PANARAMA
H etym letam my na pryrodzie. Zdajecca, zielanina bujaie vakoł, jak nikoli. Zrešty, bujaie jana, jak i zaŭsiody — niby ŭ apošni raz. Prosta jaje stanovicca bolš, jana spakvala viartajecca na svaje miescy, adkul niekali jaje vyhnała industryjalizacyja. Asabliva heta zaŭvažna ŭ vioscy, dzie zaniepadaje haspadarčaja dziejnaść, i ŭčarašnija mechdvary i fermy z pravalenymi dachami pastupova parynajuć u bujstvie dzikaj pryrody. Zdajecca, jašče trochi, i adno spakonviečnyja šeryja zruby, pakrytyja hontaj, dy žoravy pry studniach buduć vyłučać čałaviečaje žytło spamiž sucelnaje biełaruskaje puščy.
Voś tut, pasiarod vioski, letaś abvaliłasia vializnaja kałhasnaja stajnia. Adnamu sielaninu krokvaj pabiła plačo, a koniej razdali na ŭtrymańnie ludziam. Sioleta ad stajni nie zastałosia ani znaku. I navat dumki nie ŭźnikaje ni ŭ koha, kab niešta tut adnaŭlać, adbudoŭvać.
A voś u hetym miescy byŭ kałhasny cialatnik. Viaskovy dzied kaža, što pracavaŭ u im dvaccać hadoŭ, a potym cialatnik kudyści prapaŭ. Jak prapaŭ? A čorć jaho viedaje, — kaža dzied i praciahvaje narazać siłasnuju masu z kałhasnaha pola. Vakoł ni dušy, adna trava. Zdajecca, čamu b dziedu nie pryhnać siudy svaich karovaŭ z susiedniaje siadziby? A jon reža i nosić. Stavić žyviołu na kałhasnym poli niajomka, a nie adrezać ad ničyjnaha — nierazumna, usio adno prapadzie.
Na padvorku ŭ dzieda pachadžaje źvier nieviadomaje parody: cieła i dziuba kačynyja, čupryna, jak u papuhaja, a razmaloŭka, jak u papuasa pierad tancam vajny. Treba skazać, žachlivaje z vyhladu stvareńnie. Dziedava baba kaža, što heta «indyutka», ale pry tym samiec. Adzinaja jahonaja pieravaha — jon u bojcy dužejšy jak za pieŭnia, tak i za husia. Hibrydnaja pačvara z adpaviedna pačvarnaj nazvaj nastaŭlaje na mianie svaju čuprynu, šypić i nieachvoča adstupaje.
Viadoma, z hledzišča načalstva ŭsio heta inakš jak zapuścieńniem nie nazavieš. Ale pryroda zabiraje svajo. Krajavid stanovicca naturalnym, pryhožym, čystym.
U horadzie hety praces adradžalnaha zapuścieńnia nia tak zaŭvažny i, moža być, nie taki adnaznačny.
Heta ž kolki narodu palehła ŭ Biełarusi dziela tych kałhasaŭ i industryjalizacyi! A kolki skazana j napisana pra antybiełaruskuju palityku ŭładaŭ! Kolki z-za hetaha śloz pralita, kolki infarktaŭ pieraniesiena! A jakich tolki nie napisana prahramaŭ zmahańnia z režymam i adradžeńnia Baćkaŭščyny... I ŭsio heta ciapier adnym komam kocicca ŭ nikudy, raspadajecca, razvalvajecca i zarastaje travoju, mocham, kustoŭjem, lesam. Na miesca łepaŭ i zavodzkich kominaŭ prychodziać nia palmy z kaktusami, a naša rodnaja zielanina. Biełaruś adradžajecca sama. U svajoj pieršarodnaj idealnaj čyścini. Škada, viadoma, raspadu čałaviečaha hramadztva. Ale macniejšaje za škadavańnie pačućcio nadziei. Biełaruś žyvaja ŭ svaich naturalnych krajavidach. A značyć, dačakajecca jana niekali i svajho narmalnaha hramadztva.
«Tut žyŭ ja»
Siarhiej Chareŭski
Kali ja raspavioŭ Uładzimieru Karatkieviču pra toje, što maru źjechać ź Miensku ŭ Vilniu, jon, na majo ździŭleńnie, adreahavaŭ nadta rezka. «Nu što vam u Vilni — namazana čym, ci što? U nas ža jość Miensk, svaja stalica. U Miensku siońnia žyvie bolšaść našych piśmieńnikaŭ i mastakoŭ. Voś užo i svaje memaryjalnyja šyldy paźjaŭlalisia. Abraściem pakrysie tymi šyldami, jak mocham, — i budzie tabie naša historyja...»
