Na praśpiekcie Pieramožcaŭ u Minsku, sustrelisia dva pryjacieli: łysy i sivy.
Łysy: Aleh, ty?!
Sivy: Ja! Vitalik?
Łysy: Jon! Voś i pabačylisia. Nie spadziavaŭsia, daliboh nie spadziavaŭsia!
Sivy: I ja. Dyk davaj, bratka, abdymiemsia: dvadcać hadoŭ minuła, jak raźvitalisia.
Łysy: Dvadcać piać.
Abdymajucca.
Sivy: Ale ty staŭ zdaraviak. A kaliś škiletam za vočy nazyvali.
Łysy: I ty, hladžu, nie z hałodnaha kraju prybyŭ.
Sivy: Nie, nie z hałodnaha: čaściakom dumaješ, jak nie źjeści, čym naadvarot. Nu, a jak hetki słaŭny plech zajmieŭ?
Łysy: Chacha… A na siabie ŭ lusterka daŭno hladzieŭ?
Sivy: Što lusterka, nadyś u mietro dziaŭčyna miesca sastupiła. Siadaj, kaža, dziadula, a to nožki stajać zabalać.
Łysy: I mianie daŭno dziaŭčaty va ŭtyl śpisali, ja na ich navat uvahi nie źviartaju, kab nie zasmučacca daremna. Nu, dzie ty ciapier? Z čaho žyvieš? Ty ž paśla ŭniviersiteta bieź śledu prapaŭ.
Sivy: Ja ž u Amieryku adrazu padaŭsia, tam i žyvu. U horadzie SentPoł, štat Miniesota. Dom, žonka, dzieci, sabaka. Uvohule, stoadsotkavy janki.
Łysy: A pracuješ dzie — u haziecie ci mo na telebačańni?
Sivy: Nie, na budoŭli, mular ja.
Łysy: Chto? Mular?
Sivy: Mular, i, viedaješ, da taho napraktykavaŭsia, što z zapluščanymi vačyma byŭ ścienku vymuroŭvaŭ. Dy voś jakaja historyja zdaryłasia: z ryštavańniaŭ upaŭ, čatyry rabry pałamaŭ, nahu, ruku vykruciŭ. Hod pa špitalach, potym strachoŭku vypłacili. Ciapier miljanier. Voś pa śviecie jezdžu, u Paryžy byŭ, u Rymie. Nu i pra rodnuju staronku nie zabyŭsia. Paciahnuła na viosku malenstva zirnuć. Ja ž ź Miadzielščyny, ź Lipnišak.
Łysy: I što, źmianiłasia vioska?
Sivy: Aha, płot novy vakoł mohiłak pastavili, a bolš ničoha. A ty?
Łysy: A što ja, jak i byŭ — tut usio.
Sivy: Pracuješ?
Łysy: Viadoma.
Sivy: I dzie, kali nie sakret?
Łysy: Jaki tam sakret — u śfiery, tak by mović, žyviołahadoŭli astalavaŭsia.
Sivy: Dy nu ciabie! Fiermier?
Łysy: Nie, na haspadara zavichajusia.
Sivy: A što hadujecie?
Łysy: Roznaje: trusoŭ, baranoŭ, kazłoŭ, taksama asłoŭ.
Sivy: Asłoŭ?!
Łysy: Aha, i mułaŭ.
Sivy: A ich navošta?
Łysy: Za ciahavitaść i pakorlivaść.
Sivy: I dobra zarablaješ?
Łysy: Hrech skardzicca: katedž pad Minskam maju, džyp «BMV». Syna ŭ Anhlii vuču, dačku. U Niamieččynie. Jašče paluboŭnicu zavioŭ, bo jakaja ŭžo z žonki kachanka… Ciapier vo jakraz ad jaje. Marusiaj kliču, jak našuju vykładčycu movy. Pamiataješ?
Sivy: Dziva što! Na Biełarusi ŭsie Marusi. Dyk ty bos?
Łysy: Dzie tam, prosty klerk.
Sivy: Oho! Jakaja ž u vas, u takim vypadku, haspadarka?
Łysy: Dy niemałaja, ahułam niekalki miljonaŭ hałoŭ nabiarecca, ale dakładna nieviadoma.
Sivy: Jak heta: chiba vy ich na Paleśsi, na bałotach trymajecie, što niamožna padličyć?
Łysy: Nie, tut, choć i na Paleśsi, viadoma, jość. Vo hladzi (pakazvaje rukoj na minakoŭ na praśpiekcie) — jany. Ale niekatorym usio niešta treba, usio mała; uvieś čas hojsajuć tudysiudy, šastajuć, jak złodziei, lotajuć, byccam im matorčyk u adno miesca ŭstavili…
Sivy: Čakajčakaj, niešta ja nie dapietru: heta ty pra što?
Łysy: Nu, viedaješ, zusim ty ŭ hetaj Amierycy kiemnaść zhubiŭ (hladzić na ručny hadzińnik). Aha, jakraz treciaja. Vuń na rahu «Haryzont», padydziem.
Iduć da kramy, za vitrynaj jakoj tuzin uklučanych televizaraŭ i ŭ kožnym — Łysy.
Łysy (pa televizary): So śledujuščieho hoda rabotajem kak v Finlandii. Takuju zadaču postavił priezidient vo vriemia posieŝienija Riespublikanskoho lesnoho sielekcionnosiemiennovodčieskoho cientra. V častnosti on skazał…
Kamientary