«Časam ja žyła na 100 i na 40 rubloŭ u miesiac». Jak maci z 4 dziećmi vystajała ŭ hłuchoj biełaruskaj vioscy
Za 60 ź lišnim kiłamietraŭ ad Homiela, na krai biełaruskaj cyvilizacyi, prytaiŭsia ahraharadok Kruhaviec-Kalinina. Anžalika Smykoŭskaja, 35‑hadovaja maci-adzinočka, pražyła tut amal 10 hadoŭ.

Anžalika — uvasableńnie taho, što ŭ anhłamoŭnym śviecie nazyvajuć resilience — biaskoncaha zapasu tryvałaści. Jana nie prosta sama kosić travu i zabivaje ćviki, ale žyvie skroź padziei i abstaviny, adna sotaja dola jakich razburyła b inšych daščentu: haleča, zhvałtavańnie, zdrada maci, dziciačy dom, śmierć dziciaci, piša Onliner.by.
«Internat navučyŭ davać zdačy»
«Žyviom my biednieńka», — ščyra i biez kakiectva paviedamlaje Anžalika, kali žurnalisty raźmiaščajucca ŭ jaje na kuchni. Uhladacca ŭ toje, jak vyhladaje realnaja Biełaruś, minčanam nie zaŭsiody pryjemna. Zatoje karysna.
Na kuchni — spartanskaja prostaść. Chaładzilnik abklejeny fatahrafijami dziaciej: Natašy — 12 hadoŭ, Anhielinie — 11, Dzimu — 10, Mašy — 2 z pałovaj. Starejšyja dzieci zaraz u škole, i tolki małodšaja Maša spačatku z tryvohaj, a potym ź cikaŭnaściu vyvučaje nieznajomyja tvary.

— Ja naradziłasia ŭ nie samaj dobranadziejnaj siamji. Svajho rodnaha baćku ja nie viedaju. Viedaju tolki, što jaho zavuć Miša, i ŭsio, — pačynaje svoj raspovied Anžalika. — Mama piła, i piła mocna. U 11 hadoŭ ja apynułasia spačatku ŭ pryjomniku-raźmierkavalniku, potym — u dziciačym domie, a zatym — u internacie. Ale heta nie tamu, što mama piła.
— A čamu?
— Mamin sužyciel… u 11 hadoŭ… mianie zhvałtavaŭ, — šeptam vymaŭlaje Anžalika, i na kuchni nastupaje poŭnaja cišynia; tolki Maša hulaje ŭ telefonie — jana nie razumieje značeńnie takoha pryznańnia. — Nikomu pra heta nie kazała, tolki vam. Mnie vielmi soramna. Kali mnie było 11 hadoŭ, jon zhvałtavaŭ mianie. Paśla hetaha ja i źbiehła z domu. U pryjomniku-raźmierkavalniku mnie było dobra… Kali mama z sužycielem pryjechali mianie zabirać, ja jaho ŭ vokny ŭbačyła, pabiehła da darosłych, usio raskazała. Jany adrazu pačali ŭsio praviarać, ekśpiertyza… Potym byŭ sud. Mama daravała jamu, na sudzie padtrymała jaho… Jamu dali 10 hadoŭ turmy… Zdrada maci — heta vielmi baluča. A što zrobiš? Joj šklanka była daražej… U dziciačy dom mama da mianie pryjazdžała, naviedvała, pryvoziła cukierki. Ale ja prasiła, kab jaje nie puskali. Mnie było baluča, nie chacieła jaje bačyć.