Sapraŭdy, memaryjalnych šyldaŭ u Miensku stanovicca ŭsio bolej. Časam i praź mieru. Pamiatajecie dom na rahu Marksa j Lenina, toj samy, dzie ciapier muzej Broŭki? Na pačatku stahodździa jaho ŭźvioŭ słynny mienski architektar Haj. Da siońnia jaho ŭmudrylisia tak ščylna zaviešać šyldami, što za imi ŭžo nie vidać ścienaŭ. Adnak adčuvańnia histryčnaje poviazi tak i nie pryjšło. Moža ad taho, što nad domam pa-raniejšamu voś užo čverć stahodździa navisaje armatura reklamy «Aerafłotu», jakaja sama nia pamiataje, kali jana śviaciłasia neonavymi lampačkami? Ci ad taho, što sam čyhunna-bronzavy «ikanastas» vyklikaje supiarečlivyja pačućci: Čarviakoŭ i Panamarenka, Dziaržynski i Macepura, Broŭka j Nikolski? Ci kožny minak skaža, čym słavuty Panamarenka, albo jakoj navukaj zajmaŭsia akademik Nikolski?..
Kažuć, niedzie tut žyŭ i šef NKVD Canava. Adnojčy prosty minak spytaŭsia ŭ jaho, kolki času? Uražany Canava azirnuŭsia navokał i nia zdoleŭ adkazać (bo nie nasiŭ hadzińnika). Kažuć, nastupnaje ranicy na hetym domie źjaviŭsia hadzińnik. Hadzińnika daŭno niama, ale vulicy nosiać usio tyja ž imiony zasnavalnikaŭ navukovaha kamunizmu. Što ž, i heta svaja historyja... Chto što choča, toj toje j pamiataje. Daŭniej adrasam hetaha domu byŭ roh vulicaŭ Padhornaj i Hubernatarskaj (byłoj Franciškanskaj). Moža, kab hety budynak admyli ad koleru NKVDešnaha šynialu, źniali kaŭpak «aerafłotaŭskaje» reklamy, źvieźli b usie memaryjalnyja doški j zrabili adnu malusieńkuju: «pomnik architektury, dojlid Haj», minaki b prypynialisia mižvoli, kab razhledzieć jaho staraśvieckuju pieknaść?
Memaryjalnyja znaki sami pa sabie mała što značać, kali ŭ narodnaj śviedamaści jany nie asacyjujucca z padziejami albo z asobami, roli jakich jasnyja ŭsim. Za hady niezaležnaści šmatkroć sprabavali zrabić, naprykład, memaryjalny znak pry budynku KHB — pamiaci balšavickich achviaraŭ. Tady b rola hetaje ŭstanovy ŭ našaj historyi była vyznačanaja. Moža, taki znak źmianiŭ by i našuju siońniašniuju historyju... Nie paśpieli prymacavać i ŭžo hatovuju šyldu na były archirejski dom, dzie ŭ 18-m hodzie 25 sakavika była abvieščanaja niezaležnaść...
Vyhladaje, što memaryjalnyja znaki ŭ Miensku — heta ŭsiaho tolki zachop prastory. Ale ŭjavicie sabie, kab u Paryžy ci Rymie zadalisia metaju adznačyć tablicami ŭsich piśmieńnikaŭ, kampazytaraŭ i mastakoŭ, što tam žyli... Badaj, tady nie znajšłosia b miesca žyvym ludziam. U Miensku inakš. Na domie numar 29 na vulicy Pulichava na adnym rahu — memaryjalnaja šylda Pimiena Pančanki, na druhim — Kastusia Kirejenki, a taksama Ivana Čyhrynava j Barysa Sačanki. Dla žycharoŭ domu — heta byłyja susiedzi, dla vypadkovych ludziej, što časam praminajuć hety dvor, — «niejkija piśmieńniki».
Nacyja pomnić svaich hierojaŭ nie dziakujučy fizyčnym jakaściam čyhuna ci bronzy. U domie, na jakim visić šylda Piestraka, ciapier žyvie Źmicier Bartosik, i ŭ Miensku ŭžo lahčej sustreć čałavieka, znajomaha z tvorčaściu žyvoha barda, čym z tvorčaściu «zasłužanaha dziejača kultury BSSR».
