ČUŽYJA niepatrebnyja nikomu
Kali hladziš apošnim časam naviny ŭ telebačańni robicca nijakavata ad taho, jak sychodzić hety hod — katastrofy, vybuchi, avaryi na šachtach, u niebie, na darohach. Na teleekranach ahoń, kłuby dymu, razburanyja budynki...
Niedzie hetyja katastrofy siahajuć miežaŭ nacyjanalnych biedztvaŭ i tady pryspuskajucca nacyjanalnyja ściahi, ludzi stanoviacca surjoznymi, zakasvajucca rukavy i pačynajecca adnaŭleńnie. Ludzi, zaradžanyja stanoŭčaj idejaj, zdolnyja na niemahčymaje. Hałoŭnaje chacieć i vieryć.
Toje, što my bačym u televizii adbyvajecca, dziakuj Bohu, pa-za našymi miežami. U nas cicha. Našaja nacyjanalnaja katastrofa adbyłasia ŭviesnu 1995 hodu. Na dachu byłoha CK.
Ciažka pryhadać krainu, jakaja b pieražyła padobny šok. Nacyjanalny ściah nie pryspuścili. Jaho drali... Na kavałki... Drali nie akupanty, nie zachopniki, nie čužyja... Jaho drali svaje... Ale čužyja...
Z taho samaha času jany pierastali być dla nas svaimi. Ruki, jakija drali naš ściah, vierahodna, prahnuli stać svaimi dla kahości inšaha, ale nia stali. Jany stali čužymi... Dla ŭsich. Inšaha nie mahło być. Taki los zdrady.
Tady, u traŭni 1995 my siahnuli dna. Dna adčaju, razhublenaści, abyjakavaści. Ale — vuhał padzieńnia roŭny vuhłu adlustravańnia. Heta zakon. Z taje chviliny našaje hramadztva trapiła ŭ sferu dziejnaści hetaha zakonu.
Rukam, jakija drali naš ściah, zdavałasia, što jany ŭ stanie źniščyć symbal.
Kolki farby pieravodzicca na toje, kab zamazać naš symbal na našych płatach, a kolki jašče pieraviadziecca. Jon prajaŭlajecca. Jon budzie prajaŭlacca zaŭždy i paŭsiul, pakul znoŭ nia zojmie svajo naležnaje miesca.
Možna kidać za kraty dziaciej, jakija farbujuć biełaruskija ścieny ŭ biełaruskija kolery, možna prymušać inšych dziaciej chadzić pad nia našymi ściahami, heta ničoha nia źmienić. Rukapisy nie harać, nia rvucca, nie zamazvajucca, nia kidajucca za kraty.
Heta aksijoma, jakaja dziejničaje navat bolš nadziejna, čym zakon.
My padymajemsia ciažka. Tak, jak padali. Padymajemsia pakutliva, chistajučysia. Źbivajučy ź siabie ŭsio niavartaje, štučnaje, niedaskanałaje. Z nas źlataje akalina. My nabyvajem formu.
My padymajemsia. Heta vidać ź niaŭdałaha letašniaha referendumu. Heta vidać z bukietu zabaronnych ukazaŭ, jakija nieŭzabavie buduć pryniatyja. Heta vidać praz zabaronu «Svabody». Heta vidać ź niaŭdałaha praryvu da susiedziaŭ. Čužyja nikomu nie patrebnyja.
My padymajemsia — heta napisana na tvary svaich biełaruskich pałkoŭnikaŭ z ulotak u abaronu svabody.
Nastupny hod nia spynić našaha padjomu, jon moža tolki jaho pryśpiešyć. Nijakija ŭrahany, biedztvy, mafii, ukazy nia ŭ stanie nam zaminać. Tamu što my adnaŭlajem svajo. Tamu što heta pryroda. Tamu što heta nie zaležyć navat ad nas.
Čužym zastajecca adno — pakajańnie, kali jany na heta zdolnyja. Nie dziela taho, kab stać dla nas svaimi, heta naŭrad ci mahčyma. Dziela taho, kab nie zastacca čužymi. Dla ŭsich. Bo čužyja nie patrebnyja nikomu, navat samim sabie.
Aleh Daškievič
«A 4‑j hadzinie nočy my zrazumieli, što sierviery prosta vyčyščanyja». Jarasłaŭ Ivaniuk raskazaŭ padrabiaznaści pra ataku na anłajn-biblijateku «Kamunikat»
Kamientary