Litaratura44

Zastacca. Apaviadańnie Alesia Kirkieviča

Nu što, uja…aŭ? — rezanuli ŭ pavietry Alehavy słovy. Ja, mabyć, pačyrvanieŭ.

Aleh paśmichnuŭsia. Vysoki łysavaty typ siadzieŭ nasuprać za stałom. U ofisie, faktyčna na paddaššy, jašče nie paśpieŭ razyścisia kumar paśla ŭčorašniaj pjanki. Pa kutach lažali stosy nieraspaŭsiudžanaj ahitki, załaminavanyja partrety kandydataŭ na miascovyja vybary (Aleha ŭ tym liku) dla zborščykaŭ podpisaŭ, kab nie zasalili tłustymi palcami žychary šmatpaviarchovikaŭ spalnych rajonaŭ, niejkija biuleteni… Na stoliku pobač ź dźviaryma krasavała niekalki kubkaŭ z vysachłymi pakiecikami harbaty dy nifielami paśla kavy. Tut usio było pad rukoj — ofis partyi zajmaŭ niekalki kvadratnych mietraŭ. Pry kožnym pierajeździe, raz na 3­4 hady, hetyja mietry hublalisia. Nastupny ofis budzie, mabyć, bolš padobny da šafy­kamandor albo vialikaha siamiejnaha chaładzilnika.

Tym nie mienš ja ŭsio ŭspryniaŭ usurjoz. Uja…aŭ… Pačuć takoje ad Aleha — jak pa tvary atrymać. Jaki b ni byŭ, a ŭsio ž taki dziadźka aŭtarytetny, z salidnym dośviedam i bekhraŭndam, jaki, jak kažuć, nie prapješ…

– A file jany sa svaim Banderam… Paleśsie naša, ažno pa Sarny! — adazvaŭsia Zbyšak, jaki siadzieŭ tut ža za kampjutaram. —Prychodź u aŭtorak, budzie prezientacyja knižki ŭspaminaŭ F… Mnie spadabałasia, jak čytaŭ. Ci ty ŭžo pajedzieš?

– Mabyć, jašče budu… Dobra, ja pabieh.

– Trymajsia, —mocna pacisnuŭ ruku Aleh, jak byccam ničoha i nie stałasia.

– Čeść, —raźvitaŭsia Zbyšak, nie adryvajučysia ad manitora.

Kali vyjšaŭ, to siarod prapuščanych zvankoŭ znajšoŭ numar Słavy dy, nacisnuŭšy «vyklik», pačaŭ spuskacca niadaŭna vymytymi prystupkami dołu. Budynak razam z usimi ofisami, darečy, naležaŭ Ramanu Vasileviču —buržuju, jaki ŭ svoj čas pry pasiarednictvie Alehavaj partyi zvaliŭ za miažu. Ale dabro, viadoma, zabyvajecca chutka. Razam z płoščaj ofisa mienieli i šancy partyi dahrukacca da kamiennych sercaŭ biełarusaŭ, a šancy Ramana Vasileviča — viarnucca na Radzimu.

– Zdarova, ty byŭ zvaniŭ.

– Aha, ja sa špitala vychodžu na Dziaržynskaha, davaj kala pomnika Mickieviču praz 10 chvilin.

– Zhoda.

Biełarusy ŭsio ž taki knižnaja nacyja. Čarhovyja miemuary… Naradzilisia, vučylisia, pisali, siadzieli, pracavali školnymi inśpiektarami, a kali pryjšli saviety — źjechali za miažu. Schiema­kliše, jakaja źjaviłasia jakich 70 hadoŭ tamu. Knižnaja nacyja paetaŭ i piśmieńnikaŭ uzbahačaje susiednija narody. Uzbahačaje vuhlakopami, budaŭnikami, pracoŭnymi rybzavodaŭ… Paśla fizičnaj pracy, viadoma, i vieršy lepš pišucca.

– Zdarova! — paciskaju ruku dy pryabdymaju Słavu

– Vitaju, pasiadzim dzie? Maju z hadzinu, paśla da zubnoha.

Słava «ŭja…ŭ» značna raniej. Budoŭli Litvy, Polščy, Šviecyi, Złučanych Štataŭ… Vynik: valiza ŭspaminaŭ, šmat fota, niekalki tatu dy patruščanyja zuby z­za drennaj vady, zdajecca, jašče ŭ Litvie. Ciapier u redakcyi svabodnaha radyjo, jakoje pracuje dla niesvabodnaj Biełarusi. Svabodny Słava.

– Viedaješ, ja da miedsiastry, rudoj takoj, «lisički», pa­biełarusku, a jana…

– …a jana: «beneefaviec»?

– Nie­ie, pakaleńnie źmianiłasia, azdaraŭlajecca nacyja.

– Dziakuj Alehu!

– Aha.

