U mianie za vaknom rastuć drevy: z adnaho boku asiny, z druhoha ałyča, — nie samyja lepšyja hatunki, a ŭsio adno pryjemna.Asiny zasłaniajuć moj bałkon ad pozirkaŭ z doma nasuprać i pyłu; ich liście kidaje cień u śpioku, dadaje śviežaha pavietra rankam i šołacham supakojvaje ŭnačy. Ałyča tolki sioleta padrasła vyšej za padvakońnik, i da jaje kvietak možna było nie tolki daciahnucca rukoj, ale i nosam. Ciapier tam ŭžo maleńkija zialonyja zaviazi jahad. A na asinach niadaŭna źjavilisia pieršyja parazity, za imi palujuć vierabji i sinicy, jany čyhirykajuć i papiskvajuć, pačynajučy ad samaje rańniaje ranicy i da hadziny dvanaccataj, potym tolki ŭmoŭnaja haradskaja ciša i zialonaje, praź listotu śviatło.
Čas ad času asinu i ałyču śpiłoŭvajuć kamunalniki.Jak pa mnie, dyk jany śpiłoŭvajuć lepšaje, što jość i što moža być za maim vaknom: zialonaje pachučaje liście, cień ŭ letniuju śpioku, ptušak, i kvietki ałyčy razam z budučymi pładami. Śpiłoŭvajuć tamu, što susiedcy ź pieršaha paviercha, vokny jakoj navat nie pad asinaj, a krychu dalej, zboku, zamała śviatła. Jana piša zajaŭki, joj adkazvajuć, što nie majuć prava bieź lista ad sanepidema, ale, kali dreva darastaje zablizka da voknaŭ i robicca zavysokim, to jaho pavodle niejkich narmatyvaŭ śpiłoŭvajuć. I tady, praz tydzień vakoł kamla śpiłavanaha dreva źjaŭlajecca štuk dvaccać jahonych atožyłkaŭ, jakija za hod vyrastajuć na mietr, a to i bolej.
Tamu ałyču piłujuć značna čaściej, ale i jana kožnaha razu chutka prarastaje nanoŭ, i takoje ŭražańnie, što kožnaha razu jana padrastaje ŭsio bolš intensiŭnymi tempami, ci to prosta moj čas pačaŭ pryśpiešvacca. Tak ci inakš, ałyča daje sabie rady, a voś u mamy na vioscy nie ałyču śpiłavali, a prysady z mahutnych lipaŭ, kožnaja ŭ dva abchvaty. Vioska nietypova doŭhaja, na try kiłamietry, staić uzdoŭž staroha Kaciaryninskaha traktu, i drevy tam byli takija ž staryja, hadoŭ pa dźvieście. Jechałasia praź viosku, jak u tuneli, tolki pčoły hudzieli i busły ŭ buślankach klekatali.Z ałyčoj toje samaje, tolki piłujuć jaje prosta tak, biez zajaŭki, bo raście jana ŭprytyk da padmurka, a heta niejkaje niečaha tam parušeńnie.
Ludzi nie davali drevy piłavać, chacia paśla kožnaj navalnicy, to suk abłomicca, to pałova dreva, — lipy ž duplistyja vielmi, časam takoje dupło byvaje, što nie tolki kažan, ale i čałaviek źmieścicca. I voś pačali da ich na viosku načalniki z elektrasietak jeździć, prasić, pałochać, uhavorvać: davajcie my ŭsie drevy śpiłujem, bo nam linii pieradač rvie, i nadta doraha ramantavać paśla. A ludzi nie pahadžalisia, i tak niekalki hadoŭ ciahnułasia, pakul staršynia nie skazaŭ: kali dreva na chatu jakuju zavalicca, to dapamahać nie budu i šyfieru nie dam. Ludzi tady padumali dobra, plunuli i pahadzilisia: chaj užo piłujuć.Ciapier ich tolki niekalki paraŭ na ŭsiu viosku zastałosia, nie chočuć jany tam žyć, paśla taho jak drevy śpiłavali.
Ciapier na maminaj vioscy niaŭtulna i pusta: «Kazachstan», jak havorać miascovyja. Ale nie byli b to biełarusy, kab zamiest śpiłavanych z ułasnaj zhody drevaŭ nie pasadzili svaimi ž rukami novyja. Stajać tam ciapier kvołyja maładzieńkija lipki, da kijočkaŭ padviazanyja, hadoŭ praz 20 buduć ź ich akuratnyja lipy. A voś na padvorku baćkoŭskaha piacipaviarchovika, što na Kamaroŭcy, tam, dzie prajšło majo dziacinstva, drevam užo hadoŭ pad sorak z chvościkam. Ich tałakoju sadžali i potym pa čarzie dahladali žychary doma. Ciapier tam šmat roznych šlachietnych hatunkaŭ: klon, akacyja, kaštan, jasień, dub, ale samyja cikavyja, z historyjaj, — heta staraja biaroza i hrab.