Siońnia jość u biełaruskaj stalicy i memaryjalnaja tablica Ŭładzimieru Karatkieviču na vulicy Karła Marksa. Ale nie paboleła ad šyldavaha imchu biełaruskaści. Za siem hadoŭ «Naša Niva» źmianiła ŭ Miensku šeść adrasoŭ. Adnojčy, siedziačy ŭ redakcyi na vulicy Kujbyšava, niechta pažartavaŭ, što praź dziesiacihodździ paŭhorada budzie zaviešana memaryjalnymi znakami «Našaje Nivy». A ja padumaŭ: niaŭžo tut zaŭsiody budzie vulica imia Kujbyšava? Badaj, u tym Miensku, dzie kožny minak budzie viedać pra pieršuju biełaruskuju hazetu, vulicy buduć zvacca zusim pa-inšamu, a tady našaj kultury nie spatrebiacca nijakija šyldy, i stalica zažyvie svajoj, sapraŭdnaj historyjaj...
Patajemnaje žadańnie
Sieviaryn Kviatkoŭski
Kažuć, kab sny nie zbyvalisia, ich treba raspavieści adrazu, jak pračnieśsia. Maja historyja adbyłasia ranicaj paśla Kupalskaj nočy. Mahčyma, jana adbyłasia b i bieź mianie. Ale ja žyvu ŭ bločnym «post-chruščoŭskim» piacipaviarchoviku. Dla tych, chto nia viedaje, patłumaču. Naprykład, kali žychar ź pieršaha pavierchu hraje na saksafonie, dyk słuchaje jaho nia tolki susied, ale amal uvieś dom.
Pa ščyraści, ja nikoli nia skokaŭ praz vohnišča j nie kupaŭsia halakom u Kupalskuju noč. I nie tamu, što ŭ dziacinstvie ŭraziŭsia hohaleŭskimi «tapielcami». Paprostu, tak atrymlivałasia, što ź śviadomaha vieku patraplaŭ u «čaroŭnuju noč» to ŭ kampaniju, jakaja śviata adznačała pachodam u «Paparać-kvietku», to da «pahancaŭ», jakija kačali vohniennaje koła pad ŭzmachi dziaržaŭnaj (u svoj čas) symboliki.
Jašče skažu ščyra, što ščaście ŭ mianie bolš vyrazna asacyjujecca nia z kvietkaj, a z ptuškaj, ci, navat, z čymści mienš ułoŭnym... A moža sprava ŭ tym, što pavodle natury ja nie hrybnik-jahadnik, i tamu ideja błukać pa lesie ŭ pošukach niejkaj admysłovaści a priori vyklikaje ŭ mianie niepryniaćcie. Jak by tam ni było, pierad Kupallem ja ŭdzielničaŭ u siabroŭskaj party, nie źviazanaj z kalendarom prodkaŭ, i byŭ pierakanany, što nia nadta pozna viarnuŭsia dadomu.
I voś nadyšła ranica.
Nia viedaju, jak chto, a ja navučyŭsia manipulavać ułasnymi snami. Heta mahčyma na śvitańni, niezadoŭha da taho, jak arhanizm źbirajecca abudžacca. Pamiatajecie «Palot pčały za sekundu da abudžeńnia» Salvadora Dali? Karcinka fantasmaharyčnaja, ale toj, chto jaje bačyć, užo viedaje, što heta son. Voś u hety momant jon moža krucić karcinku, jak zachoča. A za sekundu snu voj jak šmat možna navydumlać!..
— Alo, ci dobra čuješ mianie? Alo, dyk słuchaj dalej. Vyjšli my z tralejbusa, a pierad nami niejkija kominy, budynki zmročnyja. Ich bačna dobra, ale navokał ciemra — ani miesiaca, ani lichtaryka.
Niemałady žanočy hołas padaŭsia mnie znajomym. Zrešty, ci mała ja viedaju hałasoŭ ludziej, jakich nikoli nia bačyŭ. Naprykład, užo hadoŭ dvaccać słuchaju adzin taki — sipły, sarvany, jaki naležyć vychavalnicy dziciačaha sadka, što mieścicca akurat u mianie pad voknami. Dla siabie ja hety hołas nazyvaju «siaržanckim».
