«Uraziła stupień samaarhanizacyi: adrazu źjavilisia vyleplenyja z chleba šachmaty, samarobnyja karty, na ścianie – Pahonia, namalavanaja elektrykam Viktusiom… Z tvorča-intelektualnych formaŭ baŭleńnia času zhadvajecca viaščańnie praz ventylacyju «Niezaležnaha radyjo Akreścina», dyktaram jakoha byŭ pryrodžany aktor Saša, što saładžavym hołasam dziaržaŭnaha radyjo pieradavaŭ naviny kamery, pry kancy tranślacyi nie zabyvajučysia nahadać pavažanym słuchačam z susiednich kamer: «Słuchajcie nas štodnia na častacie 167 łUKaVe!...» Uspaminaje Siarhiej Karbanovič.
«Uraziła stupień samaarhanizacyi: adrazu źjavilisia vyleplenyja z chleba šachmaty, samarobnyja karty, na ścianie – Pahonia, namalavanaja elektrykam Viktusiom… Z tvorča-intelektualnych formaŭ baŭleńnia času zhadvajecca viaščańnie praz ventylacyju «Niezaležnaha radyjo Akreścina», dyktaram jakoha byŭ pryrodžany aktor Saša, što saładžavym hołasam dziaržaŭnaha radyjo pieradavaŭ naviny kamery, pry kancy tranślacyi nie zabyvajučysia nahadać pavažanym słuchačam z susiednich kamer: «Słuchajcie nas štodnia na častacie 167 łUKaVe!...» Uspaminaje Siarhiej Karbanovič.
Toje, što mieła adbycca vosiem hadoŭ tamu, na śviatkavańni majho pieršaha Dnia Voli, zdaryłasia ŭ noč na 24 sakavika. Vosiem hadoŭ majho čynu na karyść supolnaj spravy, udzieł u šeściach i demanstracyjach dziŭnym čynam zastałosia niezaŭvažanymi dla Jaje. Jana, padstupnaja pačvara z hidkaj pysaj, što nahadvaje ci to Stalina, ci to Hitlera, – ciapierašniaje ŭvasableńnie sucelnaha j paŭsiudnaha Licha, žachlivaj Many j djabalska-balšavickaha, saŭkovaha Debilizmu, ciarpliva čakała majho farmalnaha paŭnalećcia j stałaści – kab z zadavolenym viskatańniem zapchnuć na 10 sutak, pałochać adličeńniem z universytetu, zvalnieńniem z pracy, staviačy za metu takim čynam nibyta pakarać i ŭ niečym pierakanać. Nie dačakałasia!..
Čamu ja pryjšoŭ
19-ha ja pryjšoŭ na Płošču nie tamu, kab padtrymać jakoha-niebudź kandydata na pasadu hałoŭnaha čynoŭnika RB. Pryjšoŭ dziela ŭratavańnia sobskaje Hodnaści, Sumleńnia j Čałaviečnaści ad kančatkovaha zanureńnia dušy ŭ bahnu zhodnictva, abyjakavaści dy abyvatalskaj tupaści. Płošča była adzinym miescam, dzie možna było vykazać niazhodu z usim, što dziejecca naŭkoła mianie. Z hetaj pryčyny ja apynuŭsia ŭ namiotavym miastečku ź jaho takim raznastajnym, strakatym, ale zadzinočanym ducham braterstva nasielnictvam.
U 1968 h. ludzi na Krasnaj płoščy ŭ Maskvie išli na pakuty za prajavu salidarnaści z dalokimi čechami, žychary namiotavaha miastečka na Kastryčnickaj płoščy ŭ Miensku ŭ 2006 h. baranili rodnuju Ziamlu.
Tam byli maje dobryja znajomyja, maje siabry pa duchu, ja nios dla ich harbatu, my pili jaje, častavalisia čakaladkami i piečyvam. My śmiajalisia, hutaryli j tančyli, kab nie admarozić sabie čaho... Ja piŭ harbatu i hamaniŭ z paetam Andrejem Chadanovičam, mastakom Iharam Maračkinym, a taksama sa Słaŭkam, Andrejem, Źmitrom dy mnoha z kim jašče. Ja častavaŭ Julinaha Vacaka cukierkaj (Jula – maja znajomaja, pieknaja maładaja matula dvoch ščyrych biełarusikaŭ: šaścihadovaha Vacaka j trochhadovaje Radki). My trymali bieł-čyrvona-biełyja ściahi, paziravali pierad abjektyvami fotakamer, my tak ščyra j prosta śmiajalisia...
Ale pry hetym dziejełasia štoś našmat vialikšaje: zhubleny ŭ biaskoncaści Konu i Času, «maleńki čałaviek» dy jahonyja Sukrevičy navažylisia kinuć vyklik siłam Suśvietnaje Ciemry, što ŭžo nie adno stahodździe kvapiacca na našu abmytuju kryvioju Ziamlu, na moj spakutavany Kraj! U roznyja histaryčnyja epochi Ciemra prymała razmaityja abliččy: navały dzikich čužyncaŭ, tatalnyja źniščeńni padčas kryvavych vojnaŭ, kotliščy spalenych miestaŭ, viosach i sialib, strašennyja epidemii i hoład, zhvałčanyja dziaŭčaty i kabiety, zabityja čužyncami dziady ŭ kurapackich jaminach...
