Pra knihu Flaryjana Iliješa «1913. Leta stahodździa».
Viena (pakul jašče ni ŭ čym nie vinavataja), studzień 1913 hodu.
Pa adnoj sa ściežak nia nadta ludnaha parka Šonbrun kročyć nikomu nie viadomy rasiejski emihrant z pajedzienym vospaju tvaram. Źmiarkajecca rana, voś i ciapier jašče tolki pačatak na šostuju, a ŭžo ciažka razhledzieć tvary minakoŭ – dy emihrant asabliva i nie pryhladajecca da hetych ni na što nia zdolnych i absalutna nie cikavych jamu aŭstryjakaŭ: jon abdumvaje svajo viartańnie, bo rašuča nastrojeny praciahvać baraćbu.
Tak, jon – revalucyjaner, jak, badaj, usie tutejšyja Russen; paplečniki zavuć jaho Stalin, i jamu heta padabajecca: rana pastaleły, strašny, niastryžany, jon pavoli idzie pamiž zastyłych u sutońni, jak stalaktyty, drevaŭ. Nasustrač jamu vypłyvaje postać niejkaha tubylca – tubylec vietliva prypadymaje kapialuš, i Stalin nieachvotna robić toje samaje. Navat kali b jon viedaŭ, kaho sustreŭ tolki što u parku, hety pachiły minak naŭrad ci b jaho zacikaviŭ: 23-hadovy mastak-niaŭdalica, žychar «mužčynskaha domu», načležki dla biazdomnych, Adolf Hitler, jaki nia moža kupić sabie navat šklanku małaka, i tamu idzie ŭ park, kab biessensoŭnym błukańniem pa jahonych alejach zahłušyć hoład. Takich tut proćma…
Heta była ich pieršaja i apošniaja sustreča.
Mahčyma, takich sustreč było niekalki.
Mahčyma, ich nie było naohuł.
Ale jany mahli być, upeŭniena kaža Flaryjan Iliješ, jaki napisaŭ hałoŭny niamiecki bestseler minułaha hodu: knižku pad nazvaj «1913. Leta stahodździa». I spračacca ź im nie vypadaje, dyj nia chočacca. Chočacca dadumvać i raskviečvać jahonuju chroniku ŭłasnymi zdahadkami, chočacca praciahu, a praciah viedama jaki – «vosień, vosień, panovie, chałodnaja vosień». Ajnštajn moh pić piva ŭ Prazie, siedziačy pobač z Kafkam – i heta nia mienš važna za teoryju adnosnaści.
Na bolš čym trochstach staronkach Flaryjan Iliješ raskazvaje anekdoty – nie pra Štyrlica i Bormana i nie pra radystku Ket, a anekdoty ŭ ichnym sapraŭdnym značeńni – apoviedy pra zajmalnyja momanty žyćcia histaryčnych asobaŭ, jakija zdarylisia ŭ 1913-m. Dzień za dniom i miesiac za miesiacam u knizie Iliješa razhortvajecca hod, poŭny niaznačnych padziej, jakija nieŭzabavie zrobiacca amal nievierahodnymi: vyśvietlicca, što jany paŭpłyvali na žyćcio cełaha kantynentu.
Kantynent, što praŭda, pakul što nie pierajmajecca – Eŭropa kachaje, raŭnuje, baluje, stralaje pa hałubach, i ŭsio z takim pałam, jak pierad kancom śvietu, Eŭropa pierasadžvajecca ź ciahnika na ciahnik, z parapłavu na parapłaŭ, šukaje hrošy na zabavy i na žytło, biare ŭ doŭh i nie źbirajecca ničoha viartać. Eŭropa tvoryć: varjactva ŭsio ciažej adroźnić ad mastactva, i naadvarot; Eŭropa taruje šlach sabie i inšym, ale pakul što sama nia viedaje, kudy mienavita. 1913 – hradus napruhi robicca ŭsio vyšejšy, ruchavik žarściaŭ razahnany da maksymalnaj chutkaści. Nastupnaja stancyja – kancavaja, prośba pakinuć modnyja salony.