Dzieci — złyja. U internacie mianie bili: «Što, zanadta razumnaja, nie chočaš kuryć z nami?» Heta zaŭsiody zdarajecca, kali pastupajuć novieńkija dzieci. U ich ža svaje praviły, svaje kampanii. Jany kudyści iduć — i ty ź imi pavinna. Admaŭlaješsia — bjuć. Skardzišsia — jašče bolš tabie trapić. Urešcie mnie heta nadakučyła, ja pačała davać zdačy, i ad mianie adstali, pačali pavažać.
Potym ja pastupiła ŭ vučylišča na švačku. Tam dziaŭčynki taksama napadali: «O, ź internata! Dzie ž tvaje mamka z tatkam?» Čamu jany tak nie lubili dziaciej ź internata?.. Bulinh niejki. Dypłom švački ja ŭsio-taki atrymała. Ale jany ŭsie mnie zdradzili. Usio, jak mama, razumiejecie?
Z 18 hadoŭ pracavała ŭ kałhasie. Potym była prybiralščycaj terytoryj u škole i sadku. Z pracaj u nas tut vielmi ciažka. U Kruhoŭcy tolki kałhas, škoła i «Homielškło» — bolš i niama ničoha. A adukacyja ŭ mianie siaredniaja, z takoj na «Homielškło» nie biaruć…
Pieršy syn, Viktar, naradziŭsia, kali mnie byŭ 21 hod. Jaho baćka piŭ, padymaŭ na mianie ruku, adbiraŭ dziciačyja hrošy — ale ja nie maŭčała, ja adkazała. Vyhnała jaho paśla taho, jak jon padniaŭ na mianie ruku. Internat navučyŭ davać zdačy, kab ciabie nie kryŭdzili.
— Jašče adzin čałaviek, jaki vam zdradziŭ, atrymlivajecca?
— Tak.
U Vici z naradžeńnia była redkaja chvaroba — tonkaja dychalnaja trubka. Jon lažaŭ u łožačku, spaŭ i dychaŭ tak, byccam unutry štości chlupała. Ja zaŭvažała: niešta nie tak, ale daktary kazali, maŭlaŭ, jon zdarovy. Prasiła nakiravańnie na apieracyju ŭ Minsk, kazała: «Syn niapravilna dychaje, dapamažycie…» Nichto mianie nie słuchaŭ, tolki adkazvali: «Jon zdarovy, tam ničoha niama».
U dva z pałovaj hady Vicia pamior. Ja kožny dzień chadziła da syna na mohiłki, płakała. Ale jaho nie viernieš…
Susiedzi kazali, što ja zvarjacieła: «Dzicia daŭno pamierła, a ty ŭsio chodziš». — «A jak by vy pastupili na maim miescy?» Jany nie viedajuć, što heta za hora… Ad Vici zastalisia tolki try fatahrafii — jany zaŭsiody pobač, kala mianie — i pieršaja cacka, sabačka — i ŭsio. Ja ź Vićkavym sabačkam nie daju nikomu hulać.
U pakoi Anžaliki, za škłom staroha siervanta my bačym fota maleńkaha chłopčyka. Navat naradžeńnie jašče čatyroch dziaciej nie ŭ siłach vylečyć hetu ranu.
«Praściej adnoj»
Pra svaich partnioraŭ Anžalika kaža nieachvotna.
— Prosta zaraz pajšli takija mužčyny: pjuć, bjucca. Navošta mnie takija? Praściej adnoj… Ja pryvykła sama ŭ vioscy žyć. Nie mahu ja ŭ horadzie. Byvaje, vybierusia ŭ Dobruš pa pakupki — prosta hałava pačynaje baleć. Moža, pavietra niejkaje nie takoje?.. Jak adna spraŭlajusia z čatyrma dziećmi? Jak usie. Ja tut nie adzinaja takaja. Tut šmat takich siemjaŭ.

Dumaju, mianie možna nazvać mocnaj žančynaj. Usiaho ŭ svaim žyćci ja dabiłasia sama. I ŭsio dla svaich dziaciej rablu sama. Ščyra, navat kasić umieju.
Mahu kasić, drovy siekčy, ćviki zabivać… Uletku my chodzim u les, źbirajem jahady i hryby. Za kiłahram lisičak u minułyja hady płacili pa 5—8 rubloŭ. Minimum pa 2 kiłahramy dzieci źbirajuć. Potym zdajuć hryby, atrymlivajuć hrošy, traciać ich na smačnaści. U mamy ŭ vioscy trymajem aharod, 20 sotak. Harodnina, bulba — usio z aharoda. Anhielina rybačyć, mužykoŭ za pojas zasoŭvaje.
Tak, z mamaj ja pamiryłasia… Nu a što rabić? Usio-taki rodnaja maci… U dušy hety kamień jość, ale ŭsio roŭna razmaŭlaju.
U kałhasie ŭ nas maleńkija zarobki, z-za hetaha nichto nie choča tam pracavać. Ale ja ŭsio roŭna sprabavała. Časami žyła i na 100 rubloŭ u miesiac, i na 40. Dobra, što mašyna pryjazdžała z praduktami: dziaciej karmić ža niejak treba.
Zaraz, uličvajučy alimienty i dapamohi na dziaciej, u miesiac u nas biudžet — prykładna 1500 rubloŭ na piaciarych čałaviek.