My išli paŭz park, minajučy Viečny ahoń, Šviejcarskuju dalinu, harbaty most z zamočkami maładažonaŭ, prachodziačy pad jašče adnym —starym mostam, dzie na izalacyi, jakaja šmatkami namahałasia sahreć truby, puščanyja viercham, było napisana ŭsio pra ŭsich: «Karyna — šlondra», «Adelsk — siła! Vasia, Roma, Piecia», «Mienty sa….» i h.d.

– A ja lublu pryjazdžać u Horadniu inkohnita. Idzieš pa pustoj vulicy, valić doždž albo śnieh… Siabry? A što im zvanić? Ja minułaje i sam mahu ŭzhadać. Tak rasčaroŭvaješsia tolki. Dyk kažaš, Aleh skazaŭ, što ty ŭja..ŭ? Dy nie pierajmajsia. Jany chutčej uja..li: chto ŭ ałkahol, chto ŭ siamju. A ty jašče možaš viarnucca. Inkohnita.

Unizie vada pałakała piasok dy drobnyja kamieńčyki, vyciahvała na ŭsiu daŭžyniu vodaraści. Kački čas­počas zanurvali hałovy, staranna šukajučy svoj intares, jaki ciažka było razhledzieć zhary. Vada nie była až zanadta čystaj, choć Haradničanka sama pa sabie nie hłybokaja. 

My skiravalisia ŭ bok piŭnuchi la vakzała. Piŭnucha była lehiendarnaj, bo nazva jaje ryfmavałasia z proźviščam kandydata ŭ prezidenty ad apazicyi na pazaminułych vybarach. Heta była jaje adzinaja, chaj i niemałavažnaja, admietnaść. Tak, nu i jašče jana znachodziłasia niepadalok ad budynka Ramana Vasileviča, jaki apošnim časam pobač z turfirmami dy kursami niamieckaj movy sabraŭ ofisy badaj usich apazicyjnych arhanizacyjaŭ horada ŭ adno ŭtulnaje hieta albo abščahu kalidornaha typu z prybiralniaj u kancy hetaha kalidora.

«Niedavno hostiła v čudiesnoj stranie, tam pleŝutsia rify v jantarnoj vołnie…» —u piŭnusie čuŭsia nadryŭny hołas Ahuzaravaj albo Alehravaj, viečna ich błytaju. Niekalki stałoŭ byli nakrytyja abrusami z žaleznymi pienalčykami dla survetak na kožnym, ścieny byli abbityja vahonkaj, padłoha vykładzienaja plitkaj nievyraznaha koleru. Prybiralnia adsutničała, ale hety niedachop kampiensavaŭsia pyšnym kustoŭjem kala vychada dy zastarełaj budplacoŭkaj — taksama zusim pobač. Narešcie čarha dajšła da nas.

– Kłasnaja ŭ vas tut muzyka, —žyćciaradasna padmirhnuŭ Słava bialavaj aficyjantcy, jakaja, imavierna, šmat paśpieła ŭbačyć za čas pracy tut.

– Aha, ach…iennaja! Radyjo! — adrezała farbavanaja błandzinka z maleńkimi karymi vočkami dy pajšła hreć našyja čabureki.

– I servis taksama kłasny… —praź śmiech dadaŭ Słava ŭžo značna cišej.

Za susiednim stolikam siadzieli dvoje praletaraŭ: adzin u spartovym kaściumie, druhi ŭ polskich džynsach z proćmaj małanak dy zamočkaŭ, abodva z barsietkami. Akurat nasuprać siadzieŭ łysy, z pryplusnutym nosam typ, jaki pieryjadyčna zyrkaŭ u bok našaha stolika dy kruciŭ u ruce pusty staparyk. Dałoń była nadźmutaja parafinam, ad čaho nahadvała baksiorskuju palčatku biez palcaŭ. Jaho susied, jaki siadzieŭ da nas śpinaj, byŭ, mabyć, nie duža havarki. Pacany sumavali.

– Nu što, za tvoj novy etap! — padniaŭ Słava butelečku «Žyhuloŭskaha».

– Śmiaješsia, chopić užo tych etapaŭ…

– Nu, ty ž mianie zrazumieŭ. Kali jedzieš?

– U sieradu, moža, pahladzim.

– Čaho tak sumna?

– Nie chaču jechać.

Słava pierakuliŭ butelku i pastaviŭ na stoł kala bukiecika štučnych kvietak.

– Nie pierajmajsia. Tam taksama možna niešta rabić. Pa archivach kapacca, na radyjo zapisvać kazki pa­biełarusku dla dzietak. Nu a siemji i dvuchmoŭnyja byvajuć, čo? I dzieci narmalna vučacca, uzbahačajucca.

– Ja čužy tam, ty nie razumieješ…

– Ja nie razumieju? Śmiešny, —u Słavy źmianiŭsia nastroj. —Ja viedaju, što takoje chadzić z zakrytym rotam, bo ty ŭ toj krainie nikoha nie viedaješ, tabie niama z kim parazmaŭlać. Tamu ty maŭčyš. Cełymi dniami maŭčyš. Viedaju, kali ŭ varšaŭskaj elektryčcy niejki končany kibic lezie tabie ŭ mordu, bo ty razmaŭlaješ z akcentam i nie kibicuješ za «Lehiju»… Ty ŭ hetym śviecie nie patrebny nikomu, čas užo ŭśviadomić, darosły.