— Ujaŭlaješ, pierasiakajem my zaśmiečany žaleznym łamaŭjom fabryčny padvorak i nieŭprykmiet traplajem u lasny huščar. Hala, ci čuješ mianie?..
Žančyna vyhuknuła apošnija słovy tak mocna, što ŭ mianie nie zastałosia sumnievaŭ — hołas byŭ realny. Miarkuju, što kali b ja ŭźniaŭsia i vysunuŭ hałavu ŭ fortku, to zdoleŭ by daviedacca, na jakim z padvakońniaŭ stajaŭ telefonny aparat nieviadomaj mnie kabiety. Ale siłaŭ nie było, navat kab raspluščyć vočy. U momanty, kali žančyna zamaŭkała, kab pasłuchać adkaz svajoj surazmoŭnicy, ja iznoŭ nibyta zasynaŭ.
Urešcie, tak by jano j zdaryłasia. Asabista ja pryzvyčaiŭsia da štodzionnych niepatrebnych hukaŭ, jakimi poŭnicca kvatera. Mała taho, što pad voknami dziciačy sadok, dyk pobač jašče čyhunka, a pierad joju budoŭla, dy ci mała jakich inšych hrukotaŭ!..
— Dyk słuchaj, dzieŭka. Suniemsia my praz toj huščar, suniemsia, jak raptam ty zakryčyš — a-u!.. Tak, tak — ty zakryčała, nia ja. I tady adrazu ž pierad nami źjaŭlajecca chłopiec. Jak apranuty? Nu zvyčajna, jak zaraz apranajucca — tabie takija padabajucca. Džynsiki niejkija ŭ jaho byli... Sinija z łatkaj skuranoj pad pravym kalenam, zavušnica, akularčyki kruhłyja, kašulka niejkaja... Heta, kamizelka siniaja ź zialonym... Aha, klatčastaja. Tak, tak, zaplečničak z rudoje zamšy.
Ja pieravioŭ pozirk na svaju vopratku, raskidanuju vakoł fatela. Son źnik — niby j nie było. Dalej ja čuŭ hołas kabiety ŭryŭkami.
— Ja pytajusia: skul ty ŭziaŭsia, jon kaža — skul i vy... Pa što i vy pryjšli... Hladžu — ciabie niama... A jon kaža, maŭlaŭ, idzi ty ciotka ŭ toj bok — viernieśsia dadomu, ty mnie j nie patrebnaja zusim... Tut kupalski les, a nia łaźnia... Alo, alo, čuješ mianie, Hala? Ćfu, čort, što za suviaź.
Ja nia spaŭ, ale vočy nie raspluščvaŭ. Ja na siabie razzłavaŭsia. Treba było adrazu začynić fortku, i zaniacca svaimi spravami. Ź inšaha boku, navošta kampleksavać — prynamsi, znajomych Halaŭ ŭ mianie niama. Hołas zmoŭk, ale ja praciahvaŭ lažać, až pakul nie zazvaniŭ moj telefonny aparat. Ja vypaŭz z łožku i padniaŭ słuchaŭku.
— Dyk słuchaj! Hala, daj ja kancoŭku raspaviadu. Pajšła ja z palany, ale praz kolki krokaŭ paviarnułasia nazad. Viartajusia, a ty staiš kala dreva — i ŭsia haryš. Ujaŭlaješ?!
Ja sabraŭsia byŭ adkazać, što kabieta pamyliłasia numaram, ale čamuści nie pavieryŭ hetaj dumcy. Tamu tolki prasipieŭ u adkaz: «Hala tut bolej nie žyvie», i pakłaŭ słuchaŭku.
Adzinaje ciapier mianie zasmučaje: čyjo ž patajemnaje žadańnie musiła spraŭdzicca ŭ Kupalskuju noč? Ale ja spakojny — kali raspavieści patajemnaje, jano nie adbudziecca.
U darozie
Źmicier Bartosik
Što moža siońnia adarvać narmalnaha čałavieka ad teleekranu, dzie vyrašajecca futbolny los śvietu? Nia viedaju. Ale mianie, amatara nia tolki futbołu, ale j słova biełaruskaha, adarvali. Patelefanavaŭ siabra j prapanavaŭ zaskočyć u Maładečna, dzie na čarhovym festyvali biełaruskaje pieśni adbudziecca rokavy kancert. I Maładečna zasłaniła mnie Paryž...
