pramaŭlajem słovy «Miensk», «Niamiha», «Śvisłač», «Piarespa», «Nieba», «Ziamla», «Dreva» jak začur ad kalectva.
Volha Babkova
Kamientary