My pili harbatu j častavalisia čakaladkami, my tančyli pad «Mroju», my dranćvieli ad usiopranikalnaha choładu, my zmahalisia z stracham i panikaj, kali čornaja chieŭra źniaviečanych dušoju i rozumam hiestapaŭcaŭ chapała, ździekavałasia j źbivała svaich surodzičaŭ... A pachavanyja pad nahami prodki moŭčki pazirali na nas skroź taŭščyniu plitki, pazirali i malilisia za nas, hladzieli na nas svaimi pustymi vačnicami, paŭniutkich ślozaŭ žalby j bolu za naščadkaŭ...
«Ojča naš...»
Potym nas chapali i zapichvali ŭ aŭtazaki nia niejkija abstraktnyja «pasłuhačy režymu», a ašukanyja Ciemraj tutejšyja prostyja chłopcy, jakich mnie było paprostu škada. Dali pa nyrkach, tych, chto supraciŭlaŭsia, žorstka źbivali, u hurtok dziaŭčat kinuli dymavuju šašku... Usio heta sparadziła ŭ mianie prystup dzikaj nianaviści nia stolki da ich, kolki da Jaje, Ciemry, što tak źniaviečyła dušy hetych apryčnikaŭ našaha času i raźjadnała moj narod.
Kali nas atačali čornyja «omeny», peŭny čas pa-nad płoščaj panavała złaviesnaja miortvaja cišynia, ale nieŭzabavie sotni mocnych noh stali zładžana piačatać ćviordy rytm, tupat socień noh nia tolki rabiŭ uražańnie na omenaŭ, ale j nadavaŭ mužnaści nam. Usie sčapilisia jašče macniej, pierasilvajučy strach, dryhotkimi, ale mocnymi hołasami ludzi kryčeli «Žyvie Biełaruś!»...
Chłopcy baranili dziaŭčat, što zhramadzilisia ŭsiaredzinie, kala adnaje ź ich ja ŭpaŭ, pasprabujučy adchisnucca ad omena. Dziaŭčyna rospačna zakryčała: «Za što jany tak, Boža, za što?!!.. Što vy robicie, adumajciesia!!!..» Ja ŭklenčyŭ na adno kalena, zachinuŭšy dziaŭčynu ad «kasmanaŭta» z dručkom, i nie svaim sipatym hołasam, źbivajučysia, ŭ čakańni ŭdaru pa hałavie pramaŭlaju u adzin hołas z usimi: «Ojča naš, katory jość u niebie...».
Nia viedaju, ci padziejničała hetaja scena na omena, ale ŭdaru pa hałavie ja tak i nie dačakaŭsia: jon niejak, jak mnie zdałosia, źnijakavieŭ, niaŭpeŭniena schapiŭ mianie za ruku i paciahnuŭ da aŭtazaka brudnaha zialonaha bałotnaha koleru. Ja vyhuknuŭ niešta kštałtu: «Ruki preč! Spakojna, ja sam!», – i pasprabavaŭ azirnucca nazad, ale inšy omen mocna šturchanuŭ mianie i ŭdaryŭ pa śpinie... Dzie jana ciapier, dzie taja dziaŭčyna, što dapamahła mnie na karotkuju chvilu adčuć stračanuju jednaść z Boham?..
«Peŭna, viazuć u Kurapaty...»
Aŭtazaki byli zabityja napoŭnicu. Pajechali. Mianie prycisnuli da stałaha vieku žančyn, što ŭsiu darohu natchniona śpiavali «Mahutny Boža». My, jak mahli, padpiavali. Potym pačułasia skryhatańnie: haliny na drevach drapali kuzaŭ aŭtazaka, nibyta namahajučysia jaho zatrymać. «Peŭna, u Kurapaty viazuć».
Pryjechali na Akreścina. Niejki raźjatrany omen zahadaŭ pašychtavacca tvaram da ściany.
Dalej było šmathadzinnaje stajańnie ŭ kalidory (niekamu pašancavała mienš – jany hadzinami mierźli na padvorku, tvaram da płotu), błukańnie pa kabinetach, kanvejernaje štampavańnie adnolkavych pratakołaŭ, prynižalnaja kanfiskacyja asabistych rečaŭ...
U kalidory ja stajaŭ pobač z veteranam Ruchu, 40-hadovym viernikam-pratestantam. U jaho niadaŭna naradziłasia dačuška, žonka zastałasia adna, a jon uśmichajecca, molicca, sprabuje žartavać... Ja hladžu ŭ vočy niejkaj žančynie ŭ milicejskaj formie, jana vyjšła pahladzieć na nas – a nas pa dva ščylnyja šerahi na kožnym paviersie! Jana nie vytrymlivaje pahladu i advodzić vočy.