Niekali mianie zajmała dumka nakont idealnaha miesca žycharstva dla śviadomaha biełarusa. U viosku jon užo nia vierniecca. Navat kali na vioscy dzie-nidzie zachavalisia nieśviadomyja nośbity jahonaje movy, ahulnaja tema naŭrad ci znojdziecca. Vialiki horad jamu pakul što taksama nie pa zubach. Jość ryzyka rastvarycca siarod čužyncaŭ i niebiaśpieka być viečna niezrazumietym. Inšaja sprava — nievialiki horad. Užo nie miastečka, jašče nie mehapolis. Jašče možna na centralnaj płoščy adčuć viaskovyja pachi, ale ŭžo niemahčyma za šmatpaviarchovikami ŭbačyć viaskovy krajavid. Jašče niama kompleksu vyhladać niedaadukavanym, kuplajučy viadro bulby, i niama bojazi vyhladać zanadta razumnym, zamaŭlajučy filižanku kavy.
Asabista ja ŭpieršyniu pačuŭ biełaruskuju movu ŭ jakaści srodku znosinaŭ mienavita ŭ Maładečnie, kudy ŭ 92-m mianie zaniesła na navukova-palityčnuju kanferencyju pra perspektyvy nacyjanalnaha adradžeńnia. Stamiŭšysia ad razumnych pramovaŭ, ja vyrašyŭ naviedać miascovy ŭnivermah. Dzie j natrapiŭ na hałoŭny dokaz našaje śvietłaje perspektyvy. Dva praletary spračalisia, nabyć ci nie dysk Michaiła Šufucinskaha. Adzin kazaŭ «nia treba», druhi piarečyŭ, što «śpiavak niebłahi». Dziadźka kupiŭ kružełku, nie zabyŭšysia skazać hučnaje «Dziakuj».
Nu, jaki moža być futboł, kali ledź nia ŭ samym biełaruskim horadzie śpiavaje «Novaje Nieba»! I novyja pryhožyja tvary maładačanskich, samych pryhožych u Biełarusi, dziaŭčynak, zapałanili hałoŭny plac. Udychnuć nasyčanaje novymi nadziejami pavietra, adčuć, što ty nie adzin, kamu mroicca novaja kraina, ci chacia b na niejkaje imhnieńnie viarnucca ŭ pjankuju atmasferu dalokich 80-ch, dzie my ŭpieršyniu ŭbačyli novyja niabiosy, upieršyniu ŭziali ŭ ruki naš ściah, składzieny z koleraŭ pieramohi. Pieramohi, jakaja zdavałasia nam takoj nieadvarotna blizkaju... Nu, jaki moža być Paryž, kali za niejkija 70 kilametraŭ možna adkrucić dziasiatak hadoŭ!
Zality śviatłom pražektaraŭ plac, ščylna zabity publikaju, byŭ ščylna ačepleny bajcami ŭ kamuflažy. Pierad estradaju, na jakoj ščyravaŭ «Pałac», u takt rytmu matlalisia try ŭzakonienyja ściahi. Admysłova vydadzienyja ŭ ruki, dva pa bakoch, adzin pasiaredzinie. Ale tyja ściahi, napeŭna, byli adzinym, što stvarała ruch. Prybiary huk sa sceny, daj u efir tolki «karcinku» publiki, i stanie niezrazumiełym — što heta jany słuchajuć, rok-n-roł ci symfaničny kancert. Čym bolej ja hladzieŭ na hetaje śviata, tym bolš škadavaŭ ab pakinutym futbole. Toje, što tut nia budzie nivodnaha našaha symbalu, nam treba było skiemić raniej. Išoŭ naŭprostavy teleefir «na ŭsiu respubliku», u kulturnym žyćci jakoj nam i našym ściaham niama miesca. Jak, zrešty, i našym pieśniam. Ja bajaŭsia, što my spoźnimsia pasłuchać «Novaje Nieba», ale daremna. Kasiu Kamockuju haspadary efiru paličyli za lepšaje ŭ svoj efir nie puskać. Sama śpiavačka, jak mnie padałosia, nia viedała — zasmučacca joj ad hetaha ci, naadvarot, ciešycca takim pryznańniem jaje niebiaśpiečnaści.