Zvyčajnaja reč: tvoj horad, vulica, dom nabyvajuć čaroŭnyja rysy tolki tady, kali bačyš ich u siarednim piać dzion u miesiac, pryjazdžajučy z valizaj da maci, jakaja paśpieła pryhatavać kurycu z bulbaj, dy adrazu abviaščaješ joj datu adjezdu. Tady navat tvoj niekali abrydły pakoj, dzie bieł­čyrvona­bieły ściah ty daŭno źniaŭ sa ściany, moža padacca čaroŭnaj kazkaj. Miakkaje śviatło nastolnaj łampy, firanki, jakija maci vyprała dy paviesiła nanova, šerahi niepračytanych knižak, pa karaškach jakich chočacca pravieści rukoj, a takuju­siakuju źniać z palicy dy pahartać. Pakul ty razumieješ, što ŭsio heta — na paru dzion, navat na miesiac, ale napieradzie —nieminučy adjezd, ty vieryš u kazku. Ščymlivuju i ad taho jašče bolš čaroŭnuju.

– Nie viedaju, što tabie paraić. A jana siudy?… Zrazumieła. Što tabie tut — sieści chiba, vopyt jość. Viedaješ što, —vočy Słavy zaharelisia zialonymi ahańkami, —ty padydzi da hetych dvuch, vo tam, dzie łysy zyrkaje na nas, i skažy: «Rabiate, pić harełku — poŭnaja ch…nia, intelihientnyja ludzi pjuć piva!»

Słava zahahataŭ i adkinuŭsia na žaleznuju śpinku kresła. Daŭno ja nie ŭžyvaŭ ałkahol, navat piva, chmiel mnie taki ŭdaryŭ u hałavu, a ahulny stan vymatanych praz unutrany kanflikt niervaŭ, tolki spryjaŭ situacyi. Ja adsunuŭ pustuju butelku «Žyhuloŭskaha» razam z płastykavaj biełaj taleračkaj z chałodnym niedajedzienym čaburekam sa śladami kietčupu, vysunuŭ kresła i nietaropkaj chadoj, za jakuju mianie dražnili jašče ŭ škole, zrabiŭ niekalki krokaŭ u bok susiedniaha stolika.

– Pacany, pić harełku — ch…iova, —i paśla paŭzy dadaŭ: — A rasiejskaja mova — dla pi…saŭ…

Apošnim, što ja paśpieŭ pačuć z radyjokałonak, byŭ radok Ahuzaravaj, a moža Alehravaj, viečna ich błytaju: «Mienia ty pojmieš, łučšiej strany nie najdioš!»

***

Aleś Kirkievič naradziŭsia ŭ 1989-­m u Hrodnie. Jahony dzied Alaksandr byŭ viadomym u Hrodnie krajaznaŭcam. Aleś źjaŭlaŭsia namieśnikam staršyni «Maładoha frontu». Za ŭdzieł u Płoščy byŭ asudžany na 4 hady źniavoleńnia,

Kamientary4

Ciapier čytajuć

Voś jak vyhladaje z kosmasu aśviatleńnie Minska ŭ paraŭnańni z susiednimi stalicami FOTAFAKT

Voś jak vyhladaje z kosmasu aśviatleńnie Minska ŭ paraŭnańni z susiednimi stalicami FOTAFAKT

Usie naviny →
Usie naviny

«Ty paklič mianie. Pazavi». Naviband prezientavaŭ pieśniu da Dnia zakachanych na kłasičny vierš biełaruskaj litaratury3

«Źmiena režymu nieabchodnaja, ale nie tolki tamu, što my chočam być svabodnymi». Reza Piechlevi zaklikaŭ ZŠA nanieści vajenny ŭdar pa iranskim režymie6

Bieły dom apublikavaŭ valancinku z Hrenłandyjaj6

Netflix prezientavaŭ sieryjał pa ramanie Archana Pamuka3

Usie hulcy zbornaj Kanady vyjšli na lod, kali šviejcarskaha chakieista vynosili ź placoŭki

A čym ciapier zajmajecca Zareckaja? Jana pierajechała z Estonii ŭ Arabskija Emiraty13

Kreml admianiŭ abaviazkovy karancin pierad sustrečami z Pucinym1

Pasoł ZŠA: Kitaj moža spynić vajnu va Ukrainie adnym zvankom4

Hałoŭny most Mahilova chočuć nazvać u honar savieckaha raźviedčyka. Ale jość histaryčnaja niestykoŭka5

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Voś jak vyhladaje z kosmasu aśviatleńnie Minska ŭ paraŭnańni z susiednimi stalicami FOTAFAKT

Voś jak vyhladaje z kosmasu aśviatleńnie Minska ŭ paraŭnańni z susiednimi stalicami FOTAFAKT

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić