Stvarajem sabie ideały. Vierym u ich ščyra. Adrakajemsia ad svajho «pamyłkovaha» minułaha. Zabyvajem jaho, jak niešta niesapraŭdnaje. Chočam adrazu paviedamić pra svaje adkryćci ŭsiamu śvietu, ale jakaja niedarečnaść: amal nikomu vakoł nie cikava. Ale ž heta tak važna, što my ŭsio ž hatovyja zmahacca j navat peŭnuju častku žyćcia pakłaści na hetuju spravu. Dy tolki bješ hałavoj pa muravanaj ścianie, a hałava nia kamień — pačynaje baleć. Znachodziacca j tyja, jakija nibyta razumiejuć ciabie j kažuć słovy, jakich čakaŭ. Ale kažuć jany taksama j pra toje, što sprava tvaja marnaja. Choć i tvaja praŭda, ale ŭsie namahańni tvaje pustyja, bo nikomu ničoha nia treba, akramia jak pajeści, adziecca dy paspać padaŭžej — i jašče, što vielmi istotna, kab nichto nie čapaŭ. Patrochu vakoł źbirajecca niejkaje novaje koła «svaich», abranych, paśviačonych u tajamnicu. Ciapier tajamnicu. Toje, što raniej vielikadušna žadaŭ padaravać usim navokał, jak niejki skarb, raptam pieratvaryłasia ŭ niebiaśpiečnaje dla ahulnaha karystańnia, pryznačanaje j zrazumiełaje tolki dla abranych. Štości, što treba chavać ad astatnich, kab nie zapeckali brudnymi svaimi… Voś jana, strašnaja metamarfoza. Nie ŭdałosia ŭžo ŭ katory raz paźbiehnuć jaje. Vynachodniki nacyjanalnaje hodnaści znoŭ tak i nia zdoleli danieści jaje da hałoŭnaha ŭładalnika — da narodu. Znoŭ usie tyja, chto zastaŭsia tam, za śpinaj, ci, naadvarot, zabieh daloka napierad (zaležyć ad taho, ź jakoha boku hladzieć), usprymajucca jak nienarmalnyja. Tolki chto ź ciapierašnich adradžencaŭ u svoj čas nia kročyŭ pad pijanierskija maršy abo, prynamsi, nie čytaŭ ź impetam savieckija patryjatyčnyja vieršy? Ale pra heta nie cikava. Bolš cikaviać tyja, chto nie pavieryŭ. Albo tyja, chto nia vieryć užo ni ŭ što j nikomu, — tyja, što źniavierylisia. Jakim zastałasia ciažkaja praca, jakich naziraješ štodzień u hramadzkim transparcie, la kramy i ŭ kramie, paŭsiul. Jakoha tak baišsia adnojčy razhledzieć u lusterku. Pra tych, chto zastaŭsia tam, u krainie Saviecki Sajuz.
Što paraicie mnie rabić? Bo vierycie mnie ci nie, ale ja z tych, chto choča žyć nie ŭ Rasiei i nie ŭ Eŭropie, bo ja ŭžo j tak žyvu ŭ Eŭropie. I ja padzialaju aznačeńni Eŭropy i Eŭrapiejskaha Źviazu, dzie j Polšča pakul ci adčuvaje siabie jak doma. Ale ja chacieŭ by žyć u našaj z vami lubaj staroncy, Biełarusi. Takoj utulnaj i pryhožaj, takoj źniaviečanaj čužyncami i pahardžanaj rodnymi synami. Takoj, što nijak nia chočaš pakidać jaje. Kamuści, pieršamu-lepšamu. Ale što ž mnie rabić? Nienavidzieć tych inšych, niepadobnych? Tych, chto dumaje inakš ci ŭžo nijak nia choča dumać. Nie zaŭvažać ich? Ich niama. Dy tolki jak ža niama — tady j mianie niama taksama, bo ŭ niejkim sensie ja častka «tych».
Siońnia my padzielenyja. Heta sumny fakt siońniašniaj Biełarusi. Šukać vinavatych — marnaja sprava j da taho ž vielmi niebiaśpiečnaja, bo siarod takich znojdzieš i samoha siabie. Narodu niezrazumiełyja vysokija idei, asabliva kali nichto nie cikavicca jaho prablemami štodzionnymi. Dyj jaki idealizm, kali zusim niadaŭna ciabie naduryli. Nie adno pakaleńnie pražyło ŭ zusim inšaj krainie i nia tolki nia pamiataje, ale j nie razumieje novaj krainy z novymi idejami. Što zastajecca? Treba jašče j žyć. I tut źjaŭlajecca niechta, chto prapanoŭvaje prostaje vyjście, chtości rašučy, vielmi ahresiŭny. Chtości z nadpisam na transparancie: «Ja za vas».
Poŭny varyjant artukułu čytajcie ŭ papiarovaj i pdf-versii haety "Naša Niva"
Andrej Anańjeŭ, Homiel
Kamientary