Kali ja tolki pačynała haspadaryć, babula mnie adnojčy skazała: «Inesa, ja pusadeła tubi bib» (babom u nas na Bieraściejščynie nazyvajuć fasolu). U takim samaŭpraŭstvie nie było ničoha novaha. My z mužam tolki kupili ŭčastak z domam i zapeŭnivali, što ničoha sadzić nie budziem. Babuli heta było niezrazumieła: «I šo, navyť kartopyl ny pusadyš?». «Nu davaj choť paru korčykuv pumydoruv pusadym» i hetak dalej. Ja admaŭlałasia, ale sama nie zaŭvažyła, jak u pieršy ž hod u mianie hradka za hradkaj pačaŭ źjaŭlacca paŭnavartasny aharod. Ale nakont bulby, jakaja zhadła mnie svaimi hiektarami ŭ dziacinstvie, ja była ćviordaja. Pakul nie pryjechała čarhovy raz — a tam roŭnieńkich šeść radkoŭ bulby na ŭsiu daŭžyniu aharoda. «Traktor pryizdžiav, duhuvurełasia». Paśla hetaha jak možna ździŭlacca niejkamu bobu? Ja navat patajemna radavałasia, što ŭ majoj słabieńkaj babuli źjaviŭsia taki entuzijazm. Jana vielmi radavałasia, što ja viarnułasia ŭ Ziańki va ŭsich sensach. I vielmi namahałasia pieradać svaje viedy.
Toj bob byŭ adnoj z apošnich jaje dyviersij. Na nastupny hod babula ŭžo ledź dachodziła da majoj siadziby, choć vielmi namahałasia choć by zirnuć, ci ŭsio tam dobra. A fasolu ja pasadziła sama — tuju, jejnuju, jakaja «chutka varycca». Ja nie vielmi vieryła, što jość istotnaja roźnica pamiž hatunkami, ale ledź nie płakała, kali babulin bob vymierz na pieršuju ž viasnu, kali babuli nie stała. Dobra, što krychu ziernia zastavałasia na jaho ŭzradžeńnie.
A praź niekalki hadoŭ ja, sama ŭžo ŭsia takaja daśviedčanaja haspadynia, naroŭni z babulinym bobam vyrašyła pasadzić jašče kalarovy. Nu pryhoža ž — ceły dzień možna lubavacca hetymi voskavymi ŭzorami. Ale kali ja pačała toj pryhožy bob varyć, adrazu dapiała, čamu babula tak nie chacieła, kab źvioŭsia jaje «tyčkun». Babulin varycca nie raŭnujučy ŭ razoŭ piać chutčej, usiaho z paŭhadziny paśla načnoha razmočvańnia.
Tak što ciapier ja budu sadzić babulin tyčkun nie tolki dziela pamiaci.
Kamientary