Nahadaju stary aniekdot pra biełarusaŭ. Navukoŭcy narešcie prydumali eliksir viečnaj maładości. Uvieś śviet radujecca — śviaty, narodnyja hulańni, fiejervierki. I tolki biełarusy družna zaraŭli: «Jo…!!!»
Mienavita hetyja kličniki ja ŭspomniła, daviedaŭšysia, što ŭčora na tradycyjnaj paniadziełkavaj płaniorcy ministr sielskaj haspadarki Michaił Rusy raskazaŭ novy aniekdot. Z žyćcia. Pra biełarusaŭ i bulbu.
Uradžaj bulby ŭ nas, jak paviedamlajecca, sioleta rekordny. Kab nie pahniŭ, jak heta zaŭsiody byvaje, prablemaj budaŭnictva bulbaschoviščaŭ Alaksandr Ryhoravič zajmaŭsia asabista. Ź viasny addavaŭ strohija ŭkazańni, kaštoŭnyja rasparadžeńni, staviŭ žorstkija patrabavańni i navat vyjazdžaŭ na miesca ź inśpiekcyjaj.
Uvohule, pad mudrym kiraŭnictvam bulbu vyhadavali, bulbaschoviščy pabudavali. Ale ciapier — «Jo…!"
Haziety pavinnyja vyjści z bujnymi zahałoŭkami «Takoje mahčyma tolki ŭ nas!»
Tamu što cud zdaryŭsia. Zahadka nievyrašalnaja. Intryhi zialonych čałaviečkaŭ i varožych zasłancaŭ.
Budavali my, značyć, bulbaschoviščy źmiaščalnaściu 12 tysiač ton kožnaje. Mienavita taki abjom byŭ zakładzieny ŭ prajektach, na jaho raźličvali, pra jaho davali spravazdaču. Ale niejkim dziŭnym čynam zdaryłasia, što schoviščy atrymalisia ledź nie ŭ dva razy mienšyja — tolki kala 7 tysiač ton tudy źmiaščajecca.
Ciapier usie ŭ stupary. Nichto nie moža rastłumačyć, jak takoje mahło zdarycca.Usioj kalehijaj Minsielhascharča razam z prajektavalnikami i inšymi zaprošanymi z hetym raźbiralisia, tolki što tołku ad hetych razborak. Vosień na dvary, chutka zamarazki, a nam znoŭ bulbu zachoŭvać niama dzie. Dobra b nie vyrasła jana — možna było b śpisać na nadvorje. Dobra b nie pasadzili my jaje — možna było b narakać, što nie adhadali z kanjunkturaj rynku. Dobra b nie pabudavali hetyja schoviščy — taksama jość tłumačeńnie: kryzis, hrošaj nie chapiła… A tut što skažaš? .
Ale jość i inšy aśpiekt prablemy. Bulbaschoviščaŭ tołkam sprajektavać i pabudavać nie možam, a biaremsia za kaśmičny spadarožnik i AES! Dy pry hetym jašče bjem siabie ŭ hrudzi: «My pieršyja, my najlepšyja, my, my, my…»
Nu nie aniekdot?
Zrešty, apošnim časam što ni navina, to zastajecca tolki kanstatavać, što ŭłada ŭstupiła ŭ niejki pieryjad samaraspadu.
Viadomy ideołah jedzie na sustreču z pracoŭnym kalektyvam supakojvać narod, tłumačycca z nahody vysokich cenaŭ, biełaruskaha rubla, što skurčyŭsia, i ŭ cełym surjoznaha kryzisu. Karacieńka vystupaje z pramovaj z kodavymi słovami «ŭsio budzie dobra», a potym prosić prynieści jamu hitaru i pačynaje hruntoŭny kancert pieśniaŭ ułasnaha sačynieńnia.
«Jo…!!!« — kaža paśla vizitu vysokaha minskaha hościa pracoŭny kalektyŭ, nie razumiejučy, što heta było…
Heta tak u nas pracuje ideałahičnaja viertykal.
Dama, pryjemnaja z usich bakoŭ, idzie na aŭdyjencyju da prezidenta, kab atrymać kaštoŭnyja ŭkazańni na pradmiet taho, na što joj źviarnuć asablivuju ŭvahu, vykonvajučy pasadu pasła ŭ Francyi. Usie farmalnaści ŭžo ŭzhodnienyja, valizki spakavanyja…
«Jo…!!!« — vydychaje MZS. Z kabinieta prezidenta dama vychodzić nie pasłom, a pamočnikam ź nieakreślenaj kampietencyjaj.
Takaja ŭ nas kadravaja palityka.
Ludzi vybiehli na ranišniuju prabiežku pa parku Horkaha, a doblesny śpiecnaz pravioŭ śpiecapieracyju i pryhraziŭ usich pasadzić za niesankcyjanavany mitynh.
Heta ŭ nas takaja palityka abarony nacyjanalnaj biaśpieki i dziaržaŭnaha idyjatyzmu.
Pra situacyju ŭ realnaj ekanomicy, jakaja, jak u lusterku, adbiłasia ŭ hetych bulbaschoviščach, ja ŭžo raskazała.
«Jo…!!!" Ni adna kraina doŭha takoha nie vytrymaje.
Kamientary