Čornyja omeny snoŭdajuć miž nami, pahroźliva tupajučy ciažkimi botami. «My tam u vas pustyja šprycy znajšli, pornačasopisy» – adusiul čujecca debilny rohat. «Kolki vam zapłacili?» – u adkaz cišynia. «Tvaram da ściany, ruki z kišeniaŭ!» Dastaješ ruki i da bolu ŭ palcach ściskaješ ich u kułak...
Dalej ja braŭ udzieł u masoŭcy spektaklu ci to teatru absurdu ci to teatru marazmu pad nazvaj «Sud, abo Nie sudzicie j niasudžanyja budziecie». Režyser: Usie-Viedajuć-Chto. U rolach: stomlena-abyjakavaja kabiecina ŭ roli nibyta sudździ, dziaŭčynka-durnička ŭ roli sakratarki, ščyra ŭražanaja maimi pryznańniami davoli pryvabnaja maładaja žančyna ŭ roli advakata (tolki dziakujučy joj maje rodnyja ŭviedali, što ja nia ŭ morhu), intelihientny chłapiec u roli impazantnaha pravaabaroncy.
Paśla sudu nami naładavali naviutki aŭtobus i, peŭna, naŭmysna pavieźli pa praspekcie, paŭz Płošču, na jakoj nie zastałosia ničoha, aproč plitki i tych, chto spačyvaje pad joj, tych, chto nadavaŭ nam siły j mužnaści ŭ noč šturmu.
Radyjo łUKaVe
Dalej byŭ małapryjemny kamerny pobyt ź piaćciu dvuchiarusnymi narami, strašennym choładam uranku, siečkaj na śniadanak i bałandaj ci to na abied, ci to na viačeru... Adnak ja byŭ ščaślivy, bo Niechta Daloki i Taki Blizki – peŭna, sam Pan Boh – padaravaŭ 10 sutak žyćcia siarod dzieviaci adnadumcaŭ. Roznych, ale praŭdzivych: małady universytecki vykładčyk, menedžar, aktor, elektryk, studenty... Nichto nie sumavaŭ, ni na što nia žaliŭsia, nichto z nas ni pra što nie škadavaŭ.
Uraziła stupień samaarhanizacyi: adrazu źjavilisia vyleplenyja z chleba šachmaty, samarobnyja karty, na ścianie – Pahonia, namalavanaja elektrykam Viktusiom, pobač – im ža napisany pryhožym počyrkam tekst himnu «Mahutny Boža»... Na aficyjoznuju chłuśniu, tranślavanuju praz radyjokropku, abačliva schavanuju za kratkaju, Akreścina reahavała šmathałosnym choram: «Žyvie Biełaruś!», «Hańba!». Nia mohučy bolej tryvać decybeły našych hałasoŭ, achoŭnik paśpiešliva vyłučali radyjomaciuhalniki.
Z tvorča-intelektualnych formaŭ baŭleńnia času možna zhadać «eter» praz ventylacyju «Niezaležnaha radyjo Akreścina», dyktaram jakoha byŭ pryrodžany aktor Saša, što saładžavym hołasam dyktara dziaržaŭnaha radyjo pieradavaŭ naviny kamery, pry kancy tranślacyi nie zabyvajučysia nahadać pavažanym słuchačam z susiednich kamer: «Słuchajcie nas štodnia na častacie 167 łUKaVe!...».
«Jevtušienko – v karcier»
U kamery panavała sapraŭdnaja demakratyja, i paćvierdžańniem taho jość paradyjnyja vybary Pachana Respubliki Akreścina. Jany byli sapraŭdy demakrytyčnymi i prazrystymi: byli dazvolenyja debaty, mižnarodny naziralnik nie zaŭvažyŭ anijakich parušeńniaŭ, a kamerny AMON nikoha nie zatrymlivaŭ i nie źbivaŭ.
Kamuści pryhadaŭsia vieršyk Jeŭtušenki:
- Jemu by korma obrazcovyje,
Jemu by počiŝie chleva.
Svoboda nužna obrazovannomu,
Niehramotnomu – žratva.
Pierapisali na papierku, paviesili na dźviery. Uvajšoŭ staršyna: «Kto napisał?» «Jevtušienko». Pozirk staršyny pieravodzicca na śpis z našymi proźviščami: «Jevtušienko, v karcier!» My nia možam utrymacca i dzika rahočam.
Nadychodzić dzień vyzvaleńnia, u dušu zakradajecca dziŭnaje źmiašanaje pačućcio spakoju, rašučaści j tuhi. Adčyniaješ dźviery, vychodziš – vakoł natoŭp, społachi fotakamer, vopleski, vočy, ruki, abdymki rodnych, siabroŭ. «Žyvie Biełaruś!» – vyryvajecca z tvaich hrudziej hučny klič.
«Žyvie!!!» – adhukajecca šmathałosnaje čałaviečaje recha...
Kamientary