Čas idzie… Čas, uvohule, — niezvyčajnaja źjava ŭ viečnaści. Sapraŭdy, jon padobny da niejkaj niezvyčajnaj materyi.
Čas idzie… Čas, uvohule, — niezvyčajnaja źjava ŭ viečnaści. Sapraŭdy, jon padobny da niejkaj niezvyčajnaj materyi.
Tut, u vojsku, u lesie, jon ciahniecca, jak ślimak u suśvietnym padarožžy. Kali hladziš u budučyniu, zdajecca, tvoj dzień vyzvaleńnia jašče daloka‑daloka (u hety momant razumieješ, što takoje viečnaść), a kali hladziš nazad, to zdajecca, što praminuŭ chutka, navat chutčej, čym u kožnaha z vas, bo razumieješ, što ty asabliva ničoha nie zrabiŭ za hety hod.
Malunki ŭspaminaŭ pieranosiać ciabie z karantynu i dvuchtydniovaj vučebki adrazu ŭ hety les; tyja samyja štodzionnyja pejzažy (u zaležnaści ad sezonu mianiajucca tolki kolery: ź ciomna‑šeraha da žoŭtaha ci zialonaha); tyja ž budynki; tyja nadzvyčajnyja vypadki, jakija los prynosić usiaho tolki dva na miesiac, a astatni čas — na rozdumy, rozdumy…
-
«Jana nie vyhladała ščyraj, była ŭ mascy». Paŭlučenka pra sustreču Kaleśnikavaj ź biełaruskimi žurnalistami
-
Mošes: U ES źmirylisia, što Łukašenka nazaŭsiody zastaniecca ŭ zonie ŭpłyvu Rasii
-
Andrej Pavuk: Dzieci prosta pieraškadžajuć žyć, ja adpačyvaju ad taho, što ich niama. Biednaja Vola, maja byłaja žonka
Kamientary