Čytač «Źviazdy»: «U saviecki čas biełaruskaści było dastatkova, a siońnia — nie».
Čytač «Źviazdy»: «U saviecki čas biełaruskaści było dastatkova, a siońnia — nie».
U saviecki čas, kali vydańniaŭ na rodnaj movie vychodziła značna bolš, na abiedźviuch dziaržaŭnych čytaŭ z adnolkavym intaresam. A voś siońnia, kali traplaje ŭ ruki hazieta na biełaruskaj — niešta znutry patrabuje ŭčytacca ŭ kožny radok.
Zaŭvažyš hetkaje ŭ sabie — zdziŭlaješsia i razumieješ: što tady biełaruskasci było natolna dastatkova, a siońnia, na žal, nie. Telebačańnie pra naša, nacyjanalnaje havoryć pa‑rusku. Radyjo, abjaŭlajučy peŭnyja kanały biełaruskimi, u mnohich pieradačach zusim nie takoje.
Ad niejkaj moŭnaj niaŭtulnasci mianie ratuje «Źviazda». Pačnieš čytać — i adčuvaješ, što ty niby viartaješsia da rodnaj chaty, dzie vabna ŭsio, dzie miła. Mova, jakoj pišuć aŭtary, nie kalka, nie kliše, nie zajezdžany stereatyp, a svaja, vobraznaja, čystaja, jak kryničnaja vadzica. U joj niama mudrahielistych vykruntasaŭ, modnych zašmorhanych słoŭ i h.d.
Źmiest haziety pryciahvaŭ taksama, bo materyjały tut na luby hust. Nie šmatsłoŭje ci buchańnie ŭ bubien, nie lamant da ekstazu. Da taho ž...
Asabista mnie sutyknucca sa «Źviazdoj» daviałosia nieadnojčy. Na treci hod vajny partyzanstva ŭ našych lasach užo nabrała razmach. Čas byŭ lichi, trahičny: front niečakana moh razharnucca la kožnaha sielišča ci navat chutara.
U hady akupacyi partyzany dosyć časta prychodzili i na naš. Ja mały byŭ, ale dobra pamiataju, jak svajak Cichan z baćkam začynialisia ŭ kamory i doŭha havaryli, jak paśla maci davała hościu dva vialikija bochany chleba, i jon sychodziŭ.
Praz šmat hadoŭ, kali vyjšaŭ znakamity zahad śsialacca z chutaroŭ, na našym — padniali padłohu, baćka vychapiŭ z padpolla zžaŭcieły arkuš, doŭha hladzieŭ na jaho, addaŭ mnie:
— Na, mo ŭ instytucie spatrebicca?
— Što heta? — zapytaŭ ja.
— Padpolnaja «Źviazda».
Voś tady ja i daviedaŭsia, što prynosiŭ Cichan.
A potym u Minsku na domie, na rahu vulic Rymarskaj i Abutkovaj ubačyŭ došku, jakaja paviedamlała, što tut žyła siamja Voranavych, jakija addrukavali pieršy numar haziety‑padpolščycy.
Baćka i syn byli aryštavanyja i rasstralanyja.
Draŭlany damok advažnych patryjotaŭ zaraz źniesieny. Pamiatnaja doška pryvinčana na ścianie prybudovy da dzieviacipaviarchovika, dzie miescicca rajprakuratura Centralnaha rajona.
A mahło być i inakš — damok Voranavych dobra b zachavać, dobra b adčynić tam muziej haziety. Škada, što toj baćkaŭ numar jaje ja niekali addaŭ dla Usiesajuznaj vystavy biełaruskich vydańniaŭ.
Pry kamunistach «Źviazda» była ŭpłyvovym vydańniem, pavažanym, šyroka viadomym. Dy i zaraz... Hazieta nie pa prynuku znajšła svajho čytača.
Jana ž farmiravała narmatyŭnuju rodnuju movu. I skažu biez sumnievu — układ «Źviazdy» ŭ hety žyvatvorčy praces Biełaruskasci za 90 hadoŭ unikalny, badaj, jak ničyj inšy.
Byli jany inšyja, nie dažyli da siońnia. «Źviazda» dažyła, niahledziačy, što ciažkaściaŭ na jaje šlachu nie pieraličyć — vojny, represii, pierabudovy. Jana — sapraŭdy Biełaruskaja, učepista znitavanaja z historyjaj nacyi — vystajała.
Tym vieraśnioŭskim rankam, kali pračytaŭ, što pisałasia na pamiatnaj došcy chaty Voranavych, ja doŭha byŭ pad uražańniem. Voranavy, viadoma, byli kamunistami. «Źviazda» — była i zastavałasia sapraŭdy nacyjanalnaj biełaruskaj.
Ciapier čytajuć
Zamiest pareštkaŭ Vitaŭta za ścianoj Vilenskaj katedry znajšli tolki kuču kamianioŭ. Ale ŭłady Litvy hatovyja vydatkavać na praciah pošukaŭ jašče 1,5 miljona jeŭra
Kamientary