№ 8 (105) 29 krasavika 1998 h.
Źjezd
Razdoru nie adbyłosia
Kali baču nieznajomuju knihu, mianie zaŭsiody ciahnie razharnuć jaje na luboj staroncy j prabiehčy vačyma chacia b adzin abzac. A raptam trapicca niešta takoje, što ja nidzie j nikoli nie čytaŭ, što prymusić mianie zazirnuć na inšyja bačyny dy ŭrešcie vykłaści svaje kreŭnyja za piśmieńnickuju pracu. Ale ž hetuju praceduru cikava pravodzić ź nieznajomymi knižkami. A kali bačyš na vokładkach viadomyja proźviščy siabroŭ Sajuzu piśmieńnikaŭ, što sabralisia na svoj čarhovy źjezd va ŭžo nie svaim domie, to spadziavańniaŭ być niečym ździŭlenym mienšaje. Praŭda, nie nastolki, kab nie razharnuć knihu ź viadomymi hierojami. Ci kab nie zajści naŭzdahad u zalu źjezdu. A raptam!..
Na hanku byłoha Domu litarataraŭ, kudy ja zbočyŭ u nadziei znachodki nieviadomaha siužetu, siadzieŭ apranuty ŭ biełuju vyšyvanuju kašulu paet Anatol Sys, pakłaŭšy na svaje stomlenyja ruki svaju «bujnuju hołovušku». Značyć, źjezd daŭno pačaŭsia. Darohu ŭ zalu mnie pieraharadzili dvoje małojčykaŭ u čornym. Narešcie ja nie biez zadavalnieńnia pakarystaŭsia «našaniŭskaju ksivaju», niby Štyrlic prajšoŭšysia praz strohi kantrol.
Jak vyśvietliłasia, mnie paščaściła patrapić na «zaviazku». Z trybuny vystupaŭ Vasil Zujonak. Ź pieršych replikaŭ pramoŭca prymusiŭ mianie naściarožycca. Jon kazaŭ što Sajuz piśmieńnikaŭ — adziny j apošni apłot biełaruskaj nacyjanalnaj idei. Ale na nastupnaj častcy pramovy, ź jakoj vynikała, što hety niesakrušalny apłot pavinien jak maha bolš hruntoŭna finansavacca dziaržavaju, ja rassłabiŭsia. Usio, što pramoŭca kazaŭ dalej, ja ŭžo niedzie nieadnojčy čuŭ. I z čym nikoli nia moh zhadzicca. I pra pamirajučy biaz rodnaje movy narod (pa-mojmu, jon niakiepska žyvie j bieź jaje). I pra harotny stan rodnaje movy (čamu ž harotny, kali na hetaj movie jość z kim vypić i z kim pasvarycca?). I pra niedachop biełaruskich škołak. Asabliva chvalavała šanoŭnaha dakładčyka, što ŭ Frunzenskim rajonie apošnija adsutničajuć całkam (a pa mnie, dyk škołaŭ dla dzietak biełarusaŭ całkam dastatkova, a Frunzenskamu rajonu «tak i nado»).
Dalej možna było nia słuchać i ja pieraklučyŭ uvahu na prezydyjum. Napieradzie ź biaź miery aduchoŭlenymi tvarami klasykaŭ siadzieli Ivan Šamiakin, Ivan Navumienka dy pasłaniec prezydenta Paškievič. Usie troje ŭ tacht dumkam pramoŭcy i ŭ znak zhody kivali mudrymi hałovami. Za imi ab niečym viesieła šaptalisia Hienadź Buraŭkin i Ihar Łučanok. Sonnaja zala čakała bankietu. A pakolki mnie vypić nie było z kim, ja vyrašyŭ pajści pa svaich spravach. Tak by mović, pakłaŭ tom na palicu, nie dačytaŭšy. Sys pa-raniejšamu siadzieŭ na tym samym miescy i ŭ toj samaj pastavie.
Uvieś dzień mianie nie pakidała dumka, što ja daremna syšoŭ. Što samaje cikavaje, jak zaŭždy, było napieradzie, a ja jaho prafukaŭ. Tamu bližej da viečara ja ryzyknuŭ iznoŭ adkryć XII tom historyi BSP. Hetym razam piśmieńnickaja bracija tusavałasia pa-za miežami zali. U kuluarach. Znajomyja litaratary zapeŭnivali mianie ŭ daremnaści majho sychodu. Ja ž nie pačuŭ, jak źništožyŭ Zamiatalina ŭ svajoj pramovie Hienadź Buraŭkin. A ź jakim pałymianym słovam za litaraturu vystupiŭ Nił Hilevič! A rasiejskamu desantu na čale z Vasilijem Białovym navat słova nie dali na našym suverennym źjeździe. A jak zaintryhavaŭ Paškievič skazaŭšy, što jon nie pačuŭ «kankretnych prapanovaŭ» pa hanararach. Ale čyrvonaj nitkaju praz usie kuluary prachodziła fraza: «raskołu nie adbyłosia». Kazałasia heta na panižanych tanach, vielmi daviaralna. Pra jaki raskoł havorka, ja nie zrazumieŭ. Ale ž jaki ty siońnia piśmieńnik, kali choć trochi nie jakabiniec.
Z bufetu raptam vylecieŭ i zapoŭniŭ saboju ŭsio «administrativnoje zdanije» znajomy hołas. «Ja nia budu hałasavać za Niaklajeva! Ja nie lublu hetaha čałavieka!» Ja paśpiašaŭsia na hołas. Va ŭsim zadavoleny saboju paet Niaklajeŭ papivaŭ harełku, a pa-nad im raskačvaŭsia Anatol Sys, asypajučy ščodrymi praklaćciami šlachietnuju hałavu adzinaha kandydata na pasadu staršyni arhanizacyi. Dumaju, Sys, jak zaŭsiody, byŭ adzinym «raskolnikam». Astatnija cudoŭna vykanali svaje roli j zasłužana napivalisia. «Maskali» nie prajšli, na čale SP staŭ małady «superahient», a administracyja PPRB — sucelnyja čytačy j prychilniki rodnaha słova. Dyk čamu nia pić? Vypiŭ i ja. Za praciah hetaha biaskoncaha ramanu.
Z.B.
Kamientary