«U mianie jość adna mara»
Samy horki pazł hetaj historyi: šmat hadoŭ Anžalika i jaje siamja žyli va ŭmovach, jakija nie toje što nie padychodzili dzieciam, ale prosta źnievažali čałaviečuju hodnaść.
— Tak, u starym domie aciapleńnia nie było, kacioł nie pracavaŭ, spali pad tryma koŭdrami… Dom razburaŭsia, stoli i ścieny razychodzilisia, žyllo pryznali avaryjnym… A dzieci nie mahli pa zavirusie zimoj da škoły dabracca… I iści bolš było niama kudy.
Jak daviarać ludziam i prasić ab dapamozie, kali ŭvieś papiaredni žyćciovy dośvied kryčyć ab zdradzie?
— Ab tym, što možna pabudavać dom biaspłatna, za košt dziaržaŭnaj subsidyi, ja paniaćcia nie mieła. Ale jość kampanija, jakaja dapamahaje šmatdzietnym siemjam, jakija majuć patrebu. Jaje dyrektar, Alaksandr Kaleśnikaŭ, mnie ŭsio rastłumačyŭ. Mianie ździviła: jak heta tak — biaspłatna? Biaspłatny syr byvaje tolki ŭ pastcy dla myšej. Ale Alaksandr sapraŭdy pryjazdžaŭ, zajmaŭsia ŭsimi dakumientami… Ja takich ludziej jašče nie sustrakała. Mnie traplalisia abo ałkaholiki, abo… jak ich… abjuziery. A tut čałaviek prystojny. Pieršy raz takoje!
Jak pačali budavacca, susiedzi zašaptalisia: «Adkul jana hrošy ŭziała?» Jany ž nie razumiejuć, što nam dziaržava dapamahła. My nie tyja ludzi, što z tłušču šalejuć.

Maša hulaje sa śviatłodyjodnaj pałkaj (na movie videaapierataraŭ heta nazyvajecca LED-ścik) — całkam sabie juny Luk Skajuokier. Jana jašče nie ŭśviedamlaje, što ŭłasny dom — 75 kvadratnych mietraŭ, čatyry pakoi i asobnaja kuchnia — heta hałoŭnaja mara luboha biełarusa.
U dziciačych pakojach — cacki, hramaty, kubki… Zvyčajnaje žyćcio — z papraŭkaj na biednaść.


— My ŭjechali ŭ novy dom u lutym 2025 hoda. Mnie padabajecca, što tut pastajanna ciapło. I heta svajo žyllo, ułasnaje, razumiejecie? — kaža Anžalika. — Kałhas daje doma ŭ arendu. Ale z arendnaha žylla ciabie ŭ luby momant mohuć vyhnać. A ciapier ja sama haspadynia. Pryčym dom ja atrymała adrazu z azdableńniem, całkam. Dziaržsubsidyja pajšła na pabudovu doma, a siamiejny kapitał — na azdableńnie.
Ja tamu i daju heta intervju, kab žančyny, takija ž, jak ja, šmatdzietnyja, u jakich niama mužoŭ, nie adčajvalisia, a daviedvalisia infarmacyju i budavali damy. Kab jany mianie ŭbačyli i pačuli.
Modny žalezabietonny dom vyhladaje čužarodnym na vulicach Kruhoŭki. Jon niby vałodaje nadziejaj prarvacca skroź ahulnuju bieznadziejnaść navakolnych ziemlaŭ.
— Ja liču siabie ščaślivym čałaviekam, tamu što sa mnoj pobač maje lubimyja dzieci. A bolš mnie ničoha nie treba, — pryznajecca Anžalika. — Hałoŭnaje, kab dzieci byli zdarovyja i praca była. Jość, praŭda, adna mara — zuby pastavić… Ale śpiarša my zrobim płot. A potym zaviadziem sabaku. Dzieci vielmi prosiać! Spačatku, kažuć, sabaku, potym usio astatniaje. Budziem dumać ab svajoj haspadarcy. Napeŭna, kurej zaviadziem: svajo jaječka.
Nu vy pryjazdžajcie jašče ŭ hości, što ci. Nie zabyvajcie.


Ciapier čytajuć
Alaksandr Nadsan pieršy raz pryjechaŭ u Biełaruś paśla saraka hadoŭ emihracyi. Minskaja moładź niečakana znajšła ŭ im toje, čaho nie bačyła ŭ svaich baćkach
Alaksandr Nadsan pieršy raz pryjechaŭ u Biełaruś paśla saraka hadoŭ emihracyi. Minskaja moładź niečakana znajšła ŭ im toje, čaho nie bačyła ŭ svaich baćkach
«Kali i pryjedu ŭ Biełaruś, to ŭžo jak turyst». Arhienciniec chacieŭ zrabić biznes u Biełarusi, ale jaho vysłali za drabiazu. Ciapier dazvolili viarnucca, ale jość niuans
Kamientary
Žančynie zyču narešcie śvietłaj pałasy da kanca doŭhaha žyćcia, dzieciam mocnaha zdaroŭja, dobraj adukacyi dy inšaha, lahčejšaha za matčyn losu.