Luty. Marsel Dziušan pakazvaje ŭ Niu-Jorku svaje skandalnyja šedeŭry, a vienki pazirujuć aholenymi Oskaru Kakošku, Hustavu Klimtu i Ehanu Šyle dy płaciać 100 kronaŭ za vizyt da doktara Frojda. Erchiercah Franc Ferdynand raźjaždžaje ŭ pazałočanym aŭto i hulaje z cacačnaj čyhunkaj, u Barselonie naradžiecca čałaviek, jaki niekali zabje ledarubam Trockaha, a toj akurat znajomicca sa Stalinym. Sakavik: Šonberh u prysutnaści publiki atrymlivaje aplavuchu za svoj nievynosny kancert, Kafka jedzie ŭ Berlin da Felicy i choča vypravicca ź joj na špacyr, kab skazać usio, usio, usio! – ale heta Kafka, i aprača tekstu, u jaho ničoha nie vychodzić, u Rajnera Maryja Rylkie nasmark, i jon piša vieršy, u adnoj ruce piaro, u druhoj smarkatka, Virdžynija Vułf stavić apošniuju kropku ŭ svajoj pieršaj knizie.
Krasavik, travień, červień… Śviet, jak pryhožaja puchlina, nabryniaŭ hnojem i kryvioj, «Lačyć!» – čujucca pieršyja niaśmiełyja hałasy, potym hetyja ludzi apranuć karyčnievyja kašuli i čornyja skuranki kamisaraŭ, ale lačycca pakul što nichto nia choča, puchlinu tak i karcić namalavać, heta tak pryhoža: puchlina, jakaja chutka łopnie i zapyrskaje ŭsio navokał žyvymi i sałodkimi kroplami.
Kiepska budzie. Ale pakul što ŭsie žyvyja, złosnyja i apantanyja časam, u jaki trapili. I ŭ 2015 adčuvaješ da ich zajzdraść, i addaŭ by tracinu žyćcia, kab spuścicca da ich i apynucca ŭ Lecie stahodździa.
Lipień, žnivień, vierasień… Ničoha nie źmianiajecca: skažam, 51-hadovy Klimt žyvie jak žyŭ, u maci, ranicaj u majsterni jaho sustrakaje tuzin hołych madelek i zapyrskany farbami chałat, jaki jon nadziavaje prosta na kaścium Adama, a paśla ciažkaha pracoŭnaha dnia – viačera z mamašaj i pachod u teatr. I voś užo zabyty ciapier, a tady ŭpłyvovy krytyk dapisvaje svoj paskvil na knižku Tomasa Mana, zaŭtra za abiedam hier Man pračytaje jaho ŭ vahonie miunchienskaha ciahnika i ŭ rospačy zadumajecca, ci nia kinuć jamu hetuju litaraturu, što nia maje litaści – bo manaŭ u joj i tak chapaje… ale maneŭr nia ŭdasca ni ŭ pieršaha, ni ŭ druhoha, i tolki novaje stahodździe rasstavić usio pa svaich miescach.
Novaje? Tak, bo ciapier my viedajem, što dzieviatnaccataje stahodździe skončyłasia ŭ 1914, i hod, pra jaki piša Iliješ – apošni hod vialikaj epochi, hod kančatkovaj admovy ad usich tarmazoŭ i sałominak, jakija jašče mahli ŭratavać śviet.
Usie hieroi hetaj knihi majuć niajasnaje pradčuvańnie kanca – i śpiašajucca žyć. Što napišuć pra nas praz stahodździe? Što my taksama žyli napiaredadni vialikaj vajny – i nie adčuvali, što padajem u biezdań? Ci zachoča niechta addać svaju tracinu žyćcia, kab udychnuć chacia b na dzień naš čas, našaje leta, i zrazumieć nas? Ci budziem my vartyja chroniki? Choć dla biełarusaŭ tut važniejšaje inšaje pytańnie: kali praz sto hadoŭ nadydzie momant, ci voźmuć nas naohuł u chroniku?