Biaroza była adzinym drevam, jakoje tam rasło, kali my zasialilisia.Pad biarozaj stajaŭ stary draŭlany dom, haspadar jakoha nie chacieŭ sa svajho doma źjazdžać, chacia atrymaŭ kvateru ŭ našym piacipaviarchoviku. I nie źjazdžaŭ, pratrymaŭšysia hod z hakam. Potym dom źnieśli, a biarozu svaju jon vyjšaŭ z nažom ratavać. I uratavaŭ. Raście jahonaja biaroza, a jaho samoha daŭno niama na hetym śviecie. Z hrabam inšaja historyja: jon sam z kamla vyras. Byŭ pień ahramadny, hadoŭ mo na dźvieście, taki, što my na im u tankistaŭ hulali. Jon stajaŭ, čarnieŭ, truchleŭ, a potym raptam streliŭ tuzinam parastkaŭ i jany pačali raści. Zaraz ad pnia ani śledu nie zastałosia, a novy hrab staić na jahonym miescy, zhrabny taki i mocny.
U Miensku nie tak šmat viekavych drevaŭ, a tyja, što jość, anijakim admysłovym śpisam nie ŭličany i śpiecyjalnaha statusa nie majuć.I chacia ŭsie viedajuć, albo prynamsi zdahadvajucca, što heta žyvaja historyja, pomnik pryrody i prosta pryhoža, staryja drevy niaŭchilna źnikajuć z haradskoha krajavidu. Źnikli raskošnyja staryja lipy na Revalucyjnaj, ad cełaj hrupy staraśvieckich hrabaŭ la siadziby Vańkoviča tolki paru štuk zastałosia, śpiłavany mahutny vołat- klon la kaścioła śviatoha Jazepa. Piłujucca duby na Hrušaŭcy. I tak pa ŭsioj Biełarusi. Časam heta nahadvaje sceny z Uładara Piarścionkaŭ, dzie Zło ŭ roznych ipastasiach biespryčynna i apantana zajmajecca tym ža — niščyć drevy.
Jan Bułhak, słavuty fatohraf, pra jakoha možna i treba pisać asobna, ŭ knizie miemuaraŭ «Kraj Dziciačych hadoŭ» šmat i padrabiazna piša pra tradycyjnaje razumieńnie «pryhožaha» na rodnaj Navahradčynie,jak u šlachieckim asiarodku, ź jakoha pachodziŭ, hetak i siarod sialanaŭ. Varta adznačyć, što traktoŭka pryhožaha ŭ hetych roznych sacyjalnych hrupach nie nadta roźnicca ŭ hałoŭnym: «tradycyjny Biełaruski dom intehravany ŭ pryrodnaje asiarodździe». Voś što Bułhak kaža pra dom nobilaŭ (cytuju pa pamiaci): «tradycyjny šlachiecki dom — heta hodnaść, ścipłaść i jednaść z pryrodaj».
Pra dom sialanski i prastoru vakoł jaho Bułhak razvažaje nietaropka i šmatsłoŭna, tamu dazvolu sabie aŭtarskuju interpretacyju: lubimyja kvietki biełaruskaha sielanina — heta drevy.Pryčym drevy šlachietnyja, dužyja: dub, klon, lipa, hrab, viaz, listoŭnica; radziej heta mahła być arabina, kalina, biaroza. Svaje prysiadzibnyja drevy nikoli nie piłavalisia, jany źviazvali (i źviazvajuć) svajoj prysutnaściu naščadkaŭ i prodkaŭ, a ŭvieś rod z kosmasam — ziamloj, niebam i Suśvietam. Kali hlanuć na biełaruskuju viosku zdalok, to možna adrazu dahadacca, dzie jaje najstarejšaja častka, — jana tam, dzie vyšejšyja drevy.
Prysiadzibnyja i prydarožnyja drevy — nieadjemnaja častka tradycyjnaha biełaruskaha krajavidu. U abodvuch vypadkach jany raźbivajuć adnastajnaść łandšaftu viertykalnymi abjomami, nadajučy jamu siłuetnaść i arhanizujučy prastoru. Prysiadzibnyja drevy jak by «źbirajuć» vakoł siabie (i pad saboj) dom, haspadarčyja pabudovy i padvorak; jany — prastoravaja daminanta, pryviazka. Aproč hetaha, drevy zadajuć maštab, i budynki pobač ź imi vyhladajuć mienšymi, čym jość na samoj spravie, pabudovy źjaŭlajucca intehravanaj častkaj krajavidu, a nie jaho hałoŭnym elemientam. Čałaviečaje žytło nie spračajecca, a spałučajecca z pryrodaj.
Tak u našaj tradycyi vyhladajuć «paradak» i «pryhažość».Zrešty, heta nie vyklučna biełaruski prastoravy ład; ź niaznačnymi varyjacyjami, jon bolš ci mienš ułaścivy dla ŭsich «lasnych» narodaŭ Jeŭropy. Pa idei, hetaje adčuvańnie pryhožaha pavinna siadzieć ŭ našaj kalektyŭnaj padśviadomaści, adnak usio bolej naš krajavid nahadvaje adkryty naskroź step, usio mieniej u im drevaŭ, usio bolej nam chočacca sonca zamiest listoty i cieniu. My pačynajem žyć u inšym, čužym krajavidzie i zvykacca ź im. A našyja dzieci buduć hety krajavid lubić. Ci ŭ najlepšym vypadku, zadaducca pytańniem: «A nafiha było piłavać?»Pa vialikim rachunku, hetyja kampazicyjnyja pryjomy ŭvasablajuć adnu z madelaŭ našaha razumieńnia harmonii i prastoravaha ładu.
Kamientary