Panaziraŭšy, jak bajcy AMONu vałakli pjanoha chłapčuka; adviedaŭšy harbaty z buterbrodam u bary razam z zorkami biełaruskaje estrady; pačuŭšy adbornuju maciarščynu ź piaščotnych vusnaŭ dźviuch maładačanskich školnic... mnie zachaciełasia jak maha chutčej pakinuć idealny biełaruski horad.
Viartajučysia ŭ Miensk, ja narešcie zrazumieŭ prostuju iścinu, dzie biełarusu najlepš. U darozie. Heta sapraŭdy «adzinaje, što nia stračana». Biełaruskaja daroha, navat naježdžanaja sto razoŭ, usio adno zastajecca cikavaju, dziakujučy adsutnaści doŭhaj perspektyvy. Voka nie paśpiavaje stamlacca adnym krajavidam, jak za pavarotam adkryvajeca zusim inšy, jašče bolš pastaralny malunak. Napeŭna tamu razmovy na takim šlachu taksama majuć śvietły praciah. I ci tak važna, kudy viadzie naš šlach — da novaha nieba, ci da novych ziemlaŭ?
KALANDAR
Adziny varyjant
«Alen Dielon» prezydenckaj kamandy źbivaje mašynaj kabietu. Praź niejki čas jahony «podźvih» paŭtaraje syn kolišniaha premjer-ministra. Urešcie syn «samaha hałoŭnaha načalnika» robić sabie «psychalahičnuju razradku» z dapamohaj pistaleta —paru strełaŭ pa žyvych mišeniach na «krutoj» dyskatecy, i možna iści spakojna spać... Nichto nia budzie pakarany.
Uviečary 25 traŭnia 1953 hodu niekalki viaźniaŭ adnaho z narylskich kanclahieraŭ siadzieli pierad svaim barakam, stomlenyja paśla dzionnaj pracy, i hrali na harmoniku. Mima ŭ atačeńni kanvoju išła kalona žančyn-źniavolenych, jakija viartalisia z pracy na budoŭli mietałurhičnaha zavodu, jaki paźniej zrobicca «fłahmanam» savieckaj ciažkoj vytvorčaści. Žančyny ŭśmiešliva pryvitali muzykaŭ la baraku. Śledam razdałosia niekalki aŭtamatnych čerhaŭ. Usie čaćviora harmanisty pamierli na miescy.
Sioletni čiervień — uhodkavy dla padziei, jakaja pierakuliła ŭjaŭleńni ab źniavolenych Hułahu. Z 25 traŭnia pa 3 lipienia 1953 hodu ŭ lahiernaj systemie Horłah pad Narylskam, tryvała paŭstańnie palitviaźniaŭ. Kiravali paŭstańniem biełarusy — na čale z Ryhoram Klimovičam. 3 lipienia ŭnutranyja vojski ŭvajšli na terytoryi zonaŭ. Byli rasstralanyja tysiačy biazzbrojnych ludziej, najbolš — biełarusaŭ.
Ci varta było sorak piać hadoŭ tamu kłaścisia pad kuli, adno dziela taho, kab śćvierdzić svoj pratest? U svoj čas systema narylskich zonaŭ vykonvała funkcyi lahieru śmierci. U 1953-m bolšaść z tych, kamu z časam było nakavana zahinuć ad marazoŭ i choładu zastalisia ŭ žyvych, bo narylski Horłah byŭ rasfarmavany... Klimovič dahetul zastajecca ŭ vačoch dziaržavy złačyncam, jon nie reabilitavany.
... idučy na pracu, ja hlažu, jak niejkaja kinafirma zdymaje «novy ruski» bajavik. Adzin epizod: čorny «Mersedes» ledź nie patraplaje pad koły «MAZa». Kiroŭca «Mersedesa» stralaje ŭ kiroŭcu hruzavika. Stres ad pierapudu źniaty. Možna jechać dalej.
Ja pracuju ŭ spakojnym rajonie ŭ centru horadu. Mahčyma, tamu hledačoŭ zdymkaŭ «kino» zvyčajna niašmat. Jany štoraz źmianiajucca, aprača adnaho sivieńkaha dziadka. Ja nia viedaju, jak jaho zvać, ci čytaje jon hazety j ci hladzić rasiejskija albo amerykanskija bajaviki. Ale čamuści mnie zdajecca, što jon viedaje lepšy varyjant praciahu epizodu.
Zrešty, u našaj sytuacyi varyjantaŭ moža być tolki dva. Kožny vybiraje svoj.
S.K.
Kamientary