Niekali ja pisaŭ, što našyja biełaruskija dzievianostyja skončylisia dzieści ŭ 2006. Systema, na jakoj jany stajali, takija niepachisnyja i viečna maładyja, biez marščynak, jak pomniki, pazbaviłasia svajho hruntu, usie klasyki pamierli, usie palityki rasčaravali, dyktatar zrabiŭsia chitrejšy, łukašyzm kančatkova zamianiŭ savieckaść – u takoj sytuacyi było vyrašana, što najlepšaje zmahańnie – padpolnaje, što treba niešta rabić, treba sychodzić z vulic i iści ŭ ofisy. Usio, što ciapier adbyvajecca, našyja knižki, fiški, fraški i inšy nonfikšn – što heta: pačatak novaj epochi abo prosta zaciahnuty kaniec staroj?
Pra heta mižvoli dumaješ, čytajučy viasiołuju chroniku Iliješa – pra toje, jak ludzi vynachodzili novuju movu, kab abviaścić joj pra kaniec śvietu, i dumali pry hetym, što dajšli da apošniaj miažy.
Niekatoryja z maich niamieckich znajomych kažuć, što «1913» – heta ŭ peŭnaj stupieni kič i papsa. Pa-pieršaje, tamu, što dobraja i razumnaja knižka nikoli nie mahła b apynucca na pieršym miescy ŭ rejtynhu «Špihiela». A jašče tamu, što kniha Iliješa nia kaža ničoha novaha, nie stvaraje novych sensaŭ, adzinaje, što jana robić – heta składvaje razam raskidanyja pa słaboj čałaviečaj pamiaci padziei ŭ dziŭnym, ale zakonnym paradku i daje mahčymaść zirnuć na toj ašaleły hod z takoj perspektyvy, ź jakoj historyki hidziacca, a palityki pabojvajucca. Inšyja, bolš abaznanyja, namiakajuć, što hetaja kniha – nia bolš čym dziaržzamova da jubileju pieršaj suśvietnaj, vykanańnie jakoj vypadkova akazałasia našmat lepšym, čym zadumvali čynoŭniki. Nam by takija dziaržzamovy – i śviet pierakuliŭsia b. Nam by taki nonfikšn – i toje miesca, kudy b jon pierakuliŭsia, padałosia b nam bolš znajomym i ŭtulnym, čym my dumajem.
Nas nia tak užo j mała – tych, chto lubić čytać pra 1913 značna bolš, čym pra 2013 i navat pra 2014. Nam usim zdajecca, što z nami tut ničoha nie adbyvajecca, tolki čarada niejkich sumnych i drobnych padziej. A leta stahodździa pavoli skančajecca, kocicca z hary, jak patuchłaje sonca, kožny dzień ty čytaješ pra toje, što dziejecca va Ŭkrainie, i pra rasiejski marazm, i nia chočaš pryznavać, što vajna idzie paŭsiul, prosta nichto jašče nia daŭ joj sto hadoŭ, kab nas mahli nazvać narešcie žycharami apošniaha leta.
Niekali ŭ dziacinstvie ja ŭpieršyniu vyjšaŭ na scenu i apynuŭsia pierad publikaj. U školnaj aktavaj zali adbyvałasia navahodniaja pastanoŭka «Dvanaccaci miesiacaŭ» Maršaka, kazki, jakuju, vidać, u tych samych aktavych zalach staviać i dahetul. Adnaho z čubatych małojcaŭ-miesiacaŭ u kalarovych chałatach z posachami ŭ rukach musiŭ hrać ja. Zdajecca, mnie vypała być studzieniem. Nia pamiataju ŭžo, jakija tam byli słovy i ŭ čym dakładna byŭ siužet, pamiataju, treba było zrabić krok napierad, hruknuć svaim kijem pa scenie i skazać niešta hrymotnym hołasam. Nie biez zamirańnia serca ja zrabiŭ toje, što ad mianie chacieli, vyjšła niejak kryva, mlava, z zapinkaj – i nastaŭniki zaśmiajalisia. Ciapier niekatorych ź ich užo niama ŭ žyvych. Ciapier ja dumaju, što byŭ tady niečym padobny da studzienia 1913-ha: biazładny hrukat, śmiech u zali, bal-maskarad, a za aknom budučaje, pra jakoje niechta napiša knihu.
Kamientary